Nowy wskaźnik zadłużenia pokaże, kto przeszarżował z inwestycjami
Szalone tempo inwestycyji w samorządach w przyszłym roku może ostro wyhamować. W życie wejdzie indywidualny wskaźnik zadłużenia, który ostudzi najbardziej zadłużone gminy. Albo je sparaliżuje
W ciągu ostatniej dekady dług w samorządach wzrósł z ok. 10 mld zł (2001 r.) do ponad 64 mld zł (2011 r.). Tłumaczenie włodarzy jest takie samo - to one są największym inwestorem w kraju, szczególnie jeśli chodzi o wydatki majątkowe. Do realizacji każdego projektu unijnego potrzebny jest wkład własny, a do tego zazwyczaj konieczne jest zaciągnięcie kredytu czy pożyczki. Zadaniem samorządów było pilnowanie, by nie przekroczyć dwóch wskaźników stanowiących, że długi nie mogą przekroczyć 60 proc. dochodów bieżących gminy, a na ich spłatę nie można przeznaczać więcej niż 15 proc. tych dochodów.
Rząd najczęściej wskazuje, że rosnący dług jednostek samorządu terytorialnego (j.s.t.) jest konsekwencją deficytu w ich budżetach. - Nowe kredyty, pożyczki czy emisje obligacji muszą pokryć niedobór środków finansowych, który nie może być sfinansowany w inny sposób, tj. środkami pochodzącymi z prywatyzacji majątku, nadwyżkami z lat ubiegłych oraz wolnymi środkami - czytamy w najnowszym opracowaniu "Ocena sytuacji samorządów lokalnych" sporządzonym przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.
Większość samorządów uważa, że na swoich barkach mają coraz więcej zadań zleconych przez rząd, za którymi nie idą pieniądze z budżetu centralnego. Przykładem może być nowy system zagospodarowania odpadów komunalnych. Ma on się utrzymać z opłat pobieranych od mieszkańców. To na gminie będzie musiała skutecznie egzekwować te opłaty. Jeśli tego nie zrobi, będzie najprawdopodobniej dopłacała z własnej kieszeni.
Do tego dochodzi dotkliwy spadek dochodów z podatku PIT. Samorządowcy twierdzą, że w latach 2005 - 2007 rząd wprowadził liczne zmiany ustawowe - nową dwustopniową skalę podatkową czy ulgi prorodzinne, które pozbawiły samorządy wpływów, nie pozostawiając im ekwiwalentu. - Skutek tych zmian wyceniamy na co najmniej 8 mld zł rocznie - mówi Marek Miros ze Związku Miast Polskich.
Największym obciążeniem dla j.s.t. jest oświata. Związek Powiatów Polskich wyliczył, że w 2011 r. do ich realizacji dopłaciły ze źródeł innych niż subwencja oświatowa lub dotacje rządowe aż 10,6 mld zł. Środki z państwowych dotacji uznało za wystarczające jedynie 119 gmin (4,9 proc.), 93 powiaty (29,6 proc.) oraz jedno miasto na prawach powiatu (Krosno) i jedno województwo (małopolskie).
Obecnie sen z powiek urzędnikom spędza indywidualny wskaźnik zadłużenia, który formalnie zacznie obowiązywać od przyszłego roku. W praktyce już działa, bo przy wyliczaniu potencjału zadłużeniowego gminy brane będą pod uwagę wyniki finansowe za trzy poprzedzające lata - a więc 2011, 2012 i 2013 r. Do wyliczeń stosowany będzie specjalny wzór. Założenie jest proste i bezlitosne - gmina nie będzie mogła uchwalić niezbilansowanego budżetu, w którym wydatki bieżące przeważają nad dochodami bieżącymi.
Z dochowaniem nowych limitów zadłużenia wiele jednostek może mieć kłopot. - W 2011 r. były 32 jednostki, które przekroczyły limit 60 proc. zadłużenia, oraz 55 jednostek, które nie zachowały reguły wynikającej z art. 242 ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz.U. z 2009 r. nr 157, poz. 1240 z późn. zm.). Teraz mamy 48 jednostek, które potencjalnie przekroczyłyby nowe dopuszczalne wskaźniki wynikające z art. 243 ustawy - mówi nam Magdalena Młochowska, wiceminister administracji i cyfryzacji. Jej zdaniem samorządów znajdujących się w podbramkowej sytuacji finansowej będzie systematycznie ubywać. Możliwe nawet, że w przyszłym roku tylko z kilkoma samorządami będzie problem.
Trzeba jednak odróżnić te jednostki, które mogą nie być w stanie uchwalić swoich rocznych budżetów (co oznacza ich paraliż), od tych, które nie będę mogły zaciągać nowych zobowiązań (co oznacza zastój inwestycyjny). Jak wynika z naszych obliczeń na podstawie danych regionalnych izb obrachunkowych, problemy z zaciąganiem nowych długów od przyszłego roku może mieć nawet ponad 300 samorządów.
Zdaniem Łukasza Spławskiego, dyrektora ds. finansowania j.s.t. w Grupie Magellan, nowy wskaźnik nie musi oznaczać paraliżu gminy. - Gmina w dalszym ciągu będzie spełniać wszystkie swoje podstawowe funkcje, jednakże ryzykiem objęte są potencjalne przyszłe inwestycje. Wskaźnik zarazem obliguje samorząd do prowadzenia bardzo rozsądnej polityki finansowej jak również skłania do poszukiwania nowych sposobów finansowania - tłumaczy ekspert.
Na horyzoncie pojawiła się nowa szansa na poprawę wyników finansowych gmin, szczególnie tych najmniejszych. Rząd zamierza zwiększyć zachęty finansowe dla łączenia się j.s.t. (wpływy z PIT wyższe o 5 proc. w ciągu 5 kolejnych lat od połączenia). Te samorządy, które osiągają niższe niż średnia udziały z PIT, będą mogły liczyć na dorównanie do średniej. Pierwsze nowo powstałe jednostki mogłyby się pojawić już na początku 2015 roku.
Tomasz Żółciak
@RY1@i02/2013/070/i02.2013.070.08800100b.802.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu