Lepszy wróbel w garści?
Dochody gmin z podatków dochodowych rosną, ale powoli. Po drugiej stronie są podatki lokalne, na które samorządy mają wpływ. Niewiele z nich decyduje się na ich obniżanie, bo, jak mówią, to opłaca się tylko najbogatszym
Czy podatki lokalne mogą być narzędziem przyciągania nowych mieszkańców? Zwłaszcza tych bardziej przedsiębiorczych? Zapewne tak – przecież wysokość lokalnych obciążeń, które w pewnych granicach mogą regulować samorządy, jest kartą przetargową m.in. w negocjacjach z potencjalnymi inwestorami, wśród których są nie tylko międzynarodowe koncerny, lecz także polscy mali i średni przedsiębiorcy. Teoretycznie nic nie stoi także na przeszkodzie, by np., obniżając stawkę podatku od nieruchomości, przekonywać potencjalnych mieszkańców do osiedlenia się, pracy czy prowadzenia działalności gospodarczej na terenie tej a nie innej gminy. I wzmacniać rynek pracy, co powinno się przekładać także na dochody gmin. Problem w tym, że wpływy z PIT nie zależą od samorządu – można tylko szacować, ile powinno z ich tytułu wpłynąć do gminnej kasy. Podatki lokalne można zaś dokładnie wyliczyć. A wielu gmin nie stać na luksus przyszłych zysków, gdy bieżące potrzeby trzeba spełniać już dziś.
Ile wpływa do gmin
Według danych regionalnych izb obrachunkowych dochody własne samorządów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców (co jest najważniejszym wskaźnikiem obrazującym finansową siłę gminy) wzrosły o 6,2 proc. i w 2017 r. (ostanie dostępne dane) wyniosły 2947 zł. W 2016 r. było 2776 zł. W dochodach z tytułu podatków i opłat lokalnych JST odnotowały wzrost o 4,5 proc. (do kwoty 1029 zł). Udziały w podatku dochodowym przyniosły kwotę 1386 zł – o 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej.
Według GUS (który podaje cały dochód gminy, a więc także dotacje celowe, a nie tylko dochody własne), najwyższe dochody na jednego mieszkańca – 47 tys. zł – osiągnęła gmina wiejska Kleszczów z województwa łódzkiego. Choć medialne tytuły krzyczały o „gminie bogatszej niż Warszawa”, tak naprawdę nie było niespodzianki. Kleszczów przewodzi w tej konkurencji, od kiedy GUS publikuje takie dane (od roku 2002), a to dzięki wpływom z podatku od nieruchomości i opłaty eksploatacyjnej wnoszonych corocznie przez Kopalnię Węgla Brunatnego Bełchatów i Elektrownię Bełchatów. Nic dziwnego, że niewielką gminę stać np. na dwa kluby i kompleks sportowy, który regularnie gości reprezentacje w różnych dyscyplinach, a do momentu wprowadzenia regulacji cen wody przez Wody Polskie to w Kleszczowie była ona najtańsza. Oczywiście zazdrość wobec gminy byłaby nie na miejscu – dotyczą jej przecież nie tylko dochody, lecz także szkody, które powoduje choćby odkrywkowa kopalnia na jej terenie.
Na podium w zestawieniu GUS znalazły się gminy: zachodniopomorski Rewal z 27,2 tys. zł i pomorska Krynica Morska z 14,1 tys. całkowitego dochodu na jednego mieszkańca.
PIT-em nie wyrównasz
Ministerstwo Finansów poinformowało, że udział gmin we wpływach z podatku dochodowego od osób fizycznych, ustalony zgodnie z zasadami określonymi w art. 9 ust.1 w związku z art. 89 ustawy z dnia 13 listopada 2003 r. o dochodach jednostek samorządu terytorialnego (Dz.U. z 2017 r. poz. 1453, ze zm.), w 2019 r. wyniesie 38,08 proc. Oznacza to wzrost o 0,1 pkt proc. w stosunku do roku 2018. Łącznie z tytułu udziału w podatku od osób fizycznych gminne dochody mają wynieść 36 466 mln zł. Rok wcześniej wzrost wynosił o 0,09 pkt proc. Jak widać, wpływy z PIT rosną, ale wolno. Warszawa ma dostać z podatku dochodowego swoich mieszańców 5,408 mld zł. Wśród największych beneficjentów są też samorządy Krakowa (1,518 mld zł), Wrocławia (1,246 mld zł), Poznania (1,50 mld zł) i Łodzi (1,30 mld zł). Gdańsk może liczyć na 821 mln zł, Szczecin na 554 mln zł, Katowice na 526 mln zł). W grupie gmin, które z PIT dostaną wielomilionowe wpływy, są także Lublin (463 mln zł zł), Bydgoszcz (457 mln zł zł) i Gdynia (432 mln zł). Dla 77 gmin wiejskich resort finansów wyliczył mniejszy niż milionowy dochód z PIT. Trzy z nich o najniższym prognozowanym wpływie z tego tytułu to Przytuły w woj. podlaskim (419 tys. zł), Podedwórze w woj. lubelskim (469 tys.) i Krempna w woj. podkarpackim (499 tys. zł). Podatki dochodowe pozostają całkowicie poza kontrolą samorządów, jednak są ważnym źródłem ich dochodów.
Sposób na mieszkańca
A jak jest w przypadku podatków lokalnych? Zgodnie z art. 20 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych górne granice stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych indeksuje się o wskaźnik cen podawany w komunikacie prezesa Głównego Urzędu Statystycznego ogłoszonego w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” w terminie 20 dni po upływie pierwszego półrocza. W tym roku wyniósł on 101,6. Stawki maksymalne podatków i opłat lokalnych wzrosły więc o ok. 1,6 proc. Rzeczywistą wysokość stawek podatków i opłat lokalnych ustala rada gminy w drodze uchwały (nie mogą być wyższe od ustalonych przez ministra finansów na podstawie indeksacji). Jeśli zaś rada nie podejmie uchwały w sprawie nowych stawek podatków i opłat lokalnych, wówczas mają zastosowanie stawki obowiązujące w roku poprzedzającym rok podatkowy. Gmina ma więc realny wpływ na to, jakie podatki zapłacą jej mieszkańcy i osoby prowadzące biznes na jej terenie.
– Podatki i opłaty lokalne są jednym z najważniejszych źródeł dochodów własnych samorządu terytorialnego. Z nich lokalna administracja może realizować inwestycje pożytku publicznego, do których należą m.in. drogi, szkoły i pięknie utrzymane tereny zielone. Sposobem na przełamanie niepożądanych trendów, przede wszystkim depopulacji, ma być m.in. wprowadzanie atrakcyjnych stawek podatków lokalnych. Gminy, które zdecydowały się w ostatnich latach na obniżki danin, zdają się wykorzystywać teoretyczne dociekania amerykańskiego ekonomisty Arthura Laffera, który opisał zależności między wzrostem stopy opodatkowania a poziomem wpływów budżetowych. Model oraz liczne przykłady empiryczne pokazują, że w określonych przypadkach, zmniejszenie stawek podatkowych prowadzi do uzyskania zwiększonych dochodów budżetu zasianego daninami publicznymi. Dokładnie taki efekt zamierzają uzyskać samorządy decydujące się na obniżenie stawek podatkowych, w szczególności od nieruchomości, środków transportowych lub opłat uzdrowiskowych. Założenie jest tu bardzo proste: ludzie chętniej zdecydują się na osiedlenie w gminie nakładającej na swoich mieszkańców mniejsze zobowiązania w zakresie danin lokalnych – tłumaczy Mateusz Trawiński, wiceprezes Centrum Innowacji Społeczno-Samorządowych CentroPolis.
Pozyskanie nowych mieszkańców lub zatrzymanie ich odpływu nie musi być jedynym celem tworzenia atrakcyjnych stawek podatków lokalnych. Może być nim jedynie chęć zwiększenia bazy podatkowej.
– Tą drogą poszedł najsłynniejszy polski raj podatkowy – gmina Biały Bór, znajdująca się w woj. zachodniopomorskim. Firmy rejestrujące tu samochody ciężarowe i autobusy płacą jedynie ok. 10 proc. maksymalnych stawek podatkowych od środków transportu. Gmina osiąga z tego tytułu realne korzyści bez konieczności ponoszenia dodatkowych inwestycji na świadczenie usług publicznych dla nowych mieszkańców. Taka strategia pozyskiwania wpływów budżetowych jest jednak możliwa do utrzymania tylko w sytuacji, w której inne samorządy nie decydują się na powszechne wdrażanie podobnych rozwiązań. W końcu, gdyby wszędzie na świecie podatki były niskie, raje podatkowe straciłyby uzasadnienie dla swojego własnego istnienia – mówi Mateusz Trawiński.
Polityka podatkowa powinna być tylko częścią ogólnej postawy wobec przedsiębiorców. Tak jest np. w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie od 21 grudnia 2016 r. przedsiębiorcy, którzy rozpoczną nową inwestycję i zrealizują inwestycję w ciągu 36 miesięcy, nabywają prawo do zwolnienia z podatku od nieruchomości przez okres 6,5 roku. W roku 2018 z tego zwolnienia skorzystało 13 przedsiębiorców. Na tym współpraca się jednak nie kończy. Istnieje spółka Ostrowski Park Przemysłowy, która oferuje przedsiębiorcom – zarówno tym już działającym, jak i nowym – m.in. usługi finansowe, księgowe, środowiskowe, szkoleniowe, proinnowacyjne, informacyjne, wirtualne biuro, wynajem powierzchni. Spółka realizowała dwa programy dotacyjne dla nowych firm, dzięki czemu powstało niemal 70 nowych podmiotów gospodarczych. Dla mieszkańców, którzy chcą po raz pierwszy założyć własną działalność gospodarczą lub już ją prowadzą od najwyżej 12 miesięcy, przeznaczony jest program Miejskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej „Dla przedsiębiorczych”. Oferta obejmuje wynajem lokali użytkowych o powierzchni do 40 mkw. z zasobów MZGM po preferencyjnych cenach.
– Uczestnicy programu zawierają umowę najmu z MZGM. W ramach programu płacą oni za lokal 6 zł netto/mkw. oraz opłaty związane z eksploatacją lokalu. To bardzo korzystna stawka, bo za lokal w takiej lokalizacji trzeba w Ostrowie Wielkopolskim zapłacić nawet 20 zł/mkw. – informuje Karolina Krawczyk z tamtejszego urzędu miasta.
Zachęty i koszty
Trawiński podkreśla, że przekonanie o możliwości pozyskania przez samorządy inwestora zewnętrznego, który zapewni miejsca pracy dzięki atrakcyjnym stawkom podatków lokalnych, wychodzi ze słusznego założenia, że celem przedsiębiorców jest z jednej strony maksymalizacja zysków, z drugiej minimalizacja kosztów. Samorządowcy, obniżając podatki, umożliwiają im osiągnięcie drugiego z nich.
– Współcześnie lokalne daniny przestały jednak być głównym i najbardziej istotnym źródłem kosztów. Dziś są nimi: koszt pozyskania, wyszkolenia i utrzymania pracownika, czas poświęcony na uzyskanie wymaganych pozwoleń na budowę, dostęp do niezbędnej infrastruktury – nie tylko drogowej, ale również komunalnej. Przedsiębiorcy są w stanie pogodzić się z utratą części ulg, jeśli w zamian tereny inwestycyjne posiadają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, procedury przetargowe na zakup dodatkowych terenów inwestycyjnych przebiegają sprawnie, a szkoły zawodowe są otwarte na tworzenie profilowanych kierunków kształcenia. Niestety, zapewnienie inwestorowi kompleksowej usługi, szczególnie w przypadku mniejszych samorządów, wymaga współpracy administracji gminnej i powiatowej. Sukcesy samorządów, które postawiły na sprawną obsługę inwestora, pokazują, że przyszłość należy do gmin potrafiących mądrze inwestować, przede wszystkim w profesjonalną kadrę urzędników, mających kontakt z biznesem. Te, które postanowiły wyłącznie licytować się na „promocje” podatkowe, mogą przespać szansę na ważny skok rozwojowy – komentuje Mateusz Trawiński.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu