Dziennik Gazeta Prawana logo

Miasta powinny uzyskać wsparcie

1 lipca 2018

@RY1@i02/2016/205/i02.2016.205.18300280f.801.jpg@RY2@

dr hab. Zbigniew Karaczun profesor SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej

W Krajowych Ramach bardzo dużo się mówi o kluczowej roli samorządów. Miałyby one być flagowym przykładem, że elektromobilność popłaca. Tylko czy ich budżety są w stanie udźwignąć wydatki na nowe inwestycje?

Rzeczywiście, pod względem finansowym program nie jest do końca opracowany. Nie poznaliśmy jeszcze strategii, jak on będzie realizowany. Niewątpliwie przenoszenie nowych obowiązków na samorządy bez udzielenia im jakiegokolwiek wsparcia będzie dla nich bardzo trudne. To ważny problem, bo w chwili obecnej nie mają one pieniędzy na budowę i utrzymanie całej infrastruktury, a także wdrożenie systemu, który wspierałby transport elektryczny.

Problem w tym, że samorządy są obecnie obciążane coraz to nowymi wydatkami i obowiązkami, a rzadko kiedy idzie za tym pomoc państwa. W latach 1998-2003 pracowałem jako doradca w sprawie integracji europejskiej w ministerstwie Środowiska, gdzie uczestniczyłem w przygotowaniu stanowiska negocjacyjnego Polski w kwestiach środowiskowych. Uderzyło mnie dość swobodne podejście do kosztów. Jedyną kwestią, która zdawała się wtedy interesować rząd, było to, jak dane inwestycje wpłyną na budżet centralny. Mam wrażenie, że to myślenie się do tej pory nie zmieniło. Przy ocenie skutków regulacji rządzący rzadko kiedy zwracają uwagę, jak ich decyzje wpłyną na przedsiębiorstwa i samorządy.

Z drugiej strony obserwuję zmianę nastawienia wśród przedstawicieli administracji samorządowej do kwestii niskiej emisji. Jej ograniczenie stało się ważnym priorytetem dla wielu miast. Włodarze zdają sobie sprawę z tego, że poprawa jakości powietrza będzie możliwa tylko wówczas, gdy zostanie ograniczony wpływ motoryzacji na środowisko. Problem w tym, że samorządy często nie mają narzędzi, które pozwoliłyby im to skutecznie wdrażać.

Ministerstwo planuje te narzędzia przekazać w ich ręce. Czy będą wiedzieć, jak ich skutecznie użyć?

Nie widzę, aby ich rząd, poza rozwojem elektromobilności, planował wprowadzenie jakiś dodatkowych narzędzi, których zastosowanie pozwoli na zmniejszenie negatywnego wpływu motoryzacji na środowisko.

Do tej pory nie ma przepisów, które umożliwiłyby władzom lokalnym chociażby samodzielnie ustalić wysokość stawek opłat za parkowanie. To zaś pozwoliłoby im regulować ruch w newralgicznych miejscach. Samorządowcy nie mogą też tworzyć stref z ograniczonym wjazdem ani wprowadzać opłat za wjazd do centrum, dzięki czemu mogliby przekierować ruch tranzytowy na obrzeża miasta. Przełożyłoby się to również na ich budżety, bo kierowcy spoza miasta musieliby wykupić prawo do poruszania się po konkretnych strefach lub przesiąść do komunikacji miejskiej i zapłacić za bilet.

Oczywiście nie można też przegiąć w drugą stronę i wprowadzić regulacji tak restrykcyjnych, by wszyscy mieszkańcy musieli nagle sprzedać swoje samochody, bo poruszanie się nimi będzie w ogóle nieopłacalne. To jest też kwestia edukacji.

Wśród pomysłów ministerstwa jest również wprowadzenie opłaty rejestracyjnej dla pojazdów, która byłaby uzależniona od ich emisyjności, wieku i stanu. Rekompensowałoby to wyższe koszty zakupu auta elektrycznego. Po kieszeni najdotkliwiej dostaliby jednak ci, których na taki pojazd nie stać.

Złości mnie słuchanie usprawiedliwień bezczynności polityków, że Polska jest biednym krajem i na wiele rzeczy nas nie stać. Mówi się, że nie można ścigać ludzi, którzy palą w piecach śmieciami, bo nie stać ich na lepszy piec i opał. Idąc tym tropem rozumowania, tak naprawdę już od samego początku zgadzamy się na łamanie prawa, bo spalanie odpadów jest nielegalne. Pamiętajmy też, że na drugiej szali leży nasze zdrowie i zdrowie naszych bliskich. Zanieczyszczenie powietrza zabija w Polsce przedwcześnie ponad 45 tysięcy ludzi rocznie. To nie tylko ludzkie, indywidualne tragedie, ale także istotna strata dla budżetu państwa. Warto o tym pamiętać, gdy zezwalamy na to, aby po polskich drogach jeździły wraki niespełniające żadnych norm emisyjnych. Czy naprawdę musimy być złomowiskiem dla pojazdów wycofywanych z eksploatacji w Niemczech czy Holandii ?

Trzeba też pamiętać, że gdy popyt na pojazdy elektryczne wzrośnie, to stopniowo spadać będą też ich ceny. Przykładem są samochody o napędzie hybrydowym, które jeszcze przed kilkoma laty były dużo droższe, ponieważ nie produkowano ich wtedy masowo. W stosunku do pojazdów spalinowych nie są teraz o wiele bardziej kosztowne niż diesle. W pewnym momencie tak się upowszechniły, że koszty konstrukcyjne można było rozłożyć.

Można sobie jednak wyobrazić sytuację, w której pomimo zachęt ze strony rządu popyt na samochody elektryczne nie będzie rósł w takim tempie, jak chciałoby tego ministerstwo. Efekt może być więc taki, że z ulg skorzystają nieliczni. Natomiast przez te kilka lat przejściowych, zanim rozwinie się rynek, zdecydowana większość będzie płacić dużo więcej niż do tej pory.

To jest trudne pytanie, które sprowadza się do tego, co powinno być pierwsze. Czy należałoby najpierw kupić tyle samochodów, by opłacało się rozwijać infrastrukturę, czy też odwrotnie, bo jak będzie ona działać, to ludzie chętniej zaczną kupować. Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, choć wydaje się, że niemożliwe jest stworzenie nowego rynku od zera bez wsparcia państwa.

Osobiście wierzę w demonstracyjną rolę administracji publicznej, która rzeczywiście mogłaby dawać obywatelom przykład pewnych wyborów. Warto byłoby zacząć od tego, żeby przed każdym budynkiem urzędu dostępne było choć jedno miejsce parkingowe i stacja ładowania, żeby móc naładować samochód. Być może zobowiązanie administracji do wymiany choć części floty pojazdów na niskoemisyjne pozwoliłoby też stworzyć pewien popyt i rozruszać rynek.

Niektórzy uważają jednak, że część obowiązków państwa powinny przejąć też np. firmy samochodowe czy operatorzy energii, którzy na rozwoju elektromobilności skorzystają, bo wzrośnie popyt na ich towary i usługi.

Jak już powiedziałem, moim zdaniem na początku nieuniknione jest to, że pewne koszty będziemy musieli pokryć ze środków publicznych. Państwo nie może jednak brać na barki wszystkich kosztów. Większość z nich będą musiały pokryć firmy prywatne. Zadaniem państwa powinno być przede wszystkim stworzenie przyjaznego otoczenia prawnego i warunków do rozwoju niskoemisyjnego transportu. Ostatecznie to jest biznes. Firmy zajmujące się produkcją samochodów elektrycznych to widzą i już teraz oferują klientom stację ładowania do zamontowania w domu, która wliczona jest w cenę pojazdu. Dobrze by było, gdyby to one inwestowały w budowę infrastruktury do ładowania, bo ostatecznie to one będą na tym najwięcej zarabiać.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.