Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Przekonać do dziennych opiekunów, dofinansować prywatne placówki

30 czerwca 2018

Gminy, stowarzyszenia i osoby prywatne, które zdecydują się opiekować najmłodszymi, dostaną z budżetu 80 proc. dofinansowania. Zainteresowane wykorzystaniem tych środków są przede wszystkim duże miasta, w małych ośrodkach dziećmi zajmuje się tradycyjnie rodzina

"Ciuchcia puf-puf", "Krasnoludki", "Akademia rozwoju dla dzieci od 4. miesiąca do dwóch lat" - takie plakaty i banery reklamujące prywatne żłobki możemy znaleźć w wielu miastach, zwłaszcza w nowych osiedlach powstających na obrzeżach dużych aglomeracji. Ceny są zróżnicowane. Zależą od czasu, jaki maluch spędza w placówce, i od miejscowości.

Rosną też ceny żłobków prowadzonych przez gminy. Samorządowcy i urzędnicy tłumaczą, że koszt pobytu dziecka w żłobku jest o wiele wyższy niż malucha w przedszkolu. - Wynika to choćby z tego, że na grupę 25-osobową w przedszkolu zatrudnia się dwie opiekunki. W żłobku musi ich być cztery-pięć - przekonuje Bożena Przybyszewska, szefowa stołecznego Zespołu Żłobków. Wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel dodaje, że miasto dopłaca do każdego malca 500 zł.

Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej z pierwszej połowy 2012 r. przeciętny koszt utrzymania jednego miejsca w żłobku w skali kraju wynosił 1000-1100 zł. Z tego statystycznie 70 proc. pokrywały gminy, a 30 proc. płacili rodzice.

W metropoliach rodzic musi miesięcznie zapłacić za dziecko 1000-1500 zł w placówce prywatnej. Samorządowe żłobki też stają się coraz droższe. - W stolicy miesięczne opłaty kształtują się od 300 do 500 zł miesięcznie w zależności od czasu pobytu malca w placówce - mówi Małgorzata Lusor z warszawskiego stowarzyszenia Głos rodziców. - Kwoty, zarówno w prywatnych placówkach, jak i w samorządowych, stają się zaporowe. Wielu rodzicom nie opłaca się posłać dziecka do żłobka. Pensja mamy może nie pokryć kwoty opłat albo stanowi ich połowę, więc może lepiej zostać z maluchem w domu.

Problem braku miejsc w żłobkach dotyka przede wszystkim dużych miast.

- Mamy 2065 miejsc w placówkach samorządowych i 865 w prywatnych - wyliczają w Biurze Zdrowia w Krakowie. - Do samorządowych kolejka jest duża, przeciętnie na miejsce czeka się od 6 do 12 miesięcy.

Kraków szuka wyjścia, by kolejki rozładować. Do każdego dziecka w żłobku prywatnym dopłaca z gminnej kasy 400 zł miesięcznie. Rodzice płacą więc w prywatnych placówkach 400-600 zł (w samorządowych placówkach miesięczny koszt to 349 zł). Budżet miasta taka pomoc kosztuje 1,5 mln zł rocznie.

Kreatywny "Maluch"

Od trzech lat działa rządowy program "Maluch" umożliwiający korzystanie przez gminy ze środków budżetu państwa m.in. na zakup nieruchomości, budowę i adaptację obiektów na żłobki i klubiki dziecięce.

- Ten program był rzeczywistym motorem do tworzenia nowych miejsc opieki nad małym dzieckiem. Gminy mogą też np. kontraktować usługi dla dzieci ze swojego terenu w placówkach niepublicznych. My np. wykupujemy 190 miejsc w żłobkach niepublicznych - mówi Bożena Przybyszewska. Podaje też inne dane ze stolicy. Jeszcze w 2004 r. w stolicy działało tylko 40 żłobków z ponad 2500 miejsc, w 2012 r. było 4605 miejsc. - W 2013 roku powstanie 518 nowych miejsc dla maluchów w 48 żłobkach i 11 miniżłobkach. Wskaźnik zapewnienia opieki nad maluchami jest w Warszawie najwyższy w Polsce i wynosi 6,3 proc. populacji dzieci do trzech lat - chwali się dyrektor Przybyszewska.

W skali kraju w czasie niespełna 3 lat trwania programu "Maluch" powstało około 10 000 nowych miejsc opieki dla najmłodszych.

Dużo białych plam

W 2010 r. aż w 89,96 proc. gmin w Polsce nie działała żadna instytucja opieki nad najmłodszymi dziećmi. Dzięki programowi "Maluch" nastąpił spadek wskaźnika o 3,1 proc. do 86,89 proc. w 2011 r. Przed wejściem w życie ustawy odsetek dzieci objętych opieką w placówkach opieki do lat 3 w Polsce wynosił 2 proc. W 2011 r. wzrósł do 3,3 proc.

