Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kostaryka ma szczęście do Włochów. Wygrywa u nich albo z nimi

1 lipca 2018

Niewielkie państwo z sukcesem zadebiutowało na mundialu w Italii w 1990 r.

San Jose, 20 czerwca. Tysiące ludzi zbierających się na ulicach miasta i okazujących niesamowitą radość. Wśród nich znani, jak prezydent kraju Luis Guillermo Solis, a także zwykli obywatele, którzy przeżywają niezwykłe chwile. Jaki jest powód tego nienaturalnego zamieszania? Odpowiedź jest prosta i można ją otrzymać tak szybko, jak jesteśmy w stanie sprawdzić, jaki mecz tego dnia rozgrywano na mundialu. Wszystko staje się jasne. Kostaryka pokonuje 1:0 Włochy i awansuje do fazy pucharowej mistrzostw świata z grupy śmierci. Zawodnicy z Ameryki Środkowej dokonują niemożliwego. Trudno inaczej nazwać sytuację, w której Kostarykańczycy, których przed imprezą uznawano za dostarczycieli punktów, chłopców do bicia czy pierwszą ekipę do powrotu do domu, pokonują dwie wielkie reprezentacje i mają również zamiar wygrać spotkanie z trzecią.

Mundial w Brazylii jest dla Kostarykańczyków czwartym światowym turniejem w historii. Po raz pierwszy na tę imprezę zakwalifikowali się w 1990 roku. Tamte mistrzostwa w ich wykonaniu można określić jako debiut - marzenie. Udało im się wtedy wyjść z grupy, w której wyprzedzili Szwedów i Szkotów, a ulokowali się tuż za plecami Brazylijczyków. Pożegnanie z mundialem nastąpiło jednak już w pierwszym meczu fazy pucharowej, w którym "Los Ticos" musieli uznać wyższość Czechosłowacji. Następne dwa mistrzostwa świata nie były już dla Kostarykańczyków tak udane. W sumie w 2002 i 2006 nie zdążyli się dobrze rozpakować i rozgościć, a już musieli wracać do domu. W Korei i Japonii uplasowali się na trzeciej pozycji w grupie, za Brazylii i Turcją, a przed Chinami. W Niemczech przybysze z Ameryki Środkowej nie zdobyli nawet jednego oczka, przegrywając z Ekwadorem, Niemcami i Polską (jedyna wygrana i bramki naszej reprezentacji na tamtym mundialu).

Teraz Kostarykańczycy są już pewni tego, że osiągną co najmniej tyle, ile na boiskach w Italii w 1990 roku. Komu należą się zatem gratulacje za ten historyczny sukces? Na pewno zawodnikom, którzy na boisku dawali z siebie wszystko, ale wydaje się, że w pierwszej kolejności na jakieś odznaczenie zasługuje selekcjoner Jorge Luis Pinto. Swoją pracę z reprezentacją zaczął (a właściwie kontynuował, bo wcześniej był selekcjonerem w latach 2004-2005) w 2011 roku, a na trwające mistrzostwa zakwalifikował się z swoją drużyną bez konieczności rozgrywania baraży. Na wyniki kadry Kostaryki nie składają się jednak same wysiłki Pinty. Do pomocy przy zespole ma ludzi, którzy najlepiej wiedzą, co znaczy reprezentować ten kraj, i zdają sobie sprawę, jak ta drużyna wygląda od środka. Inaczej nie można mówić o byłych zawodnikach tej kadry, którzy swoimi występami zasłużyli sobie chyba na miano wybitnych reprezentantów. Jednym z nich jest Paulo Wanchope, kiedyś piłkarz grający w Premiership, zawodnik, który dla Kostaryki zdobył 45 bramek, a teraz pomagający Pincie jako jego asystent. Podobną funkcję pełni Luis Marin, który nie był może wybitnym piłkarzem (poza ojczyzną grał w Gwatemali, Urugwaju oraz Izraelu), ale i tak zdołał zaliczyć 128 występów w barwach narodowych. Trenerem bramkarzy jest z kolei Luis Gabelo Conejo, który grał podczas mundialu w 1990 r. i był jednym z najlepszych bramkarzy tamtej imprezy.

Obecnie radość na twarzach mieszkańców Kostaryki powodują inni zawodnicy. Goście, którzy nie trenowali na świetnie przygotowanych boiskach, nie mogli narzekać na bogactwo, ale byli zdeterminowani, aby osiągnąć cel i wyjechać do dobrego klubu. Do ostatecznej kadry ze względu na kontuzje nie załapali się Alvaro Saborio oraz Bryan Oviedo, co stanowi spore osłabienie zespołu Pinty. Wśród grających na mistrzostwach można jednak wskazać kilku niezłych graczy. Dla przykładu Bryan Ruiz ostatnio występował w PSV, a Keylor Navas był w minionym sezonie czołowym bramkarzem Primera Division i całkiem możliwe, że niedługo zamieni Levante na mocniejszą drużynę. My oczywiście z sentymentem przyglądamy się grze Juniora Diaza, który na trwającym turnieju przeszedł już drogę z piekła (sprokurowany rzut karny) do nieba (kapitalna asysta).

Navas, Diaz, Ruiz i reszta kostarykańskiej kompanii już wyrównała osiągnięcie swoich starszych kolegów z mundialu 1990. Teraz pytanie brzmi: czy zespół, w którym pomysł Pinty łączy się nierozerwalnie z wielką ambicją samych zawodników, stać na sprawienie na trwających mistrzostwach jeszcze jakiejś niespodzianki?

Nie mają super- boisk, klubów, pensji. Za to mają determinację

@RY1@i02/2014/121/i02.2014.121.00000150a.803.jpg@RY2@

EAST NEWS

Kostarykańczycy wyszli z grupy dzięki zwycięstwu z Włochami. Wygrali 1:0

Konrad Kryczka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.