Niż demograficzny to śmierć dla gmin
Samorządy wolą udawać, że problem ubywającej ludności ich nie dotyczy
Prognozami zaskoczeni są nawet samorządowcy, którzy do tej pory problem zmniejszającej się liczby mieszkańców traktowali dosyć pobłażliwie.
- Statystyki są bardzo niepokojące. Oczywiście trzeba będzie to uwzględnić w strategiach, planując np. sieć dróg, szkół czy usług komunalnych - mówi Marek Miros, burmistrz Gołdapi.
Nikt bowiem nie będzie utrzymywał szkoły, do której nie chodzą dzieci. Wyjściem w takich sytuacjach będzie jej likwidacja. Ale problem będzie też z utrzymaniem istniejącej infrastruktury, której zamknąć tak po prostu się nie da. W Łodzi, gdzie w ciągu 20 lat ubędzie 160 tys. osób (22 proc. ludności), na utrzymanie np. sieci wodociągowej łożyć będzie 578 tys. osób zamiast obecnych 737 tys. Niewykluczone więc, że rachunki w wielu miastach wzrosną.
Zdaniem ekspertów samorządy muszą zacząć wprowadzać większą liczbę środków administracyjnych i ekonomicznych, które będą wspomagać rodziny wielodzietne. Ale próby niwelowania skutków nadchodzącego tąpnięcia demograficznego idą samorządom jak po grudzie. - Nie mamy narzędzi prawnych i finansowych, by poważnie podejść do problemu. Bez rozwiązań ogólnopolskich go nie rozwiążemy, tylko że rządzący muszą się unieść ponad wymiary czasowe kadencji, by podjąć jakieś decyzje - mówi Marek Wójcik z ZPP. - Tym bardziej że wkrótce zaczniemy rywalizować o mieszkańców nie tylko między sobą, ale też z zagranicą - dodaje.
Nasz rozmówca podaje przykład szwedzkiej gminy Nordmaling na północy kraju, która zaczęła wyludniać się w błyskawicznym tempie - z 7 tys. mieszkańców co roku ubywało ok. stu. Tamtejsze władze postanowiły rozdać za darmo sto działek budowlanych, pod warunkiem że ktoś się osiedli. Zgłosiło się 2,5 tys. chętnych, w tym kilkaset zgłoszeń pochodziło z Polski.
W naszym kraju też zaczynają pojawiać się podobne inicjatywy. W kwietniu PSL przedstawił założenia programu "Ziemia za złotówkę", który miał zachęcić emigrantów do powrotu. Samorządy są jednak nastawione do pomysłu sceptycznie, twierdząc, że jest niekonstytucyjny.
W trudnej sytuacji wkrótce znajdą się regiony Polski wschodniej. Z woj. lubelskiego do 2035 r. zniknie 17 proc. ludności, a z świętokrzyskiego 15 proc. - To tereny słabo zurbanizowane, wiele osób pracuje za granicą. Wskutek migracji starzenie się społeczeństwa nastąpiło tam szybciej. A częstość zgonów jest funkcją wieku - tłumaczy prof. Jerzy T. Kowaleski z Uniwersytetu Łódzkiego.
Jeżeli rząd we współpracy z lokalnymi władzami nie zacznie umiejętnie prowadzić polityki zwalczającej negatywne skutki niżu demograficznego, zamiast tętniących życiem gmin coraz częściej będziemy oglądali puste skanseny.
Nikt nie będzie utrzymywał szkoły, do której nie ma kto chodzić
@RY1@i02/2012/099/i02.2012.099.00000040e.101.gif@RY2@
Prognoza demograficzna dla polskich miast i województw
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu