Co jest nie tak z kasą w terenie?
Ile razy to już słyszeliśmy: od samorządów się wymaga, ale nie daje im środków do działania. Czy problem z lokalnymi finansami może się wreszcie okazać przejściowy?
Problem jest nie tylko teoretyczny, bo przecież zdarzają się w Polsce gminy, które mają kilkanaście milionów złotych budżetu, a znakomitą jego większość pochłania realizacja jednego czy dwóch zadań, tj. edukacja. W związku z tym pytanie o samorządowe finanse jest tak naprawdę inną formą pytania o rolę i zakres odpowiedzialności, jaki powinien spocząć na tym szczeblu administracji.
Od lat samorządowcy skarżą się na to samo: że centrala deleguje im coraz więcej zadań, nie zapewniając w zamian środków do ich obsługi.
- Samorządom dokłada się bardzo wiele obowiązków. Najczęściej przewijającym się tematem są zadania zlecone, które od lat finansowane są w niedostatecznym stopniu, co skutkuje koniecznością dokładania z dochodów własnych, a to powoduje, że na inne zadania brakuje pieniędzy. Do tego dochodzą zadania własne, które w ogóle nie są wyposażone w instrument dotacyjny, a zatem muszą być realizowane z subwencji - mówiła wiceprezydent Gdyni ds. gospodarczych Katarzyna Gruszecka-Spychała.
Do tego dochodzi jeszcze kwestia swobody w wydawaniu tych pieniędzy, którymi samorządowcy dysponują już teraz. Ta bowiem w wielu przypadkach jest niewielka.
- Czy nie potrafilibyśmy lepiej i efektywniej wydawać pieniędzy, gdyby nie narzucano nam formy tych wydatków. Czy bezrobotnym, przy tak minimalnym bezrobociu, musimy pomagać tylko za pomocą urzędów pracy? Czy pomoc społeczną możemy świadczyć tylko przez MOPS? - pytała pani wiceprezydent. - To są otwarte pytania, nie na każde można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale pokazują obraz tego, że pieniędzy jest za mało, a te, które są, dość trudno wydawać.
Jak przypomniał Aleksander Nelicki, ekspert finansów samorządowych, debata na temat finansowania samorządów musi być skomplikowana, bo nie da się jej zamknąć w prostej formule "przekażemy samorządom całe wpływy z podatków dochodowych od osób fizycznych i prawnych". - To nie jest takie proste, bo diabeł tkwi w szczegółach, a więc w zasadach konstrukcji reguł wyrównywania - tłumaczył ekspert.
Generalnie Nelicki jest zdania, że w Polsce nie jesteśmy gotowi na żadną reformę finansowania samorządów, bo nie sprowadza się ona wyłącznie do tego, jaki odsetek podatku dochodowego zostanie skierowany bezpośrednio do lokalnych kas, ale do tego, w jaki sposób gromadzi i analizuje się nad Wisłą dane finansowe. - Dopiero na tym można zbudować rzetelny i sprawiedliwy system finansowania władz terenowych. Przecież dzisiaj liczymy dochody na mieszkańca, posługując się danymi ludnościowymi Głównego Urzędu Statystycznego, według definicji którego faktyczna liczba mieszkańców to zameldowani na stałe plus zameldowani tymczasowo i minus wymeldowani tymczasowo. A przecież te liczby to fikcja i nijak się często mają do rzeczywistości - mówi Nelicki.
Jeszcze inny problem z finansami samorządów widzi poseł Andrzej Maciejewski, przewodniczący Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Jego zdaniem w terenie marnują się pieniądze, ponieważ centrala nie jest w stanie zdeklarować się, jaką ma długofalową politykę w zakresie edukacji, służby zdrowia czy chociażby drogownictwa. W efekcie z Warszawy płyną do regionów pieniądze na implementację kolejnych reform, które mogłyby być przeznaczone na inne cele w tej samej dziedzinie.
- W przypadku obecnej władzy problem polega na tym, że nie ma kogoś takiego jak rzecznik samorządu w Prawie i Sprawiedliwości. W efekcie zdarzają się sytuacje, w których na spotkania komisji przychodzi wiceminister optujący za jednym rozwiązaniem, po czym posłowie PiS gaszą go i głosują zupełnie inaczej, bo "tak ustalono na klubie" - mówił Maciejewski.
Nie sposób omawiać finansów samorządowych, pomijając sposoby, w jakie władze lokalne się zadłużają. Jak wskazał Jacek Fotek, wiceprezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych, samorządowcy mało aktywnie podchodzą do poszukiwań kapitału na rynku finansowym, o czym świadczą chociażby liczby: na 160 mld zł nieskarbowego długu tylko 20 mld to są obligacje jednostek samorządu terytorialnego, z czego większość stanowią quasi-kredyty.
- Giełda stara się animować sektor instrumentów dłużnych dla samorządowców, bo mają one wiele zalet, stawiających je ponad tradycyjnymi kredytami bankowymi, nie aż tak atrakcyjnymi - mówił Fotek. Wymierną korzyścią notowania obligacji na giełdowym rynku Catalyst jest, oprócz efektu marketingowego, efekt tańszego finansowania. Jeśli obligacje samorządu są notowane na rynku regulowanym to mogą być wpisane na listę papierów wartościowych tzw. repowalnych (lista dłużnych papierów wartościowych dopuszczonych przez NBP jako zabezpieczenia kredytu lombardowego, technicznego i operacji repo). Tym samym bank, który organizuje emisje, może zaoferować takiej jednostce samorządowej tańsze finansowane.
Jak wskazał Waldemar Zbytek, wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości, problem z finansami samorządowymi nie ogranicza się tylko do wysokości wpływów i sposobu, w jaki administracja centralna dzieli się dochodami z terenem, ale też do odpowiedniego planowania. I nie chodzi o to, żeby z wieloletnim wyprzedzeniem planować inwestycje - to samorządowcy mają przecież ograne - lecz o to, jak prognozować kształtowanie się dochodów w jakimś horyzoncie czasowym z uwzględnieniem wpływu szeroko rozumianego otoczenia gospodarczego.
- Całkiem niedawno zaproponowaliśmy samorządowcom ćwiczenie pod hasłem, jak zmienią się ich dochody w perspektywie 10-20 lat, i to biorąc pod uwagę tylko jeden czynnik, czyli demografię. Prognozy w tym zakresie są dostępne, wystarczy sięgnąć do danych Głównego Urzędu Statystycznego. Efekt był taki, że niektórzy byli mocno zdziwieni tym, jak skurczą się im wpływy - mówił Zbytek.
JK
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu