Boniek gra teraz dla Hondurasu
Kadry Adama Nawałki nie ma na mundialu, nie brakuje za to w Brazylii polskich akcentów. Osman Chavez był za słaby na Wisłę Kraków, za to pojechał z Hondurasem na mundial
Z marzeniami o wyjeździe reprezentacji Polski na mundial pożegnaliśmy się już jesienią ubiegłego roku. Pomimo to w Brazylii cały czas możemy znaleźć mniej lub bardziej polskie ślady i bynajmniej nie chodzi nam tu o mieszkańców kraju kawy, którzy mogą się pochwalić polskimi korzeniami. Choć oczywiście kwestie Polonii w tym państwie również są istotne. Weźmy taką Kurytybę, którą chyba spokojnie możemy nazwać polską stolicą w Brazylii. To jedno z miast gospodarzy mundialu (stadion Arena da Baixada), a do tego w przeszłości barwy tamtejszego Atletico Paranaense reprezentowali tacy piłkarze, jak Krzysztof Nowak czy Mariusz Piekarski.
Ostatnią szansę na ekstraklasową delegację w Brazylii straciliśmy na początku maja. Wtedy wstępną 24-osobową kadrę podał selekcjoner reprezentacji Bośni i Hercegowiny Safet Suszić. Zapaleni fani polskiej ligi z nadzieją wypatrywali na liście nazwisk znanych z naszej ekstraklasy, a tu niemiła niespodzianka. Semira Sztilicia z Wisły Kraków brak, podobnie zresztą jak Borisa Pandży z Górnika Zabrze. Obaj kiedyś coś tam w reprezentacji pograli, choć oczywiście przyznajemy się bez bicia, że tego drugiego ze względu na jego występy w Zabrzu nawet się nie spodziewaliśmy. Z Bośnią do Brazylii pojechał natomiast Ognjen Vranjesz, obrońca Elazigsporu. Jego pewnie mało kto w Polsce kojarzy, natomiast jego brata, Stojana, kibice Lechii Gdańsk znają doskonale.
Szukając tych, którzy w przeszłości reprezentowali kluby ekstraklasy, musimy ruszyć do Ameryki Środkowej. Najłatwiej będzie zacząć od Hondurasu, reprezentacji, która po raz drugi z rzędu dostała się na najważniejszą piłkarską imprezę na świecie. Po mundialu w RPA do naszej ligi trafił Osman Chavez. Początkowo prezentował się w barwach Wisły świetnie, jednak z czasem na boisku przypominał bardziej saneczkarza niż solidnego defensora.
W końcu wypożyczono go do Chin, księgowy krakowskiej drużyny odetchnął z ulgą, a sam Chavez... został powołany na kolejne mistrzostwa świata, mając przy tym oczywiście szanse na grę. Jego reprezentacyjnym kompanem jest Carlo Costly i tego pana również wielu zapewne pamięta z występów na polskich boiskach. Dla GKS-u Bełchatów rozegrał 59 meczów ligowych, w których zdobył 14 bramek. Jeżeli chodzi o jego przygodę z naszym futbolem, to za owocny można uznać głównie jej początek. Z czasem zamiast o kolejnych boiskowych popisach słyszeliśmy o tym, że Costly ma już dość Polski. W końcu pożegnał się z ekstraklasą i szukał szczęścia w innych miejscach. Zwiedził Rumunię, Meksyk, Stany Zjednoczone, Grecję i Chiny, aż ostatecznie wrócił do Hondurasu.
W reprezentacji tego kraju możemy znaleźć jeszcze jeden polski akcent. Chodzi o Oscara Bońka Garcię. Pokrewieństwo z prezesem PZPN? Niekoniecznie, ale jakieś powiązanie można znaleźć. Rodzice Oscara (pomysłodawcą był oczywiście ojciec) dali mu na drugie imię Boniek właśnie na cześć byłego reprezentanta Polski. Sam zawodnik jest z tego powodu niezwykle uradowany. - Czuję się zaszczycony i szczęśliwy, że tak mam na drugie imię. Widziałem na wideo mecze Bońka w barwach Juventusu i reprezentacji Polski. Z dużą dawką pokory staram się osiągnąć taki poziom - zapewnia.
