Pozorne działania nie przyniosą spodziewanych oszczędności
Samorządy zmuszone są do różnych form, mniej lub bardziej rozpaczliwych, szukania oszczędności. Jest to skutek polityki ratowania budżetu państwa poprzez spychanie kosztów i odpowiedzialności na budżety lokalne. Przyjmowanie budżetu państwa i uchwalanie przepisów prawnych to domena Sejmu. Przeciętny poseł prawdopodobnie nawet nie przyjmuje do wiadomości, że w koszt wykonania podstawowych zadań państwa (ok. 30 proc. kosztów edukacji publicznej, 25 proc. obligatoryjnych form pomocy publicznej, 20 proc. utrzymania dróg krajowych, 20 proc. nadzoru budowlanego itd.) przerzucony został na wspólnoty lokalne.
Nie da się przy tym racjonalnie bronić wszystkich samorządów. Zjawisko nadmiernego rozrostu biurokracji dotykać może bowiem każdej instytucji. Mamy dodatkowo problem wyjątkowo marnotrawnego i kosztowego systemu ustrojowego - melanżu centralizacji z samorządnością. Dublują się kompetencje wojewody i samorządowego zarządu województwa, na siatkę powiatów nakłada się struktura rozmaitych agencji i rządowych służb specjalnych. Wyrywkowa redukcja kosztów w kilku miastach nie zmniejszy kosztowności całego systemu.
Nie jest wiadome, czy rozpaczliwa redukcja kosztów administracyjnych poprawi sytuację wprowadzających ją miast. Dziesięć lat temu powszechne było tworzenie w miastach odrębnych jednostek: zakładów zarządzających drogami. Miało to skutkować lepszym zarządem, a co ważniejsze umożliwiało pozyskiwanie dodatkowych funduszy na utrzymanie dróg (np. opłaty parkingowe). Dziś widzimy eksperyment odwrotny, także wprowadzany w imię ekonomicznej racjonalności. Pięć lat temu, pod presją zewnętrzną, w obawie przed ucieczką pracowników do lepiej płacących firm komercyjnych, w urzędach miast podnoszono płace. Dziś tej presji nie ma, więc próbuje się zmniejszać wysokość płac realnych.
Kryzys jest dla każdego przedsiębiorstwa dobrą motywacją, by zracjonalizować koszty. Ale czyńmy to mądrze! Jest to wielkie wyzwanie dla ministra Boniego, znacznie większe niż cyfryzacja, informatyzacja, wirtualizacja itp. Konieczny jest audyt procedur administracyjnych i na jego bazie próba określenia kosztów. Ile kosztuje wydanie dowodu osobistego, ile zarejestrowanie samochodu, ile wydanie pozwolenia na budowę? To wszystko można i należy wyliczyć. Analizując procedury można zmniejszyć koszty ich realizacji poprzez uproszczenie i redukcję zbędnych obowiązków. Być może dzięki temu ujawni się trochę ustawowych absurdów powodujących np., że koszt administracyjnej obsługi związanej z uzyskaniem dodatku mieszkaniowego (konieczność wystawienia kilku zaświadczeń z kilku instytucji, przeprowadzenie wywiadu itd.) jest wyższy niż sam dodatek.
Jest pewna drobna różnica między państwem tanim a państwem dziadowskim. W pierwszym racjonalizuje się koszty poprzez upraszczanie procedur decyzyjno-zarządczych. W drugim: rozpaczliwie próbuje się łatać dziury budżetowe - oszczędzając na spinaczach, ogrzewaniu biur, benzynie do samochodów służbowych, premiach dla dobrych pracowników. Strona samorządowa poprzez swoje przedstawicielstwa - Związek Miast Polskich czy Związek Powiatów - gotowa jest podzielić się swoim doświadczeniem i gotowymi analizami. Od woli politycznej rządu, a w szczególności od ministra Michała Boniego, zależy, czy ta wiedza zostanie wykorzystana, by budować państwo tańsze, ale nie dziadowskie...
@RY1@i02/2011/236/i02.2011.236.08800020d.802.jpg@RY2@
Jarosław Kapsa Urząd Miejski Częstochowa
ŁS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu