Firma nie wygra przetargu, oszczędzając na pracowniku
Zamawiający będą mogli wymagać od przedsiębiorców składających oferty, by zatrudniali na umowę o pracę. Do tego dojdzie obowiązek płacenia co najmniej minimalnego wynagrodzenia
Wielu wykonawców do realizacji publicznych inwestycji zatrudnia dzisiaj pracowników na umowy śmieciowe. Dzięki temu, że nie muszą płacić minimalnej pensji, mogą zaniżać ceny w przetargach. W efekcie firmy dbające o pracowników są eliminowane z rynku zamówień publicznych. Zwyczajnie nie są w stanie rywalizować z mającymi dużo niższe koszty przedsiębiorcami.
Wyrównanie szans
Zmianie tego stanu rzeczy ma służyć nowelizacja przepisów ustawy - Prawo zamówień publicznych (Dz.U. z 2013 r. poz. 907 ze zm.), której projekt złożyli posłowie PO. Przygotowano w nim kilka nowych rozwiązań, które łącznie mają nie tylko poprawić sytuację pracowników, ale też urealnić ceny w przetargach, wesprzeć uczciwą konkurencję i poprawić sytuację przedsiębiorców realizujących umowy wieloletnie.
Pierwsza i najdalej idąca propozycja ma umożliwić zamawiającym wprowadzanie do specyfikacji przetargowych zapisów nakładających na przedsiębiorców obowiązek zatrudniania na podstawie umowy o pracę osób wykonujących czynności przy realizacji zamówienia. Co więcej, wymóg ten dotyczyłby nie tylko generalnych wykonawców (wówczas łatwo byłoby go obejść), lecz także podwykonawców. Pod jednym warunkiem - musiałoby to być uzasadnione charakterem zamówienia.
"Zgodnie z art. 22 par. 11 kodeksu pracy nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy. W związku z tym, jeżeli przedmiotem zamówienia publicznego są czynności, których wykonywanie odpowiada warunkom wykonywania pracy, to postawienie warunku zatrudnienia personelu na podstawie umowy o pracę jest w pełni uzasadnione. Obecna sytuacja, w której zamówienia publiczne są udzielane podmiotom omijającym nakaz z art. 22 par. 11 kodeksu pracy, jest demoralizująca" - napisano w uzasadnieniu projektu, którego głównymi autorami byli posłanka Maria Janyska oraz poseł Adam Szejnfeld. Prace nad nim rozpoczęły się już w sejmowej podkomisji.
- Zapoznając się z uzasadnieniem potrzeby tej zmiany, miałam wrażenie, że czytam naszą związkową argumentację - nie kryje zadowolenia Sylwia Szczepańska, ekspert Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".
- Mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją. Musimy wprowadzać do prawa zamówień przepisy, które pozwolą na egzekwowanie przestrzegania prawa pracy. Aparat publiczny nie sprawdza, czy wykonawcy przestrzegają przepisów o minimalnym wynagrodzeniu - dodaje.
Część ekspertów idzie jeszcze dalej i uważa, że urzędnicy wręcz wymuszają na przedsiębiorcach zatrudnianie pracowników na śmieciówkach.
- Już na etapie szacowania wartości zamawiający przyjmują, że zamówienie ma być realizowane poniżej kosztów wynikających chociażby właśnie z minimalnego wynagrodzenia - zauważa Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan. - Przygotowywałem jakiś czas temu wytyczne dla pewnej instytucji zamawiającej, w których uwzględniłem m.in. element minimalnego wynagrodzenia. Usłyszałem wówczas: "Ale jak to, przecież będziemy musieli więcej zapłacić" - dzieli się swoimi doświadczeniami.
Paweł Przychodzeń, ekspert Fundacji Republikańskiej, chociaż nie jest zwolennikiem narzucania formy zatrudnienia, przyznaje, że warto rozważyć obowiązek zatrudniania na etat przy zamówieniach publicznych.
- Gołym okiem widać, że bez tego nieuczciwi przedsiębiorcy wygrywają z uczciwymi. Co ważne, propozycje popierają nie tylko związki zawodowe, lecz także przedsiębiorcy - mówi.
Prawne wątpliwości
Nie wiadomo, czy propozycje poselskie mają szanse przejść przez ścieżkę legislacyjną. Z dokumentu przygotowanego przez Urząd Zamówień Publicznych wynika, że mogą budzić wątpliwości jako zbyt daleka ingerencja w charakter stosunków łączących przedsiębiorców z osobami wykonującymi zamówienia. W piśmie tym przyznano jednak, że za uzasadniony można uznać wymóg płacenia co najmniej minimalnego wynagrodzenia, a także zapewnienia ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego.
Projekt poselski zakłada, że minimalne wynagrodzenie będzie też mieć znaczenie przy badaniu oferty pod kątem tego, czy nie zastosowano w niej rażąco niskiej ceny. Inna propozycja ma poprawiać sytuację przedsiębiorców realizujących inwestycje, które trwają dłużej niż rok. Zapisana w nich zapłata ma być waloryzowane w razie zmiany wysokości minimalnego wynagrodzenia, a także stawek podatku VAT czy składek na ZUS.
@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.183000100.803.jpg@RY2@
Jak rosła płaca minimalna
Sławomir Wikariak
Projekt skierowany do pracy w sejmowej podkomisji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu