Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Lasom prywatnym brak gospodarza. Czy rozwiązaniem są izby leśne?

18 maja 2018
Ten tekst przeczytasz w 22 minuty

Coraz bardziej palącą kwestią staje się znalezienie gospodarza dla mocno rozdrobnionych lasów prywatnych. Ostatnio pojawiła się inicjatywa, aby powołać - na wzór izb rolniczych - izby leśne. Resort środowiska nie mówi nie

Zza gnijącego drewna świta nadzieja

Jedna czwarta wszystkich lasów w Polsce to lasy prywatne. Biorąc pod uwagę, że całość liczy ok. 9,5 mln ha, to olbrzymi areał. Jednak właściciele nie czerpią niemal żadnych korzyści ze swojego majątku...

Problem w tym, że właśnie prywatne lasy są bardzo zaniedbane. Rosną sobie, jak chcą, w większości nikt ich nie pielęgnuje, nie prowadzi na nich gospodarki leśnej. Nie dba o to, aby były zdrowe, silne, różnorodne biologicznie. Nie ma więc z nich za wielkiego pożytku - no, chyba że dla złodziei, którzy pustoszą te prywatne rewiry, wycinając nielegalnie drzewa - bo też zazwyczaj nikt tych obszarów nie pilnuje.

Wiele maleńkich działek

Dzieje się tak głównie z tego powodu, że ten wielki obszar porośnięty przez drzewa jest podzielony na maleńkie spłachetki. Na jednego właściciela przypada pół, góra półtora hektara. Inna sprawa, że tych właścicieli nikt dobrze nie policzył - może być ich od 900 tys. do 2 (albo jeszcze więcej) mln. Znaczna część z nich to osoby w podeszłym wieku, niebędące w stanie zadbać o swoją własność. Wiele jest też takich osób, które wyjechały do miast, mają własne sprawy, nie interesują się spuścizną odziedziczoną po przodkach.

OPINIA EKSPERTA

Pomysł wart rozważenia

@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300110a.801.jpg@RY2@

Grzegorz P. Kubalski Związek Powiatów Polskich

Idea powołania izb leśnych jest godna rozważenia. Państwo - ze względu zarówno na treść konstytucji, jak i zasady funkcjonowania społeczeństwa - powinno być oparte na zasadzie subsydiarności. Władza publiczna powinna interweniować dopiero w sytuacji, gdy z określonymi zadaniami nie są w stanie sobie poradzić, czy to sami zainteresowani, czy to grupy społeczne, których są członkami. Określone zadania związane z gospodarką leśną są wykonywane przez starostów właśnie z tej przyczyny, że przekraczały one możliwości poszczególnych właścicieli lasów - zwłaszcza w warunkach bardzo dużego rozdrobnienia własności - a jednocześnie nie istniały organizacje, które zadania te mogłyby wykonywać. Gdyby izby leśne były w stanie to czynić, to nie byłoby przeszkód do przekazania im do realizacji określonych zadań. Zauważyć przy tym należy, że nie mogłoby to dotyczyć zadań związanych z nadzorem nad gospodarką leśną. Nadzór taki powinien jednak pozostać w gestii administracji publicznej.

Przekazanie określonej części środków Funduszu Leśnego - proporcjonalnej do przekazanych im zadań - nie budziłoby większych zastrzeżeń. Znacznie bardziej kontrowersyjna jest propozycja przekazywania do ich dyspozycji 10 proc. podatku leśnego. Przypomnieć należy, że podatek leśny jest podatkiem majątkowym związanym z własnością gruntów leśnych. Trudno znaleźć racjonalne aksjologiczne uzasadnienie do wprowadzenia w praktyce częściowego zwolnienia podatkowego - bo przeznaczenie tych środków na usługi świadczone przez izby leśne na rzecz właścicieli lasów w praktyce miałoby taki charakter.

Ze statystyk wynika, że gospodarstwo leśne będące własnością prywatnych osób ma średnio 1-1,3 ha. Większe działki są rzadkością, natomiast zdarzają się i takie, które trudno nazwać działkami. W nadleśnictwie Sarnaki leżącym na terenie zarządzanym przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Lublinie jest np. sporo takich, które mają po 25 cm szerokości, za to ok. 2 km długości. - Czy na takim zagonku można uprawiać coś innego poza marchewką albo ziemniakami? - pyta retorycznie jeden z leśników, który woli zachować anonimowość. Bo trudno uprawiać tam drzewa, biorąc pod uwagę choćby to, że pień 80- czy 100-letniego okazu (a takie dopiero osiągają wiek rębności) ma dużo większą średnicę.

Dlatego, choć tyle lasów jest prywatnych, nie przynoszą one właścicielom korzyści, jedynie generują koszty, np. podatek leśny. Obowiązki w tym zakresie określa rozporządzenie ministra finansów z 30 grudnia 1999 r. w sprawie trybu składania zgłoszeń identyfikacyjnych oraz aktualizacyjnych przez podatników podatku rolnego, leśnego i od nieruchomości (Dz.U. nr 111, poz. 1291).

Prywatne lasy są też źródłem łatwego zarobku dla specjalizujących się w kradzieży drewna złodziei, którzy dysponują specjalistycznym sprzętem (w przeciwieństwie do prawowitych właścicieli). Wycinają oni drzewa i wprowadzają pozyskany nielegalnie produkt do szarej strefy. A na drewno jest na rynku spore zapotrzebowanie.

Szukanie rozwiązania

Od kilku lat środowisko właścicieli lasów prywatnych zaczęło się aktywizować i konsolidować. Powstało kilkanaście stowarzyszeń, które ich skupiają, część z nich weszła do szerszej organizacji, jaką jest Polski Związek Zrzeszeń Leśnych. Zaczęły się też pojawiać inicjatywy, które mają pomóc prywatnym właścicielom w gospodarowaniu w ich lasach i zarządzaniu nimi. Ostatnio Stowarzyszenie Leśników i Właścicieli Lasów Prywatnych zaproponowało, aby utworzyć - na wzór izb rolniczych - izby leśne.

- Jeśli ludzie mający lasy mogliby się grupować w izbach leśnych, jak rolnicy w izbach rolniczych, byłoby to przedsięwzięcie na dużo większą skalę niż dotychczasowe inicjatywy i dające dużo większe możliwości - mówi Stefan Traczyk, prezes Stowarzyszenia Leśników i Właścicieli Lasów. Jak dodaje, rozwiązanie w postaci izb leśnych daje także większe pole manewru z powodu rozwiązań prawnych, w tym choćby zwiększa możliwości znalezienia finansowania (patrz rozmowa).

Sprawa zaczęła się rozkręcać. W Sejmie w najbliższym czasie ma się odbyć konferencja naukowa na ten temat.

Lasy akceptują, resort milczy

Pomysł spotkał się ze wstępną aprobatą Lasów Państwowych. Jak powiedziała w rozmowie z DGP rzeczniczka LP Anna Malinowska, po spotkaniach z przedstawicielami samorządu prywatnych właścicieli leśnych ustalono, że prace nad pomysłem będą procedowane. W ciągu najbliższego roku należy wykonać badania w środowisku, aby zorientować się, ile osób byłoby zainteresowanych przystąpieniem do izb leśnych. Kolejne zadanie to analiza ustaw regulujących kwestie leśne w Polsce, a potem zaproponowanie stosownych poprawek. Sporo wysiłku będzie trzeba włożyć w akcję edukacyjną i informacyjną.

Ministerstwo Środowiska, któremu podlegają wszystkie lasy, na razie zachowuje pozycję dystansu i wyczekiwania. W odpowiedzi na nasze pytania stwierdziło, że jak zostaną mu przedłożone konkretne propozycje, to się do nich odniesie. Z nieoficjalnych rozmów z osobami zbliżonymi do MŚ wynika jednak, że resort jest przychylny nowej idei. Natomiast nie będzie zajmował stanowiska przed wyborami samorządowymi.

WAŻNE

Pomysł powołania izb leśnych spotkał się ze wstępną aprobatą Lasów Państwowych. Po spotkaniach z przedstawicielami samorządu prywatnych właścicieli leśnych ustalono, że prace nad pomysłem będą procedowane.

Wszystko rozbija się o pieniądze

Powołanie izb leśnych pozwoliłoby rozwiązać wiele problemów, jakie mają dziś prywatni właściciele gruntów. Ale izby potrzebowałyby środków na funkcjonowanie. I tutaj pojawia się problem: stracić mogą powiaty

W Polsce właściciele lasów prywatnych czują się osamotnieni, nikt się nimi nie interesuje, dotarcie do subsydiów unijnych przekracza możliwości pojedynczych osób. Stowarzyszenia czy zrzeszenia nie zyskują zewnętrznego wsparcia. Dlatego prywatni właściciele dziś z zazdrością patrzą na te państwa, które wspierają prywatnych właścicieli lasów albo ich samorządy (patrz s. C15).

Dotacje z UE niewystarczające

Oczywiście ktoś może rzec, że także u nas właściciele lasów mogą liczyć na pieniądze z UE. Jednak w bardzo ograniczonym zakresie. Wprawdzie rolnictwo (a pod nie podpada także uprawa drzew) jest bardzo wspierane przez Unię, na Wspólną Politykę Rolną przeznaczane jest 40 proc. całego budżetu, ale w Polsce prywatni "drzewiarze" nie mają powodów do zadowolenia. Każde państwo musi mieć swój Program Rozwoju Obszarów Wiejskich, który opiera się na dwóch filarach: JPO (Jednolite Płatności Obszarowe, czyli dopłaty bezpośrednie) oraz PROW, czyli Program Rozwoju Obszarów Wiejskich. W krajach UE w ramach PROW dla właścicieli lasów rekomendowano pięć działań. To zalesianie, programy leśno-środowiskowe, działania skierowane na podniesienie odporności ekosystemów, programy wspierające politykę klimatyczną oraz te, które podnoszą innowacyjność. Nasz Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 przewiduje w zasadzie tylko jedno działanie istotne dla prywatnych właścicieli - zalesianie.

Jak mówi prezes Polskiego Związku Zrzeszeń Leśnych Władysław Pędziwiatr, samorządowcom leśnym udało się uzyskać w resorcie rolnictwa tyle, że od przyszłego roku wspierane będą u nas także działania podnoszące odporność ekosystemów. Chodzi o to, aby tworzyć ostoje dla zwierzyny, wzbogacać lasy o nowe gatunki roślin, wprowadzać w nich drugie piętro (aby rosły na jednym obszarze drzewa w różnym wieku, bo kiedy wytnie się te dorosłe, nie będzie całkowitego zrębu, tylko młody las). Niewiele, ale i to cieszy, gdyż zabiegi pielęgnacyjne są kosztowne. Las trzeba nie tylko zasadzić, ale potem przerywać (aby najlepsze drzewa mogły się rozwijać), czyścić, wywozić powalone pnie etc. Teraz właściciele lasów zabiegają, aby do nowego PROW wprowadzić jeszcze działania związane z polityką klimatyczną.

Problem rozdrobnienia - trochę historii

Dawno, dawno temu lasy należały do władcy (czyli państwa) i były traktowane nie tylko jako miejsce polowań, lecz także jako forma zapłaty za wyjątkowe zasługi określonych osób na rzecz państwa (tzw. donacje). Tak powstały m.in. wspólnoty leśne. Niektóre przetrwały do dziś - jednym z przykładów jest wspólnota siewierska. Jednak z upływem czasu, jak pisze w swojej analizie "Szanse i ograniczenia rozwoju zrzeszeń właścicieli lasów" prezes Polskiego Związku Zrzeszeń Leśnych Władysław Pędziwiatr, struktura własnościowa lasów ulegała zmianie, również w drodze uwłaszczenia chłopów i znoszenia serwitutów w wiekach XIX i XX. Coraz większe powierzchnie lasów zaczęły przechodzić w prywatne posiadanie.

Różnie ten proces kształtował się w różnych regionach dzisiejszej Polski. W zaborze pruskim zauważalna była np. tendencja wzrostu udziału lasów państwowych w stosunku do prywatnych, co było spowodowane represjami zaborcy wobec osób zaangażowanych w zrywy wolnościowe. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. powierzchnia lasów w kraju wynosiła 8 981 361 ha, z czego lasy państwowe stanowiły 31,5 proc., a lasy pozostałych własności 68,5 proc. Dla porównania, w europejskiej części Rosji, w analogicznym okresie, lasy państwowe stanowiły 80 proc., na terenie Niemiec 33 proc., Finlandii 80 proc., Francji 36 proc., a Szwecji 33 proc.

Przyjmuje się, że tuż przed wojną ok. 60 proc. lasów było w prywatnych rękach - głównie ziemiaństwa. Niektórzy, jak Zamojscy czy Radziwiłłowie, posiadali przeszło 100 tys. ha. Na tych terenach organizowali prywatne nadleśnictwa i mieli wpływ na kształtowanie polityki leśnej. Dzisiaj 77 proc. terenów leśnych jest w zarządzie Lasów Państwowych. Stało się tak za przyczyną dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej (Dz.U. nr 4 poz. 17). Nowa władza zabrała posiadaczom majątki stanowiące własność lub współwłasność osób fizycznych lub prawnych, jeżeli ich rozmiar łączny przekraczał bądź 100 ha powierzchni ogólnej, bądź 50 ha użytków rolnych. Na terenie województw poznańskiego, pomorskiego, śląskiego, jeśli ich rozmiar łączny przekraczał 100 ha powierzchni ogólnej, niezależnie od wielkości użytków rolnych tej powierzchni. Na mocy tego komunistycznego dekretu w latach 1944-1948 na cele reformy rolnej przejęto 9707 majątków ziemskich (ok. 3,49 mln ha). Z tego 1,2 mln ha rozparcelowano pomiędzy 387 000 rodzin chłopskich - ideą było zwiększenie gospodarstw mało- i średniorolnych chłopów do 5 ha, co zresztą różnie wyglądało. Całości dopełnił dekret o lasach z 12 grudnia 1944 r. (Dz.U. nr 15 poz. 82), w efekcie którego państwo przejęło dodatkowo nieruchomości leśne przekraczające 25 ha.

Ziemie nierozparcelowane włączono do Państwowych Nieruchomości Ziemskich lub Lasów Państwowych. Tereny zalesione, które nie podpadły pod dekret PKWN, były własnością chłopów - mieli po parę hektarów, nadanych zwykle przez pana za jakieś zasługi. Pozostałe we władaniu rolników niewielkie powierzchnie leśne nie były przedmiotem zainteresowania państwa, a dla ich właścicieli stanowiły źródło materiału budowlanego oraz opałowego. Jednak dla komunistycznej władzy leśnictwo prywatne obok rolnictwa indywidualnego było złem, którego nie należało wspierać.

Sytuacja niezwykłego rozdrobnienia prywatnych terenów leśnych, z którą dziś mamy do czynienia, to kwestia kolejnych dziesięcioleci. Z lasem jest podobnie jak z polem: pierwotny właściciel umiera, a jego majątek jest dzielony pomiędzy spadkobierców. I tak dalej. Od roku 1944 dzielą nas już trzy pokolenia.

Skąd finansowanie

W przypadku właścicieli lasów prywatnych większość problemów bierze się z braku pieniędzy. Jeśli w ramach PROW przeznaczy się dla nich większe środki, to trzeba je będzie odebrać rolnikom, którzy sieją zboże. A ich jest więcej, stanowią więc silniejszą grupę nacisku.

Jeśli powstałyby izby leśne, trzeba by skądś wziąć na nie pieniądze. Jest propozycja, aby pochodziły one z Funduszu Leśnego, gdyż to prywatni właściciele łożą w większości pieniądze na jego subkonto (Fundusz Leśny ma konto główne, gdzie idą pieniądze od Lasów Państwowych ze sprzedaży drzewa, oraz subkonto, na które wpływają opłaty za odlesianie terenów w znacznej części prywatnych). Byłoby sprawiedliwie, gdyby teraz prywaciarze skorzystali ze swoich pieniędzy.

Problem w tym, że ten pomysł może się nie podobać samorządom powiatowym, które po nowelizacji ustawy o lasach z 2015 r. uzyskały dostęp do środków z Funduszu Leśnego na sporządzanie uproszczonych planów urządzenia lasu, zwykle 10-letnich. - Przed wyborami samorządowymi może być problem z przekonaniem resortu środowiska do tego pomysłu - mówi anonimowo jeden z leśników.

Inne źródła

Stefan Traczyk, prezes Stowarzyszenia Leśników i Właścicieli Lasów, uważa, że rozwiązanie w postaci izb leśnych daje także inne możliwości znalezienia finansowania. - Na utrzymanie i funkcjonowanie izb rolniczych idzie dwa procent podatku rolnego. Tak samo można by było przeznaczyć część podatku leśnego na izby leśne - zauważa. I dodaje, że można się zastanowić, czy nie dałoby się czegoś uszczknąć z innych źródeł, np. z opłaty za wyłączenie gruntów z produkcji leśnej. Poza tym, gdyby izby leśne wprowadzić do porządku prawnego, mogłyby one liczyć na dotacje, choćby z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej czy z UE.

Trudne scalanie

Rozdrobnienie i dziwne kształty działek leśnych także są związane z pieniędzmi, a raczej ich brakiem. Gdyż lasy, podobnie jak pola, można scalać. Celem scalania gruntów według art. 1 ustawy z 26 marca 1982 r. o scalaniu i wymianie gruntów (t.j. Dz.U. z 2003 r. nr 178, poz. 1749) jest tworzenie korzystniejszych warunków gospodarowania w rolnictwie i leśnictwie poprzez poprawę struktury obszarowej gospodarstw rolnych, lasów i gruntów leśnych, racjonalne ukształtowanie rozłogów gruntów, dostosowanie granic nieruchomości do systemu urządzeń melioracji wodnych, dróg oraz rzeźby terenu). Procedury są jednak trudne i drogie. Po pierwsze potrzebna jest zgoda właścicieli - a o to niełatwo. Często trzeba przeprowadzić sprawy spadkowe, bo są działki, na których figuruje po kilkunastu właścicieli sprzed kilkudziesięciu lat. Postępowanie scaleniowe wiąże się też np. z koniecznością zapewnienia wszystkim działkom dostępu do drogi, którą nierzadko trzeba wybudować. Należy także zatrudnić rzeczoznawcę, aby oszacował wartość drzew. Potem się okazuje, że scalenie jednego hektara to koszt kilku tysięcy złotych, dlatego się takich projektów niemal nie podejmuje.

Na terenie województwa mazowieckiego działania takie realizowano w ramach PROW, a więc za unijne pieniądze - przeprowadzało je Mazowieckie Biuro Geodezji i Urządzeń Rolnych w Ostrołęce. Jak informuje Teresa Pojawa z działu realizacji robót geodezyjnych, odpowiedzialna za projekty scaleniowe, na Mazowszu można dostać dofinansowanie ze środków UE w wysokości 650 euro za hektar, w województwach południowych kwota ta wynosi 800 euro. W przypadku małych obszarów taki proces scaleniowy trwa minimum dwa lata. - Ale właściciele małych działek, które są nie do wykorzystania gospodarczo, bardzo chętnie z nami współpracują - mówi Pojawa.

Prace scaleniowo-wymienne koordynuje i wykonuje samorząd województwa przy pomocy jednostek organizacyjnych. W finansowanie tych prac oraz zagospodarowania poscaleniowego mogą być włączone publiczne środki wspólnotowe w rozumieniu ustawy z 20 kwietnia 2004 r. o Narodowym Planie Rozwoju (Dz.U. nr 116, poz. 1206 ze zm.) oraz inne środki publiczne na zasadach określonych w ustawie z 6 grudnia 2006 r. o zasadach prowadzenia polityki rozwoju (Dz.U. nr 227, poz. 1658) i w ustawie z 7 marca 2007 r. o wspieraniu rozwoju obszarów wiejskich z udziałem środków Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich (Dz.U. nr 64, poz. 427). Wielkość środków przyznawanych w ramach funduszy strukturalnych, finansowanych ze środków UE, stanowi 80 proc. wartości prac urządzeniowo-rolnych. Zasadą jest, że przy jednym projekcie nie miesza się pieniędzy z funduszy unijnych i krajowych.

@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300110a.802.jpg@RY2@

Niezagospodarowane dobro

W ostatnich miesiącach wiele mówiło się na temat tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej, której projekt przewiduje - w zamian za wygaszenie roszczeń reprywatyzacyjnych - wypłatę rekompensat w wysokości 20-25 proc. wartości nieruchomości. Obejmowałaby ona także lasy, tym razem większe tereny, znacjonalizowane po wojnie. Jednak te regulacje wciąż tkwią w szufladach sejmowych zamrażarek, więc spadkobiercy dawnych ziemian pewnie będą musieli jeszcze poczekać. Do tej pory większość ich roszczeń była traktowana odmownie. Sądy, w tym Sąd Najwyższy, interpretując art. 9 ust. 3 i 4 (a po zmianie numeracji art. 16 ust. 3 i 4) ustawy z 12 marca 1958 r. o sprzedaży państwowych nieruchomości rolnych oraz o uporządkowaniu niektórych spraw związanych z przeprowadzeniem reformy rolnej i osadnictwa rolnego (Dz.U. nr 17, poz. 71 ze zm.), orzekały, że doszło do zasiedzenia terenów leśnych przez instytucje państwowe.

Bez pomocy państwa będzie trudno

W naszej rzeczywistości prawnej nie ma przeszkód, aby właściciele lasów prywatnych organizowali się, np. w stowarzyszenia. I od niedawna to robią. Jednak, jak zauważa prof. Tomasz Borecki z SGGW, lokalne stowarzyszenia są zbyt słabe, aby stanowić realną siłę nacisku. To także kwestia finansów. Jednak, co istotne, zmienia się powoli struktura właścicieli. Starsze, niewykształcone osoby są zastępowane przez młode, przedsiębiorcze, dobrze wykształcone. Świadome swoich potrzeb i praw. Prezes Pędziwiatr dodaje, że przybyło nowych właścicieli całkiem nowych lasów - sadzonych za środki z UE. Ustawa z 28 września 1991 r. o lasach (Dz.U. nr 101, poz. 444) zwana jest przez właścicieli lasów prywatnych ustawą o lasach państwowych. Bo na ich temat nie ma nawet jednego podrozdziału, a jeśli się pojawiają, to tylko w ramach obowiązków, jakie muszą spełniać, bez żadnych praw.

- Każde drzewo, które chcę legalnie wyciąć z mojego lasu, to przynajmniej jeden dzień spędzony w urzędach - zauważa Stanisław Legierski, właściciel kilku małych działek w Beskidzie Śląskim. Trzeba złożyć stosowny wniosek, dogadać się z leśniczym, który pojedzie na wycinkę i przystawi stempel poświadczający jej legalność. W przypadku obszaru pana Stanisława i tak to sprawnie działa, bo zarząd nad prywatnymi lasami od starostwa powiatowego przejęło nadleśnictwo. Ale na terenach, gdzie trzeba sprawy załatwiać w starostwie, czeka się czasem po kilka miesięcy. - W praktyce często wygląda to tak, że delegowany do spraw leśnych jest jeden urzędnik, który sobie z tematem nie radzi. Ani się na nim nie zna. Jeśli wniosków jest więcej, czeka się po kilkanaście tygodni, zanim urzędnik znajdzie czas, aby pojechać z właścicielem do lasu - opowiada jeden z leśników.

Siewierska wspólnota przez wieki do współczesności

Jedną z form własności nieruchomości, w tym m.in. lasów, jest wspólnota gruntowa. Jej zasady określa ustawa z 29 czerwca 1963 r. o zagospodarowaniu wspólnot gruntowych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 703 ze zm.). To w obecnym polskim prawie cywilnym nieruchomość stanowiąca przedmiot współwłasności o szczególnych cechach. Jej istotą jest uprawnienie do korzystania ze wspólnego gruntu przez uprawnione osoby.

Jedną z najstarszych i najlepiej zorganizowanych w Polsce takich organizacji jest Wspólnota Leśno-Gruntowa w Siewierzu, której udokumentowane początki sięgają 1523 r. Akty nadania gruntów uzyskane przez mieszczan siewierskich od biskupów krakowskich jako książąt siewierskich nie utraciły swej mocy prawnej w toku dalszych dziejów w okresie zaborów i w odrodzonej w 1918 r. Rzeczypospolitej Polskiej. W II RP została uchwalona ustawa z 4 maja 1938 r. o uporządkowaniu wspólnot gruntowych (Dz.U. z 1933 r. nr 33, poz. 290), która sankcjonowała wcześniejsze nadania. W ustawie z 29 czerwca 1963 r., podobnie jak w ustawie z 1938 r., utrzymane zostały w mocy uprawnienia cywilne do gruntów wspólnych, z tym, że w ustanowiony został obowiązek tworzenia spółek, które mają gospodarować takimi gruntami.

Współcześnie wspólnota siewierska ma 170 członków i zarządza 1120 ha ziemi, z czego na lasy przypada 900 ha. Zarabia głównie - jak mówi przewodniczący zarządu Spółki dla Zagospodarowania Wspólnoty Leśno-Gruntowej w Siewierzu Janusz Nawro - na dzierżawie terenów nie mających charakteru leśnego.

Bez pomocy państwa nie da się opanować tego wielkiego problemu, jakim są lasy prywatne. Profesor Borecki apeluje, że czas najwyższy, aby się tym zająć. Wartość materialna lasu to według Szwajcarskiego Towarzystwa Leśnego zaledwie 8-10 proc. tego, co sobą przedstawia. Ważny jest także jego wpływ na klimat i środowisko. Na jakość życia ludzi. Na bioróżnorodność oraz jakość gleby. Na faunę. Lasy zarówno publiczne, jak i prywatne przynoszą wszystkim te same korzyści. Dlatego trzeba je wspierać. - Unia Europejska to rozumie, dba o prywatnych właścicieli, przyznaje im dotacje. My w Polsce z tego nie korzystamy, bo jesteśmy za słabo zorganizowani. Stworzenie izb leśnych wyszłoby na korzyść wszystkim - mówi prof. Borecki.

Mira Suchodolska

mira.suchodolska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.