Dotacje z UE zmieniają małe ojczyzny
@RY1@i02/2011/250/i02.2011.250.08800020a.802.jpg@RY2@
dr Robert Golba, firma Empirio
Fundusze europejskie zmieniają Polskę, szczególnie tę Polskę nam bliską, czyli gminną i powiatową. Oceniając wykorzystanie funduszy, możemy zauważyć jakby dwa zupełnie odmienne światy. Pierwszy z nich to ten bardzo dobrze radzący sobie z wykorzystaniem funduszy europejskich to gminy. Na tym szczeblu nie za bardzo można sobie pozwolić na niekorzystanie z dotacji unijnych. Wyborcy bardzo szybko rozliczyliby wójta czy burmistrza, który nie umiałby pozyskać dotacji. Tutaj konkurencja do środków jest tak duża, że projekty muszą być dobrze i na czas przygotowane. Wszystkie konkursy, szczególnie te na inwestycje infrastrukturalne, są wykorzystywane w całości i generalnie bez żadnych kłopotów. Gminy nauczyły się już przygotowywać aplikacje - problemem są jedynie ograniczone środki w puli do pozyskania. Drugi świat to świat projektów dedykowanych konkretnym instytucjom. Słyszymy, że nie udało się wykorzystać wszystkich środków na budowę linii kolejowych, nie radzimy sobie z budową autostrad. Dzieje się tak, ponieważ te instytucje mają przyznane dotacje i nie muszą się starać o nie i walczyć. Stąd opóźnienia i niewykorzystane środki.
Patrząc na sprawę globalnie, Polska do UE wpłaca, ale i z niej pozyskuje. Jak zatem wychodzimy na tym dawaniu i otrzymywaniu? Możemy na to patrzeć poprzez liczby i te na pewno są dla nas pozytywne - więcej otrzymujemy, niż wpłacamy do UE. Malkontenci pewnie zaczną liczyć, ile z tego, co pozyskamy, przeznaczamy na tzw. pomoc techniczną, ale nie przesadzajmy. Jesteśmy na pewno na plusie. Nie są to jednak duże zyski, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że pewną część z naszych unijnych inwestycji konsumują firmy nie polskie, a inne europejskie, czyli środki nie zostają w Polsce. Pozytywne aspekty pozyskiwania środków z UE to jednak nie tylko pieniądze. Uważam, że od czasu wstąpienia Polski do UE diametralnie zmieniła się Polska na płaszczyźnie gminnej. Pamiętam zamawiane pierwsze lokalne plany rozwoju. W zasadzie prośba do nas, jako przygotowujących wnioski, brzmiała: "zaplanujcie, co chcecie, byle można było otrzymać jakiekolwiek dotacje". Polska lokalna się zmieniła, obecnie takie plany wykonuje się po wielu konsultacjach, zebraniach wiejskich, ankietach, badaniach opinii społecznych. Wójtowie i burmistrzowie chcą wiedzieć co lud chciałby mieć: wodociąg, kanalizację, nową drogę czy halę sportową?
Zasada partycypacji w kosztach projektu przez samorządy powoduje, że rady gmin zastanawiają się, co jest dla nich priorytetem i na co chciałby przeznaczyć środki. Partycypacja w finansowaniu i odpowiedzialności to właśnie zasługa UE. Takie zasady pobudzają do działania. Właściwie możemy zrealizować wszystko, co tylko chcemy. Finansowanie można uzyskać nie tylko ze środków UE. Przykładem mogą być środki będące w dyspozycji Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej - co roku znajdujemy tam możliwość wsparcia inwestycji proekologicznych.
Co nam dała UE? Dała nam wiarę, że coś wreszcie zależy od nas - obywateli. To my możemy decydować o tym, czy chcemy najpierw wodociąg, czy szkołę. Mamy też dobre narzędzie jako obywatele do oceny naszych władz gminnych, czyli tych najbardziej nam bliskich. Umiejętność pozyskania przez lokalne władze funduszy stała się jednym z podstawowych kryteriów decyzji dla ludzi podczas wyborów. A może miarą skuteczności polityka powinna być umiejętność pozyskiwania środków zewnętrznych na inwestycje gminne? Nie wszyscy bowiem zdają sobie sprawę z tego, że pozyskanie środków na inwestycję to skomplikowana i zespołowa praca.
ŁS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu