Niemcy kontra USA
Löw i Klinsmann razem prowadzili Niemcy na mundialu w 2006 r. Dziś zagrają przeciwko sobie
Jürgen Klinsmann wielką gwiazdą był już jako piłkarz, zadając kłam teorii, że piłka nożna nie jest zajęciem dla intelektualistów. Mistrz świata z 1990 r. czyta sonety Petrarki w oryginale, a gdy przed laty trafił do Tottenhamu, miejscowe bulwarówki żartowały, że operujący cockneyem (gwara mieszkańców Londynu) koledzy w szatni nie zrozumieją jego oksfordzkiej angielszczyzny.
Joachima Löwa można pomylić z modelem, a szytych na miarę strojów i nienagannych manier mógłby mu pozazdrościć niejeden polityk. Dodajmy kruczoczarne - mimo 54 lat - włosy, wysportowaną sylwetkę i można przestać się dziwić, że jest jednym z najpopularniejszych ludzi w Niemczech, a kobiety piszą do niego listy miłosne.
Dziesięć lat temu obydwaj dokonali rewolucji w niemieckiej piłce. Gdy Klinsmann obejmował kadrę, niemiecka piłka była w odwrocie. Kluby zmagały się z kryzysem finansowym, a reprezentacja skompromitowała się podczas Euro 2004. Potrzebny był wstrząs.
Pod kierunkiem nowego selekcjonera wszystko się zmieniło. Na mundialu we własnym kraju Niemcy zadziwili piękną ofensywną grą. - Udało nam się zbudować reprezentację, która - jeśli chodzi o styl - żyje i oddycha w Ameryce Południowej - zachwycał się Klinsmann. Niemcy zdobyli brązowy medal.
Asystentem Klinsmanna był wówczas Löw, który po turnieju zastąpił go na stanowisku. - Klinsmann był motywatorem [stąd wziął się Mr. Motivator - red.]. Potrafił dotrzeć do zawodników, zaszczepić w nich pewność siebie, pozytywną energię, którą przywiózł z USA [jego żona jest Amerykanką - red.]. To on ściągnął zza oceanu trenerów fitnessu i psychologów. Löw pracował w jego cieniu, ale to on był odpowiedzialny za taktykę. To on prowadził treningi - wspomina Radosław Gilewicz, były reprezentant Polski, prywatnie dobry znajomy Löwa.
Nie minęło dużo czasu, gdy mistrz prześcignął ucznia. Pod kierunkiem Löwa Niemcy wywalczyli w 2008 r. wicemistrzostwo Europy, a dwa lata później mundial w RPA zakończyli na trzecim miejscu.
Mistrzostwa Europy nie zdobyli - z turnieju w Polsce i na Ukrainie odpadli w półfinale. To był przełomowy moment, bo efektowna gra zaczęła nudzić się kibicom i ekspertom. Wszyscy chcieli tytułu. "Löw walczy dziś o to, jak będzie wspominany" - pisał "Süddeutsche Zeitung". Przed mundialem mówiło się, że jeśli Niemcy nie wygrają, to zastąpi go Jürgen Klopp z Borussi Dortmund.
Klinsmann w tym czasie (2008-2009) szukał szczęścia w Bayernie Monachium, ale tam sobie nie radził. Wrócił do USA, a w 2011 r. objął tamtejszą reprezentację. Prowadzona przez niego drużyna cieszy się w Stanach coraz większą popularnością. - Piłkarzy zaraził entuzjazmem, kibiców tym, jak bardzo identyfikuje się z ich krajem - wylicza Gilewicz. - Mimo wszystko stawiam w tym meczu na Niemców. Wygrają, choć nie będzie to łatwe. Nie wierzę w lansowane przez media spiskowe teorie, że Löw i Klinsmann umówią się na remis, bo taki wynik urządza obu. To nie w ich stylu - podkreśla.
@RY1@i02/2014/122/i02.2014.122.000001600.802.jpg@RY2@
AFP/EAST NEWS
Jürgen Klinsmann i Joachim Löw
Hubert Zdankiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu