Dziennik Gazeta Prawana logo

Młodzież to bogactwo, ale kosztowne

30 czerwca 2018

Rozmowa z Darią Szczepańską, zastępcą prezydenta miasta Tychy ds. społecznych

Czy gmina musiała zamykać szkoły w ramach oszczędności?

Pytanie chętnie odwrócę. Może nie musiała, ale powinna. W tym roku nie planowaliśmy żadnych likwidacji, ale parę lat temu, gdy taką próbę podjęliśmy, ponieśliśmy porażkę. Opór wielu środowisk okazał się nie do przebrnięcia. Ze względów demograficznych i finansowych powinniśmy niektóre szkoły zamknąć. Nie ma racjonalnej przesłanki, dla której dzieciaki czy młodzież miałyby uczyć się w pustoszejących budynkach i często w kilkunastoosobowych klasach.

Przecież małe klasy to raj dla dzieci...

Niekoniecznie. A już na pewno nie raj finansowy dla gminy. Ministerstwo przekazuje samorządom subwencję na ucznia, a nie na oddział klasowy, zatem pieniędzy na małe placówki jest zdecydowanie za mało. Jednak oddajmy sprawiedliwość. Samorząd nie patrzy tylko na pieniądze, ale też na kontekst społeczny. Mamy w Tychach takie małe podstawówki, np. w Urbanowicach czy Jaroszowicach. Dla rodziców ważny jest aspekt bliskości szkoły, a dla ogółu społeczności lokalnej także kulturotwórcza rola szkoły. Racje trzeba wyważać.

To ekonomia czy socjologia?

Trudno to powiedzieć jednoznacznie. Być może w małych społecznościach - socjologia, a w dużych - ekonomia. Powinniśmy przykładowo połączyć gimnazja, bo mamy ich w centralnej części miasta zbyt dużo. I mamy np. klasy 20-osobowe. Luksus. Odmiennie sytuacja wygląda w wielu małych gminach, gdzie decyzje likwidacyjne muszą zapaść, bo inaczej załamią się finanse tych gmin.

Czy szkoły to obciążenie dla gminy?

Prowadzenie szkół to jedno z najistotniejszych zadań gminy. Ale z pewnością obciążeniem są 30-40 proc. dopłaty z budżetów samorządów do zadań oświatowych. Zdecydowanie przydałoby się zatem bardziej racjonalne gospodarowanie zasobem oświatowym. Choćby Karta nauczyciela to bardzo kosztowny archaizm. Czy to jest logiczne, by pensum nauczyciela wynosiło 18 godzin? By polski nauczyciel pracował przy tablicy nieco ponad 3,5 godz. lekcyjne dziennie? Czeski ma średnio blisko 6 godzin, hiszpański prawie 7, a średnia dla krajów Unii to 5,5.

Ale to godziny przy tablicy. A do lekcji trzeba sie przygotować, prace posprawdzać. To, jak twierdzą nauczyciele, pensum porównywalne z ośmiogodzinnym dniem pracy.

Ależ to są absurdy. Karta nauczyciela naprawdę nie przystaje do rzeczywistości. Z danych OECD wynika, że statystycznie nauczyciel spędza w polskiej szkole 489 godz. przy tablicy i dodatkowo 50 godz. jest do dyspozycji uczniów i dyrektora szkoły. Kto jeszcze tak w naszym kraju pracuje? Statystyczny Polak pracuje blisko 2 tys. godz. Ale samorządy chcą to zmienić. To nie będzie rewolucja, ale ewolucja - proponujemy zacząć od 20-godzinnego pensum. Teraz do szkół, łącznie z inwestycjami oświatowymi, tyski samorząd dopłaca 30 proc., a są gminy, w których ta dopłata sięga już 50 proc.

Ale pracownicy szkół to nie tylko nauczyciele. Są pedagodzy, psycholodzy, logopedzi. Podobno są zakusy, by im też pensum godzin podwyższyć.

I bardzo dobrze, to jest podobna sprawa jak z całą Kartą nauczyciela. Może lepiej, by ci specjaliści zatrudniani byli na pełniejszych etatach w poradniach, a nie w każdej szkole oddzielnie. Tu nie chodzi tylko o pieniądze, chociaż w samorządzie musimy ich skrzętnie szukać. Chodzi o racjonalizację zatrudnienia i ostatecznie o skuteczniejszą pracę z uczniami. Warto jednak przypomnieć, że to samorządy mają duży wpływ na ustalenie pensum pedagogów czy psychologów - mogą je np. zwiększyć do 25 godzin, tak jak zrobiliśmy to w Tychach. Mogą także zorganizować pracę nauczycielom poza ich godzinami przy tablicy.

Oddzielny problem dla samorządów, o którym mówi się niewiele, to urlopy zdrowotne dla nauczycieli.

Tak, moim zdaniem są przez nich nadużywane, a przez lekarzy udzielane lekką ręką. Warto wspomnieć o finansowym wymiarze tego przywileju. A swoją drogą samorządowcy od lat uznają, iż koszty te powinny obciążać ZUS. Podam trochę statystyki. W ciągu ostatnich 5 lat (2008-2012) w Tychach na urlopach zdrowotnych przebywało łącznie 290 nauczycieli, a kosztowało to gminę 14 mln zł. W 2011 roku, dodajmy rekordowym, był to koszt 3,8 mln zł. To o cały milion więcej niż wyniosły roczne koszty funkcjonowania najlepszego tyskiego liceum, w którym naukę pobierało blisko 500 uczniów. Sądzę, ze ten przykład daje wyobrażenie o skali środków, które z tego tylko tytułu w wymiarze kraju obciążają budżety samorządów.

A co z doradcami metodycznymi?

W naszych szkołach ich nie ma z tzw. klucza. Jeśli dyrektor ma taką potrzebę, może o takiego doradcę wystąpić i ma na to środki zarezerwowane w budżecie szkoły.

Ale może przydaliby się np. tacy, którzy poradzą nauczycielom nie tylko jak poprowadzić lekcje, lecz także jak pokierować młodym człowiekiem, by wybrał odpowiednią szkołę po podstawówce. Gminy płaczą, że młodzież wybiera licea ogólnokształcące, które produkują bezrobotnych.

To prawda, trudno przekonać dzieciaki, ale trudno też rodziców, by posłali młodego człowieka do zawodówki, nawet technikum. Trudno też znaleźć firmy, które nawiązałby ścisły kontakt z taką szkolą, ufundowały nowoczesne pracownie, zapewniły praktyki i zatrudnienie. Mieliśmy u siebie szkołę górniczą, samochodową, ale to historia.

Troszkę pesymistyczny ten obraz oświaty w oczach samorządowców. Czy ostatnie spotkanie Śląsko-Sudeckiego Konwentu Samorządowego wypracowało jakiś nowy pomysł dotyczący oświaty? Może ogłosiliście wspólne stanowisko?

Stanowiska nie było. Przedstawiciele gmin dzielili się przede wszystkim problemami ze swoich terenów. Wniosek nasunął się jeden. Im mniejsza gmina, tym więcej do szkół musi dopłacać. Czasem trudno wybrać, czy zainwestować w szkołę, czy w drogę. Choć podobno każda złotówka zainwestowana w dziecko zwraca się kilkadziesiąt razy.

Jak samorządowcy uczestniczący w konwencie przyjęli decyzję o tym, że nie będzie 320 mln zł, które miały być przeznaczone na przedszkola, a właściwie na dodatkowe godziny poza 5-godzinną bezpłatną opieką?

To był oczywiście gorący temat spotkania. I konkluzja jedna. Gminy muszą znowu szykować pieniądze. Opłatą za dodatkowe godziny będą obciążeni rodzice, zgodnie z przyjętymi już wcześnie uchwałami w tej sprawie - godzina kosztuje przeciętnie 2-3,5 zł od malca. Ale wszystkich kosztów te opłaty nie pokryją. W Tychach już teraz wydajemy na przedszkola 27 mln zł rocznie. Ale to jest zadanie własne gminy, subwencji nie dostajemy, więc i dodatkowe środki będziemy musieli znaleźć.

A co z nauczycielami? Młodzi szukają pracy w szkole?

W tej sprawie była smutna konkluzja na koniec spotkania. Bo może młodzi ludzie z otwartymi głowami pełnymi pomysłów przyszliby do szkoły. I na pewno byłoby to z korzyścią dla dzieci i młodzieży. Ale dyrektorom, a co za tym idzie samorządom, nie opłaca się zatrudniać na etatach nowych pracowników. Taniej jest tym już zatrudnionym zapłacić za nadgodziny. To wcale nie jest korzystne z punktu widzenia kształcenia i wychowania. Ale takie są dylematy samorządów. Chciałoby się przychylić nieba każdemu. Tylko pieniędzy ciągle brak.

W roku 2011 urlopy zdrowotne nauczycieli kosztowały gminę 3,8 mln zł. To o milion więcej, niż wyniosły koszty funkcjonowania najlepszego tyskiego liceum, w którym naukę pobierało blisko 500 uczniów

@RY1@i02/2013/075/i02.2013.075.08800020a.802.jpg@RY2@

Fot. Michał Giel/materiały prasowe

Daria Szczepańska zastępca prezydenta miasta Tychy ds. społecznych

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.