Przejrzystość zamówień tylko w teorii
Firmy, które otrzymały dofinansowanie europejskie, publikują ogłoszenia o związanych z nimi kontraktach. Jednak dotarcie do nich jest niemożliwe
Pomijając wyjątkowe sytuacje, prywatni przedsiębiorcy, których projekty zakwalifikowały się do unijnego wsparcia, nie muszą stosować ustawy - Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r., poz. 907 ze zm.). To dobrze, bo rozbudowane procedury mogłyby bardzo wydłużyć przedsięwzięcia, które ze względu na ograniczony czas powinny być realizowane możliwie szybko.
Jednocześnie jednak UE wymaga, by jej środki były wydatkowane w sposób przejrzysty i z zachowaniem konkurencyjności.
- W umowach zawieranych w ramach programu Innowacyjna Gospodarka (PO IG) znajdują się zapisy dotyczące konieczności ponoszenia wydatków kwalifikujących się do objęcia wsparciem, z zachowaniem zasady uczciwej konkurencji, efektywności, jawności i przejrzystości -wyjaśnia Piotr Popa, rzecznik prasowy Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.
- Umowy te zawierają wymóg unikania konfliktu interesów, jakim jest zakup towarów i usług od podmiotów powiązanych kapitałowo bądź osobowo z beneficjentem. W celu potwierdzenia spełnienia zasady konkurencyjności wymagane jest upublicznienie ogłoszenia na stronie internetowej oraz w siedzibie beneficjenta, a także zebranie co najmniej trzech ofert - dodaje rzecznik.
Problem w tym, że formalności te w praktyce niczemu nie służą. I tak bowiem ostatecznie zlecenie trafia do tych firm, które zostaną zaproszone przez beneficjenta wsparcia do złożenia ofert. Opublikowanych ogłoszeń nikt bowiem nie jest w stanie odnaleźć.
Formalnie wszystko w porządku
Jak to wygląda w praktyce? Prześledziliśmy to na przykładzie projektu polegającego na zapewnieniu dostępności do internetu. Realizuje go prywatna firma. Kluczową część inwestycji stanowi położenie kabli. W związku z tym trzeba zrealizować roboty budowlane, którymi zajmą się zewnętrzni przedsiębiorcy. Beneficjent musi udzielić w sumie trzech odrębnych zamówień. Publikuje więc ogłoszenia o nich na swej stronie internetowej, a także wywiesza na ścianie w swej siedzibie.
- Formalnie wszystko jest w porządku i nikt nie może się do niczego przyczepić. Ogłoszenie zostało opublikowane, a minimalne terminy zachowane - wyjaśnia Artur Wawryło z Centrum Obsługi Zamówień Publicznych.
- W rzeczywistości jednak mamy do czynienia z czystą fikcją. Nikt z zainteresowanych nie ma świadomości, że jakaś firma na jakiejś stronie internetowej właśnie opublikowała ogłoszenie o zamówieniu. I dlatego oferty tak naprawdę mogą złożyć jedynie ci, którzy zostali bezpośrednio zaproszeni. W mojej ocenie trudno tu mówić o przejrzystości i konkurencyjności - dodaje ekspert.
W opisywanym przez nas projekcie nikt nie odpowiedział na ogłoszenie zamieszczone w internecie. Nie dziwi też, że nikt nie znalazł wywieszki w siedzibie beneficjenta - trudno wymagać, by przedsiębiorcy jeździli po różnych firmach, oglądali zamieszczone na ścianach komunikaty i w ten sposób wyszukiwali zlecenia.
Ostatecznie beneficjent wysłał zapytania ofertowe do trzech firm. Każda złożyła trzy oferty - po jednej na każde z zamówień. Wynik - z każdym z zaproszonych wykonawców zawarto po jednym kontrakcie. Formalnie więc wszystkie wymagania zostały spełnione. Tyle że trudno nie dostrzec, że niczemu one tak naprawdę nie służyły. I tak bowiem zlecenia trafiły do tych, których beneficjent unijnego wsparcia osobiście zaprosił do składania ofert.
Centralna baza ogłoszeń
Eksperci wskazują, że rozwiązanie tego problemu jest proste i nie wymaga żadnych, albo co najwyżej niewielkich nakładów.
- Wystarczyłoby zobowiązać beneficjentów do publikowania w jednym miejscu w internecie ogłoszeń o zamówieniach zlecanych w ramach realizacji projektów współfinansowanych ze środków europejskich. Każdy przedsiębiorca wiedziałby, że na określonej stronie internetowej może znaleźć interesujące go zlecenie i złożyć swą ofertę - przekonuje Artur Wawryło.
Jego zdaniem można by do tego celu wykorzystać Biuletyn Zamówień Publicznych, w którym publikowane są ogłoszenia o zamówieniach poniżej progów unijnych.
- Serwis działa i umieszczanie tam dodatkowych ogłoszeń nie wymagałoby żadnych nakładów ze strony państwa - zwraca uwagę ekspert.
Sprawdziliśmy, czy byłoby to możliwe. W obecnym stanie prawnym - nie.
- Przepisy ustawy wskazują, że zamawiający może zamieścić w Biuletynie Zamówień Publicznych ogłoszenie, którego publikacja nie jest obowiązkowa ze względu na wartość zamówienia lub konkursu. Oznacza to, iż publikacja w BZP ogłoszeń przedsiębiorców niebędących zamawiającymi w rozumieniu ustawy nie jest możliwa - tłumaczy Anita Wichniak-Olczak, dyrektor Departamentu Informacji, Edukacji i Analiz Systemowych w Urzędzie Zamówień Publicznych.
- Uprawnienie beneficjentów do zamieszczania ogłoszeń dotyczących zamówień związanych z wydatkowaniem środków europejskich w BZP powinno być poprzedzone stosowną zmianą przepisów prawa oraz zapewnieniem odpowiedniej infrastruktury technicznej, gwarantującej sprawne funkcjonowanie portalu - dodaje.
Wprowadzenie zmian prawnych nie wydaje się zbyt skomplikowanym zabiegiem. Także koszty związane z przystosowaniem portalu UZP nie powinny być zbyt wysokie. Oszczędności związane z realną walką o zamówienia w skali kraju powinny być nieporównywalnie od nich większe.
- Publikacja ogłoszeń w jednym miejscu bez wątpienia wpłynęłaby na wzrost konkurencyjności. Firmy zainteresowane takimi zleceniami zyskałyby realną szansę na przedstawienie swych ofert. To zaś mogłoby wpłynąć na niższe ceny. Ostatecznie przy tej samej puli środków unijnych być może udałoby się sfinansować większą liczbę projektów - przyznaje Piotr Kunicki z kancelarii Wierzbowski Eversheds.
Zdaniem tego eksperta stworzeniem centralnego serwisu z ogłoszeniami o zamówieniach współfinansowanych ze środków unijnych powinno się jednak zająć Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, gdyż to ono koordynuje większość procesów związanych z wydatkowaniem funduszy europejskich.
Jak udało nam się dowiedzieć w MRR, jest szansa, że takie centralne miejsce publikacji ogłoszeń zostanie stworzone.
- W MRR trwają prace mające na celu wypracowanie rozwiązań doprecyzowujących dotychczas obowiązujące zapisy umów. Rozważany jest m.in. wymóg zamieszczania ogłoszeń we wspólnej bazie dla wszystkich beneficjentów realizujących projekty z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka - odpowiedział na nasze pytania Piotr Popa.
Oferty składane w ciemno
Urealnienie dostępu do ogłoszeń na temat zleceń udzielnych przez firmy, które uzyskały dofinansowanie, mogłoby mieć też wymiar bardzo praktyczny. Im mniej bowiem ofert składają przedsiębiorcy, tym mniejsza szansa na to, że zaproponują rzeczywiście korzystne ceny. W opisywanym przez nas projekcie podmioty, z którymi zawarto kontrakty, proponowały ceny prawie dokładnie tej samej wysokości, co kwoty przewidziane na poszczególne zadania. Przy wartości inwestycji rzędu 3 mln zł różnica wynosiła raptem 1 tys. zł.
- Być może to przypadek, ale można też się zastanawiać, czy nie jest to wynik braku prawdziwej konkurencji. Gdyby firmy rzeczywiście rywalizowały o te zlecenia na rynkowych zasadach, to z pewnością bardziej schodziłyby z cen - zastanawia się Artur Wawryło.
Wątpliwości można by mnożyć. Regułą jest np. niezbyt dokładny opis przedmiotu zamówienia. W ogłoszeniach znajdują się jedynie ogólne informacje, które często nie są wystarczające do składania ofert. I dopiero te firmy, które zostaną wybrane przez beneficjenta unijnego dofinansowania, otrzymują kompletną dokumentację, np. szczegółowe mapy geodezyjne. Nierzadko więc oferty są składane niejako w ciemno.
Z drugiej jednak strony niektórzy eksperci ostrzegają przed mnożeniem formalności, a nawet przed... zbytnim zwiększaniem konkurencyjności.
- Gdyby beneficjenci nagle zaczęli otrzymywać po kilkanaście ofert, to potrzebowaliby dużo więcej czasu na wybór najkorzystniejszej. A przy projektach unijnych czas odgrywa istotne znaczenie. Nie bez powodu prywatni przedsiębiorcy są zwolnieni z konieczności przestrzegania ustawy - Prawo zamówień publicznych - zwraca uwagę Piotr Kunicki.
@RY1@i02/2013/170/i02.2013.170.18300040b.803.jpg@RY2@
Wzór umowy o dofinansowanie
Im mniej ofert, tym mniejsza szansa, że firmy zaproponują rzeczywiście korzystne ceny
Sławomir Wikariak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu