Walka o fundusz sołecki może trwać latami
SZYMON OSOWSKI Budżety obywatelskie w miastach stanowią często karykaturę tej idei. Nie oddaje się mieszkańcom wiążącego głosu
Do końca września mieszkańcy wsi mają czas na wskazanie, jakie przedsięwzięcia będą realizować w ramach funduszu sołeckiego. Obecnie wyodrębnia go co druga gmina. Co daje mieszkańcom korzystanie z tych funduszy?
Przede wszystkim podmiotowość. Zazwyczaj projekt budżetu gminy szykowany jest poprzez standardowe (często obowiązkowe) jej zadania. Moim zdaniem podczas corocznego planowania decydentom uciekają te potrzeby (często małe), które są konieczne dla lokalnych społeczności. Dzięki środkom z funduszu sołeckiego to mieszkańcy decydują - i to wiążąco - o tym, co będzie dla nich zrealizowane z budżetu, i nikt w zasadzie nie może tego zmienić.
Jednak zanim mieszkańcy będą decydować o przedsięwzięciach, najpierw gmina musi podjąć uchwałę o wyodrębnieniu funduszu sołeckiego. Jak zmusić ją do tego, aby chciała przekazać część środków w ręce mieszkańców?
O to mieszkańcy muszą sami zabiegać. Składać pisma do radnych z prośbą o wyodrębnienie funduszu. Rozmawiać z decydentami, przychodzić na sesje, zabierać głos i pokazywać, co w innych gminach się zmieniło - bo w wielu tak się dzieje. W niektórych samorządach taka walka trwa nawet dwa, trzy lata.
Gdy już gmina przeznaczy część swoich funduszy
do dyspozycji mieszkańców, co obywatel powinien zrobić, aby zadecydować o jakimś przedsięwzięciu?
Musi stawić się na zebraniu wiejskim i zgłosić swoje pomysły oraz namówić innych do poparcia swojego pomysłu. Zebranie powinno się odbyć do 30 września każdego roku. Mogą w nim brać udział wszyscy mieszkańcy. Nie ma jednego schematu tych zebrań i co wieś, to inaczej one przebiegają. Warto obejrzeć te spotkania, które często zaczynają się od kłótni, a kończą podziałem pieniędzy. Pomysły przyjmowane są w głosowaniu, a w większości przypadków się okazuje, że mieszkańcy się dogadują. Po zebraniu sołtys musi przekazać do gminy wniosek zawierający wybrane przedsięwzięcia, uchwałę, listę obecności i protokół. Mieszkańcy w zasadzie muszą zgłaszać pomysły i głosować.
Jakie błędy popełniają mieszkańcy?
Najczęstszym problemem jest to, że ludzie nie mają dostatecznego dostępu do obiektywnej wiedzy i władza to wykorzystuje. Mieszkańcy często pytają, na co rzeczywiście można wydać pieniądze z funduszu sołeckiego, i wtedy się okazuje, że władze wprowadzają ich w błąd, wskazując, czego podobno nie można sfinansować. Wynika to z braku współpracy i zaufania, że obywatele wiedzą, co jest ważne.
Z funduszy sołeckich mogą korzystać mieszkańcy wsi. Czy uważa pan, że potrzebna jest też ustawa regulująca zasady korzystania z funduszy partycypacyjnych przez zamieszkujących miasta?
Oczywiście, ponieważ budżety obywatelskie w miastach stanowią często karykaturę tej idei. Nie oddaje się wiążącego głosu mieszkańcom, określa im się rodzaje pomysłów, które mogą realizować, tworzy się jakieś ciała, które mają oceniać sensowność propozycji itd. Nic bardziej szkodliwego niż fasadowe oddawanie głosu mieszkańcom, ponieważ oni nie wrócą do budżetu obywatelskiego, jeśli okazuje się on fikcją. A warto zauważyć, że idea budżetu obywatelskiego cieszy się ogromną popularnością. To pokazuje, że jest zapotrzebowanie na prawdziwe uczestnictwo, współdecydowanie i mieszkańcy czują się współodpowiedzialni.
Czy pana zdaniem nowa ustawa o funduszu sołeckim, która obowiązuje od tego roku, zwiększy zainteresowanie gmin ich wyodrębnianiem?
Trudno prorokować. Zwiększenie kwoty zwrotu z budżetu państwa środków wydanych w ramach funduszu sołeckiego (o 10 pkt proc., z maksymalnie 30 proc. do 40 proc. - red.) zdecydowanie zachęca. Jednak np. możliwość zmiany przedsięwzięć, mimo iż uelastycznia realizację pomysłów, może stać się dużą barierą dla rozwoju funduszu. Nieograniczona liczba zmian, w zasadzie przez dowolną liczbę osób, bez podawania przyczyny może spowodować chaos. Już docierają do nas głosy, że to jest problem. Jednak widząc, jak fundusze sołeckie się rozwijają i budzą ciekawość mieszkańców gmin, wierzymy, że ich liczba będzie się zwiększać. Dobre przykłady to najlepsza zachęta.
@RY1@i02/2014/165/i02.2014.165.18300070a.802.jpg@RY2@
FOT. DANIEL ADAMSKI_AGENCJA GAZETA
Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej - Watchdog Polska
Rozmawiała Urszula Mirowska-Łoskot
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu