Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Republikanin Jeb Bush stawia na Latynosów

2 lipca 2018

Meksykańska żona to cenny atut w walce o hiszpańskojęzycznych wyborców

Jeb Bush od początku kampanii prezydenckiej postawił na wyborców pochodzenia latynoskiego. Bez zdobycia poparcia tej części elektoratu trudno będzie wygrywać wyścigi do Białego Domu.

- Jako kandydat chcę umożliwić wysłuchanie mojego przesłania każdemu, także tym, którzy wyrażają swoją miłość do tego kraju w innym języku - powiedział po angielsku Jeb Bush podczas poniedziałkowego wiecu na kampusie Miami Dade College, gdzie oficjalnie ogłosił, że zamierza się ubiegać o prezydencką nominację Partii Republikańskiej. Po czym dodał po hiszpańsku: - Pomóżcie nam robić kampanię, w której będziecie mile widziani. Pracujcie z nami na rzecz wartości, które podzielamy, i na rzecz wspaniałej przyszłości naszej i dla naszych dzieci.

Wybór Florydy jako miejsca rozpoczęcia kampanii przez syna 41. i młodszego brata 43. prezydenta USA nie był przypadkowy. 62-letni Jeb był gubernatorem tego stanu w latach 1999-2007; jest to jeden z tzw. swinging states, czyli tych, w których realnie toczy się walka o prezydenturę; na dodatek obecnym senatorem stamtąd jest Marco Rubio, jeden z głównych konkurentów Busha do partyjnej nominacji.

Rubio, podobnie jak inny republikański pretendent Ted Cruz, jest pochodzenia kubańskiego, Bush zaś, choć wywodzi się z jednej z najbardziej wpływowych rodzin Ameryki, też ma silne związki z hiszpańskojęzyczną częścią kontynentu. Jego żona jest Meksykanką, stąd płynnie mówi po hiszpańsku, przeszedł dla niej na katolicyzm, a na dodatek przez trzy lata mieszkał w Wenezueli.

Do głosowania uprawnionych jest ponad 25 mln obywateli USA pochodzenia latynoskiego (w większości meksykańskiego). 17 proc. z nich mieszka w kluczowych w walce o Biały Dom stanach: Kolorado, Floryda, Nevada czy Iowa. Wprawdzie Latynosi zawsze skłaniali się ku Partii Demokratycznej, ale Georgeowi W. Bushowi w dużej mierze udało się zmniejszyć ich przewagę w tej grupie. Za to Barack Obama znowu uzyskał ok. 70 proc. latynoskich głosów. Jeśli republikanie chcą odzyskać Biały Dom, muszą przekonać do siebie osoby pochodzenia latynoskiego. Z każdymi kolejnymi wyborami ta kwestia będzie bardziej istotna, bo odsetek Latynosów w USA się zwiększa.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że pochodzenie czy rodzinne związki nie gwarantują poparcia hiszpańskojęzycznych wyborców. - Małżeństwo Busha czy jego umiejętności językowe, choć symbolicznie ważne, nie będą miały znaczenia, jeśli jego program będzie sprzeczny z poglądami przeciętnego latynoskiego wyborcy - mówi stacji CNN Matt Barreto, współzałożyciel firmy badającej preferencje wyborcze Latino Decisions. Z tego powodu na głosy Latynosów raczej nie mógłby liczyć Ted Cruz, który jest przeciwnikiem legalizacji pobytu nielegalnych imigrantów. Bush akurat opowiada się za reformą imigracyjną, ale w kilku innych sprawach - jak płaca minimalna czy stawki podatkowe - jego poglądy raczej się rozmijają z tym, czego by chcieli hiszpańskojęzyczni obywatele. Ale na pewno w czasie kampanii wykona jeszcze niejeden gest w ich kierunku.

@RY1@i02/2015/116/i02.2015.116.000001400.802.jpg@RY2@

ap

Odsetek Latynosów w USA zwiększa się z każdym rokiem

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.