Choć statystyki wyglądają nieco bardziej optymistyczne, to jednak białych plam żłobkowych na terenie kraju nie brakuje. W sumie jest raptem 40 000 miejsc dla dzieci w żłobkach i oddziałach przedszkolnych. Największy odsetek dzieci w wieku do lat 3 objętych opieką jest (poza stolicą) w woj. dolnośląskim oraz opolskim i wynosi od 4,4 do 5,5 proc. wszystkich maluchów w tym wieku. Do średniaków w opiece nad malcami zaliczają się woj. mazowieckie, łódzkie, zachodniopomorskie i lubuskie. Tam odsetek małych dzieci objętych opieką wynosi 4-4,4 proc. Jednak większość województw to właśnie białe plamy. Na południu, na północy i w woj. lubelskim odsetek dzieci objętych opieką w placówkach dla maluchów wynosi od 1,9 do 2,9 proc.

- Najmniejszy odsetek dzieci objętych opieką instytucjonalną jest w małych gminach. - mówi Aleksandra Sołtysiak-Łuczak z poznańskiego Porozumienia Żłobkowego. - Przyczyny są złożone. Z jednej strony samorządy nie mają woli otwierania takich placówek, bo to zawsze kosztuje. A z drugiej strony rodzice nie naciskają. Przy dużym bezrobociu albo na wsiach mamy zazwyczaj "siedzą" z maluchami w domu.

Diagnoza przedstawicieli organizacji społecznych się potwierdza. - Nie mamy żadnego żłobka, choć zastanawialiśmy się nad wykorzystaniem programu "Maluch". Ale po co? - pyta wójt gminy Godziesze Wielkie (powiat kaliski) Józef Podłużny. - Nasze społeczeństwo jest tradycyjne. Nawet jeśli mama malucha wraca do pracy, to dzieckiem zajmuje się babcia, ciocia, czasami sąsiadka, które są w domu, bo większość rodzin wiejskich jest wielopokoleniowa.

Podobna jest opinia włodarzy innych wsi. - Żłobek? Nie mamy takich potrzeb - mówi wójt gminy Jabłoń na Podlasiu Dariusz Łobejko. Dodaje, że nikt z mieszkańców nie sugerował nawet, żeby taka placówka powstała. W małych gminach rodzice są w większości zainteresowani dopiero edukacją przedszkolną. Takie placówki gminy prowadzą, dotują. Chociaż szefowie gmin wiejskich, zwłaszcza tych położonych w pobliżu dużych miast, przewidują, że sytuacja stopniowo może się zmieniać.

- Już mamy kilka wsi położonych tuż obok Kalisza, gdzie powstały nowe osiedla. Rodzice dojeżdżający stamtąd do pracy, do miasta, prawdopodobnie szukają żłobka lub innej formy opieki nad maluchem - mówi wójt Podłużny.

Nie tylko w gminach wiejskich zainteresowanie żłobkami jest niewielkie. - Najpierw jest babcia, potem opiekunka zatrudniana na czarno, a dopiero na końcu jest żłobek - mówi burmistrz Kozienic Małgorzata Badalska. W mieście jest jedna samorządowa placówka dla maluchów, do której uczęszcza 31 dzieci. Rodzice płacą miesięcznie 120 zł. Jest też jeden klubik dla dziewięciorga malców. Tam rodzice płacą miesięcznie 400 zł. - Większych potrzeb nie ma, ale w razie czego mamy opracowany i przyjęty projekt nowoczesnego żłobka. Może kiedyś będzie potrzebny. Przecież czas pracy babć się wydłuża. Na razie rodzina jest blisko i żłobki nie są potrzebne - dodaje burmistrz Badalska.

Nowe, ale bez rewolucji

Nowelizacja ustawy żłobkowej podpisana właśnie przez prezydenta Bronisława Komorowskiego zakłada przede wszystkim zwiększenie z 50 proc. do 80 proc. dopłat z budżetu państwa dla gmin, podmiotów społecznych i prywatnych, które chcą założyć żłobek. Pieniądze mają być przeznaczone nie tylko na założenie placówki, lecz także na jej prowadzenie.

- To pomysł dobry, zwłaszcza że z takiego sposobu finansowania będą teraz mogły skorzystać podmioty prywatne - mówi Aleksandra Sołtysiak-Łuczak. - Może to spowoduje, że sieć żłobków się poszerzy?

Ten przepis w założeniu ustawodawców ma także sprawić, że rodzice zapłacą mniej za prywatny żłobek. - A niby dlaczego? Przecież to prywatne biznesy nastawione na zysk. Ewentualne dopłaty, czy to z budżetu państwa, czy z gminy, zostaną przeznaczone na rozbudowę, by generować nowe zyski. Kto to będzie sprawdzał? - pyta wiceprezydent Łowkiel.

Innym punktem nowelizacji jest możliwość objęcia jedną administracją żłobka, przedszkola i szkoły. O to występowały małe gminy, które mają np. jedno przedszkole i ewentualnie może założą żłobek. - Taka formuła spowoduje obniżenie kosztów obsługi placówek, ale to nie jest wystarczająca zachęta do tworzenia żłobków - mówi sceptycznie Małgorzata Lusor. - Potrzebny jest duży zastrzyk finansowy dla gmin albo dobrze płatny dzienny opiekun. A może powinien wrócić pomysł refundowania pobytu mamy z dzieckiem?

