Godzina za złotówkę - to nierealne
Nie można zorganizować zajęć dodatkowych, bo zabraknie pieniędzy na prowadzenie przedszkola - mówią samorządowcy
Znowelizowana ustawa z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 z późn. zm.) ma promować dostępność edukacji przedszkolnej. Jednak samorządy twierdzą, że to tylko hasło. Rzeczywistość w miastach i gminach nie wygląda różowo.
Prowadzenie przedszkoli, podobnie jak szkół, należy do zadań gmin. Program "Godzina za złotówkę" polega na tym, że rodzice, których maluchy pozostają w przedszkolu powyżej tzw. minimum programowego (które jest bezpłatne), za każdą godzinę płacą tylko złotówkę. Pieniądze na ten cel gminy otrzymują w formie dotacji a nie subwencji.
Praktyka pokazała, że samorządy mają problem. Rodzice, zwłaszcza w dużych miastach, chcą, by jak dotychczas, można było w trakcie pobytu dziecka w przedszkolu prowadzić lekcje rytmiki, tańca czy języka angielskiego. Dyrektorzy i włodarze gmin rozkładają ręce - takiej płatnej usługi placówka zapewnić nie zdoła. Nie może bowiem pobierać żadnych dodatkowych opłat poza ustawową złotówką. Rodzice radzą sobie różnie, choć dyrektorzy placówek przyznają, że do końca nie wiadomo, czy nie balansują na granicy prawa. Najczęstsza forma to wynajmowanie (odpłatne) przez rady rodziców sal przedszkolnych i zatrudnianie na koszt owej rady, a praktycznie rodziców, nauczycieli różnych specjalności. Ale zazwyczaj jest to możliwe dopiero po 15.00.
W małych miejscowościach pojawia się inny problem.
- W ubiegłym roku pobieraliśmy od rodziców 2 zł za godzinę ponadprogramową - mówi burmistrz miasta Kowal Eugeniusz Gołembiewski. - Dzieki pomocy z funduszy unijnych udało się otworzyć dwa nowe oddziały przedszkolne. Przyjęliśmy wszystkie dzieci, które rodzice zgłosili. Przy obligatoryjnej obniżce dodatkowej opłaty do 1 zł za godzinę nie wiem, czy jednego z oddziałów nie będę musiał zamknąć.
Burmistrz dodaje, że ta złotówka to zagranie propagandowe. I zupełny brak zaufania do samorządów, które znają potrzeby swoich mieszkańców, ale znają też swoje budżety. - Może wydanie po 1 zł za np. dwie godziny pobytu w przedszkolu dziecka w wielkim mieście to nie jest istotna dla metropolii kwota. W małej gminie to może być problem. Po co było takie ogólnopolskie zrównanie - pyta burmistrz. Dodaje, że skoro państwo chce ingerować w zadania samorządu, jak w przypadku przedszkoli, to powinno dać na to środki w postaci subwencji.
"Godzina za złotówkę" budzi jeszcze inne emocje. Miejsc w przedszkolach brakuje. Tanie godziny irytują rodziców, którzy muszą płacić 1000-1500 zł miesięcznie za pobyt dziecka w prywatnej placówce lub za opiekunkę.
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu