Bruksela nie ograniczy dostępu do unijnych środków. Zrobi to nasz rząd
Fundusze UE
Rząd zapowiedział rozluźnienie nowych rygorów zadłużeniowych dla samorządów realizujących inwestycje unijne. - Na rozwiązaniu zyskają największe gminy, zaś małe praktycznie stracą dostęp do funduszy z Brukseli - krytykują samorządowcy i zapowiadają protest.
Pod koniec sierpnia premier Donald Tusk powiedział, że kredyty zaciągnięte przez jednostki terytorialne na realizację projektów unijnych rozpoczętych po 1 stycznia 2013 r. oraz dofinansowanych ze środków unijnych w wysokości powyżej 60 proc. kosztów ogółem (kwalifikowanych i niekwalifikowanych) nie będą wliczały się do wskaźników spłaty zadłużenia.
Wydawało się, że to dobra wiadomość dla samorządów. Od dawna postulowały o złagodzenie rygorów art. 243 ustawy o finansach publicznych, który wprowadza od 2014 r. nowy, indywidualny wskaźnik zadłużenia dla każdej gminy. Zdaniem lokalnych władz znacznie bardziej niż dotychczas ograniczy on zdolności samorządów do zaciągania kolejnych kredytów, potrzebnych przede wszystkim jako wkład własny pod inwestycje unijne.
Rozwiązanie zaproponowane przez rząd krytykuje jednak wielu samorządowców. W obecnej perspektywie finansowej UE średnie dofinansowanie w projektach realizowanych przez jednostki samorządowe wynosi ok. 70 proc. Dlatego zdaniem części z nich określenie minimalnego progu pomocy na poziomie 60 proc. może zniechęcić do podejmowania realizacji unijnych inwestycji z obawy przed rosnącym zadłużeniem.
- To rozwiązanie nie znajduje uzasadnienia merytorycznego. Będziemy postulowali o usunięcie tego progu. W większości regionalnych programów operacyjnych samorządy dostawały dofinansowanie rzędu 50 proc. Najczęściej tylko te największe zyskują wsparcie na poziomie 80 proc. Trudniej jest mniejszym samorządom, realizującym mniejsze inicjatywy - mówi Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich.
Chodzi np. o projekty wodociągowo-kanalizacyjne. Dla przykładu mieszkańcy gminy Pszczółki (woj. pomorskie) doczekają się wreszcie kanalizacji sanitarnej (wybudowane zostaną kanały ściekowe, przyłącza sanitarne czy przepompownie). Projekt wart ponad 6,3 mln zł uzyskał dofinansowanie UE na ponad 3 mln zł, a więc ok. 50 proc. Zgodnie z zapowiedziami rządu kredyt zaciągnięty na wkład własny przy takiej inwestycji byłby w przyszłości wliczany do zadłużenia gminy. Część jednostek w takiej sytuacji na pewno z nich zrezygnuje.
Niektórzy samorządowcy starają się jednak studzić emocje. - Blisko 90 proc. inwestycji, które robię, mają dofinansowanie na poziomie ok. 80 proc. Na projekty z mniejszym poziomem wsparcia po prostu mnie nie stać - twierdzi burmistrz jednego z miast w woj. warmińsko-mazurskim.
Zarzuty samorządowców odpiera wiceminister rozwoju regionalnego Paweł Orłowski. - Dane z monitoringu wskazują, że zaproponowany przez rząd wskaźnik spełnia zdecydowana większość aktualnie prowadzonych przez samorządy inwestycji - twierdzi w rozmowie z DGP. - Nadmierne obniżanie relacji wkładu UE do wydatków ogółem mogłoby doprowadzić do realizacji znacznej liczby projektów z niewielkim udziałem unijnych środków, a tym samym utraty kontroli nad procesem zadłużania się samorządów. Chodzi zaś o to, by europejskie pieniądze przeznaczać na najbardziej prorozwojowe inwestycje - tłumaczy wiceminister Orłowski.
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu