Urzędnik gminny nie skontroluje stropu, bo się na tym nie zna
Samorządy uważają, że rozbudowa Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB) może się okazać fikcją, jeśli rząd nie zapewni finansowania nowych zadań. Wątpliwości budzi też dobrowolność inwentaryzacji, mimo takich zapewnień rządu
W CEEB już dziś znajdują się dane dotyczące źródeł ciepła i spalania, a deklaracje w tym zakresie właściciele nieruchomości mieli obowiązek wprowadzić do końca czerwca ub.r. Ministerstwo Rozwoju i Technologii chce jednak znacznie rozszerzyć informacje gromadzone w systemie o te dotyczące m.in. grubości ocieplenia dachu czy stanu stolarki okiennej (patrz: infografika), a część z nich mieliby do systemu wprowadzać gminni urzędnicy po przeprowadzonej inwentaryzacji. Idea jest taka, aby właściciel nieruchomości na podstawie wszystkich zgromadzonych w CEEB danych mógł sprawdzić efektywność energetyczną budynku i dowiedzieć się, co należy zmienić, żeby ją podnieść oraz z jakich programów termomodernizacyjnych może skorzystać.
– Pojawia się pytanie, po co rządowi jest potrzebna autoryzacja tych danych przez gminy. Pracownik urzędu i tak będzie musiał je uzyskać od właściciela nieruchomości. Do systemu mogliby je wprowadzać sami mieszkańcy, podobnie jak w przypadku źródeł ciepła. Innych efektów takiego uproszczonego audytu, niż pozyskanie danych statystycznych, i tak nie będzie – komentuje Tomasz Misztal z wydziału środowiska Urzędu Miejskiego w Gliwicach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.