Problem dziennego opiekuna to kolejny punkt nowelizacji ustawy. Do tej pory mogła go zatrudniać gmina, teraz mogą to robić także podmioty prywatne, stowarzyszenia, fundacje. Na razie pomysł, doskonale sprawdzający się w Skandynawii czy we Francji, w Polsce zupełnie się nie przyjął. W całym kraju mamy, jak podaje MPiPS, tylko 30 opiekunów. Z tego 10 we Wrocławiu.

- Rodzice płacą opiekunowi 3 zł za godzinę, my dopłacamy 1,5 zł - mówi Lucyna Pachciarz, koordynator projektu w Centrum Komunikacji Społecznej we Wrocławiu. - Opiekunów przeszkoliliśmy, a rodziców maluchów rekrutujemy spośród osób bezrobotnych, nieaktywnych zawodowo, będących na urlopach wychowawczych.

- To świetny sposób na pracę - mówi Anna Grzybowska, opiekun dzienny zajmujący się czworgiem dzieci. - Daje satysfakcję zawodową i godziwe zarobki. Oprócz stawki godzinowej gmina płaci 576 zł za tzw. gotowość.

Dlaczego w innych miastach projekt kuleje? To często kwestia finansowa. Pensje są zbyt niskie. Może jednak możliwość zatrudniania opiekunów przez podmioty prywatne sprawi, że pojawi się więcej opiekunów?

- Wątpię. To kwestia zaufania. Rodzice wolą oddać dziecko pod opiekę zaufanej niani czy do placówki niż w ręce obcej, niesprawdzonej osoby, choć ma referencje i wykształcenie - mówi burmistrz Rabki Ewa Przybyło. W gminie działa tylko klub malucha. Jeśli rada gminy wyrazi zgodę, ta będzie dopłacać do pobytu maluchów w placówce. Chętnych na opiekunów dziennych nie ma.

Opiekunowie dzienni przyznają, że nasze społeczeństwo nie dojrzało jeszcze do tej formy opieki nad najmłodszymi. - Jesteśmy zawieszeni między żłobkami a poleconą nianią. Jednak może to kwestia czasu - mówi Anna Grzybowska.

- Cała ta nowelizacja to tylko kosmetyka, która nie doprowadzi do zwiększenia liczby żłobków, nie zmniejszy kolejek oczekujących dzieci w wielkich miastach, nie stworzy bazy w małych miejscowościach czy wiejskich gminach. To tylko ruchy pozorne - podsumowuje Małgorzata Lusor.

Organizacja, standardy, dostępność

Środki przeznaczone na tworzenie i funkcjonowanie instytucji opieki dla dzieci w wieku do lat 3 nie ulegną zwiększeniu, mimo możliwości przyznania dotacji z budżetu państwa na założenie żłobka do 80 proc. kosztów. Ale możliwości zorganizowania przez gminy wspólnej obsługi administracyjnej, finansowej i organizacyjnej żłobka z innymi placówkami oświatowymi będzie miało pozytywny wpływ na budżety samorządów. Przepisy ustawy racjonalizują zasady tworzenia i funkcjonowania żłobków i jednocześnie określają standardy powstawania i działania alternatywnych instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3. Gwarantuje to dostęp do zróżnicowanej opieki większej liczbie rodzin, podnosząc jednocześnie jakość oferowanych usług.

Opinia z MPiPS

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2013/127/i02.2013.127.088000600.803.jpg@RY2@

Michał Marszałek dyrektor biura ochrony zdrowia Urzędu Miasta w Krakowie

Nowelizacja ustawy eliminuje z jej przepisów wymóg wizytacji lokalu przeznaczonego na żłobek lub klub dziecięcy. Obecnie jest ona dokonywana przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta, a w zasadzie przez upoważnionych do tego urzędników, po złożeniu przez podmiot prowadzący miejsce opieki dokumentów potrzebnych do rejestracji placówki, a przed dokonaniem wpisu do wykazu. Celem wizytacji jest sprawdzenie, czy są w niej zapewnione bezpieczne i higieniczne warunki wychowania oraz opieki nad dziećmi. Taka kontrola jest dokonywana świeżo po tym, jak właściciel placówki uzyskał pozytywne opinie sanepidu i straży pożarnej. Jej ustalenia powielą więc informacje, które już zostały potwierdzone. Ponadto część samorządów, w tym m.in. Kraków, podejmując uchwałę dotyczącą nadzoru nad żłobkami i klubami przyjął, że pierwsza kontrola jest przeprowadzana po miesiącu od zarejestrowania. Dlatego zniesienie obowiązku wizytacji odciąży samorządy, jak i prowadzących placówki.

MT

@RY1@i02/2013/127/i02.2013.127.088000600.804.jpg@RY2@

Liczba placówek opieki nad dziećmi w wieku do lat3

Monika Gorecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.