Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Małym firmom trudniej o zlecenia

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wydawanie publicznych pieniędzy wymaga przejrzystych reguł i przekonania, że korzystne ceny usług czy towarów możliwe są do osiągnięcia tylko w warunkach zdrowej konkurencji. Małym firmom od lat obiecuje się, że będą miały równe szanse w przetargach. Tymczasem z powodu niejasnych, wręcz kuriozalnych przepisów, są coraz bardziej dyskryminowane.

Do jakich absurdów prowadzą obecne przepisy pokazuje przykład pewnej spółdzielni budowlanej. Działająca w jej ramach firma miała problem z jednym ze zleceń. Inwestor najpierw przyjął fakturę i uiścił należność, po czym zmienił zdanie i zażądał zwrotu za jego zdaniem zawyżony kosztorys. Kwota była niewysoka, bo 12 tys. zł, ale sprawa trafiła do sądu. Proces trwał - bagatela - 5 lat. Wykonawca przegrał sprawę, a choć były podstawy do odwołania się od wyroku, postanowił tę kwotę oddać, żeby mieć to już za sobą.

Na tym się jednak nie skończyło. Firma - jako rzekomy partacz - trafiła na 3 lata na czarną listę, czyli prowadzony przez Urząd Zamówień Publicznych wykaz wykonawców podlegających wykluczeniu. W dodatku na listę wciągnięto całą spółdzielnię, czyli ponad 100 innych firm zatrudniających w sumie około tysiąca osób! Co więcej, firmom tym nie dano szansy odwołania się od tej decyzji.

MSP skarżą się również na zbyt skomplikowane procedury. W przetargach przedsiębiorcy dysponujący odpowiednim zapleczem techniczno-kadrowym przegrywają z "teczkowymi" firmami, które lepiej radzą sobie w gąszczu przepisów. Ci zaś wygrany kontrakt i tak zlecają podwykonawcom.

Problemem jest nadmierne akcentowanie kryterium cenowego, co prowadzi często do łamania praw pracowników. Niektóre firmy - walcząc o jak najniższą cenę - szukają oszczędności w pensjach. Nie wahają się nawet zatrudniać na czarno i nie dbają o bezpieczeństwo na budowie. Tego rodzaju manipulacjom mogłoby zapobiegać wprowadzenie jasnych zasad obliczania stawki kalkulacyjnej robocizny.

Szans na zmiany można by oczekiwać po przedstawionym niedawno projekcie nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych. Niestety ciężko mówić o zmianach na lepsze.

Jeśli chodzi o czarną listę, sytuacja może się jeszcze pogorszyć, bo posłowie chcą, aby zamawiający mógł wykluczyć z postępowania wykonawcę, który wyrządził mu szkodę, i nie będzie do tego potrzebna decyzja sądu. W założeniu ma to przyspieszyć całą procedurę, ale w praktyce spowoduje, że wykonawca będzie zdany na łaskę zamawiającego.

Innym pomysłem mającym usprawnić procedurę przetargów i zmniejszyć ich koszty jest koncepcja stworzenia Centrum Usług Wspólnych. Powołana niedawno instytucja ma w imieniu jednostek administracyjnych dokonywać dla nich zbiorczych zakupów. Taka formuła zakupów publicznych doprowadziłaby może na początku do spadku cen, ale po paru latach - gdy z rynku wypadłyby małe firmy, niezdolne do stawania w tak dużych przetargach - dałaby przewagę dużym firmom, które mogłyby dyktować ceny.

Zdrowy i konkurencyjny rynek zamówień publicznych to rynek otwarty również dla małych firm. Powinniśmy zatem dbać o to, aby miały one równoprawną pozycję w przetargach. Inaczej będziemy jako podatnicy płacić za coraz wyższe koszty publicznych zleceń.

@RY1@i02/2011/053/i02.2011.053.130.002b.001.jpg@RY2@

Fot. Archiwum

Jerzy Bartnik

Jerzy Bartnik

prezes Związku Rzemiosła Polskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.