Jeżeli chodzi o Amerykę Środkową, to musimy jeszcze zahaczyć o Kostarykę. Etatowym reprezentantem tego kraju jest znany z występów w Wiśle Junior Diaz. Gdyby zapytać kibiców w Polsce, jak scharakteryzowaliby tego gracza, to spora ich część odpowiedziałaby najpewniej "zapchajdziura", ewentualnie bardziej elegancko "piłkarz uniwersalny". Diaz bowiem był wybawieniem trenera, jeżeli temu akurat brakowało zawodnika na daną pozycję - był ustawiany na środku obrony, w środku pola, na lewej stronie defensywy lub pomocy... W polskiej lidze rozegrał 86 spotkań, a obecnie broni barw FSV Mainz.
Na trwających mistrzostwach zdążył już sprokurować rzut karny, którego obronić nie dał rady Keylor Navas. To z kolei postać, która tylko mogła być związana z polską piłką. Obecnie golkiper Levante jest jednym z najlepszych na swojej pozycji w Primera Division i z tego powodu łączy się go z mocniejszymi drużynami niż ekipa z Walencji. Parę lat temu Navas bronił jedynie w ojczystej lidze i wtedy jego sprowadzeniem była zainteresowana Wisła. Na zainteresowaniu się jednak skończyło.
Jeżeli przeniesiemy się na chwilę do reprezentacji gospodarzy turnieju, to tam też możemy odnaleźć polski akcencik. Paulinho, podstawowy zawodnik drużyny Scolariego, występował kiedyś w ekstraklasie, w barwach ŁKS-u. Nie wyróżniał się jednak jakoś szczególnie, więc nikt nie zauważył jego talentu i w końcu opuścił Polskę. A później rozwinął się niesamowicie. Świetne występy w Corinthians, debiut w reprezentacji canarinhos i w końcu ubiegłoroczny transfer do Tottenhamu. To musi robić wrażenie.
Prawie na zakończenie zajmijmy się piłkarzami o polskich korzeniach. Najpierw przenieśmy się do naszych zachodnich sąsiadów. Spokojnie możemy wymienić kilku piłkarzy reprezentujących Niemcy, ale mających przy tym polskie korzenie. Do Brazylii przybyło dwóch. Lukas Podolski i Miroslav Klose. Pierwszy cały czas pokazuje przywiązanie do Polski, chciał nawet grać w naszej reprezentacji, ale PZPN nie wyraził wtedy zainteresowania (gdy wyraził, było już za późno). Klose to trochę inny przypadek, bo choć miał propozycję, to zawsze było mu bliżej do Niemiec. Teraz jako ich reprezentant ma szansę pobić rekord bramek zdobytych przez jednego piłkarza na mistrzostwach świata.
Z Francją na mundial pojechał Laurent Koscielny, którego w kadrze swego czasu chciał Franciszek Smuda. Sam piłkarz, już po transferze do Arsenalu, zdecydował się ostatecznie reprezentować barwy trójkolorowych. Polski akcent możemy także spotkać w kadrze Anglii. Jednym z jej obrońców jest Phil Jagielka. Również poza Europą można odszukać piłkarzy z polskimi korzeniami. Przykładem może być Chris Wondolowski, snajper z MLS, którego parę lat temu łączono z naszą reprezentacją. Ale gra dla USA.
Na koniec zostawiliśmy sędziów. Żaden z naszych rodaków nie gwiżdże w Brazylii. Zawody prowadzi tam natomiast arbiter z Japonii, niejaki Yuichi Nishimura. Zanim ten jegomość został największą gwiazdą spotkania otwierającego mundial i wrogiem publicznym numer jeden w Chorwacji (za podyktowanie kontrowersyjnego karnego), zaliczył epizod w Polsce. A dokładnie posędziował trzy spotkania ekstraklasy oraz jedno w Pucharze Polski w sezonie 2008/2009.
Jak widać, na trwającym mundialu możemy znaleźć mniej lub bardziej polskie akcenty. Zostaje nam przypatrywać im się dokładniej i liczyć na to, że na następnych mistrzostwach będziemy się już mogli cieszyć z gry naszej reprezentacji.
Lukas Podolski cały czas pokazuje przywiązanie do Polski
@RY1@i02/2014/117/i02.2014.117.00000150a.802.jpg@RY2@
MACIEJ GILLERT/SE/EAST NEWS
Osman Chavez grał ze zmiennym szczęściem w Wiśle Kraków
Konrad Kryczka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu