Dziennik Gazeta Prawana logo

Normołamacz

Normołamacz
29 października 2020
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Nawet jeśli Donald Trump nie wygra nadchodzących wyborów, przejdzie do historii jako jeden z najbardziej kontrowersyjnych lokatorów Białego Domu. I chodzi nie tylko o prowadzoną politykę, ale o styl, w jakim sprawował prezydenturę – nieoglądający się na normy i obyczaje, którym dotychczas hołdowano w Waszyngtonie

Doskonałym przykładem jest publikowanie zeznań podatkowych – coś jak formularze PIT, które znamy nad Wisłą. Od czasu Richarda Nixona każdy prezydent Stanów Zjednoczonych zapewniał opinii publicznej wgląd we własne finanse. Był to gest dobrej woli, ponieważ nie ma w Stanach Zjednoczonych prawa, które nakazywałoby urzędującej głowie państwa spowiadać się z tego, ile oddaje fiskusowi. Donald Trump podczas kampanii wyborczej w 2016 r. wielokrotnie obiecywał, że przedstawi swoje zeznania podatkowe. Po objęciu urzędu szybko zmienił zdanie.

Miesiąc temu „New York Times” opublikował jednak podsumowanie prezydenckich podatków (nie ujawniając samych dokumentów, by chronić swoje źródła). Jak się okazuje, w roku, w którym Trump wygrał wybory, oddał fiskusowi… 750 dol. (czyli niecałe 3 tys. zł). W 2017 r., w pierwszym roku urzędowania, prezydent uiścił taką samą kwotę. Dla porównania Barack Obama zapłacił 1,7 mln dol., a Ronald Reagan – 165 tys. dol. (po uwzględnieniu inflacji dzisiaj byłoby to niecałe 0,5 mln dol.).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.