Wszyscy chcą zmieniać izby wytrzeźwień, ale pijanego obywatela nie chce nikt
Opieka szwankuje, a odbijanie piłeczki trwa, trwa i trwa
O zmianę obecnego modelu apelują: Komenda Główna Policji, rzecznik praw obywatelskich, a nawet szpitale – bo lekarze też mają dość kłopotliwych pacjentów. Z problemem wszyscy mierzą się od lat, a szef MSWiA – tak samo jak dwa lata temu – znowu zabiega o zmiany w prawie
MSWiA uważa, że wykorzystywanie do opieki nad nietrzeźwymi policjantów – jak jest obecnie – powinno mieć charakter tymczasowy do momentu, kiedy w kraju powstanie odpowiednia liczba wyspecjalizowanych placówek.
Dziś w Polsce jest zaledwie 37 izb wytrzeźwień (a tak przynajmniej wynika ze sprawozdań, które ma resort zdrowia) i każda rządzi się własnymi prawami. A gdzie ich nie ma, zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa pijanym przejmują policja i służba zdrowia. Przy tym w policyjnych obiektach trudno mówić o jakiejkolwiek opiece medycznej nad nietrzeźwymi. Wszystko dlatego, że zgodnie z art. 39 ust. 1 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2016 r. poz. 487 ze zm.) samorządy w miastach liczących ponad 50 tys. mieszkańców i powiaty mogą organizować i prowadzić izby wytrzeźwień albo zlecać te zadania jednostkom podległym. Mogą nie znaczy, że muszą. I w tym cały kłopot, bo dowolność powoduje chaos i przerzucanie się obowiązkami.
– Optymalnym rozwiązaniem byłoby całkowite przekazanie tych zadań jednostkom samorządu terytorialnego, które mogą być organem założycielskim dla izb wytrzeźwień lub placówek o podobnym charakterze – mówi DGP rzecznik komendanta głównego policji mł. insp. Mariusz Ciarka. W jego opinii pozwoliłoby to z jednej strony na zapewnienie najlepszej opieki osobom izolowanym z powodu nietrzeźwości, z drugiej na bardziej efektywną pracę policji. Bo choć każdy mundurowy w trakcie szkolenia zawodowego ma zajęcia z pierwszej pomocy, a funkcjonariusze pomieszczeń dla osób zatrzymanych (PdOZ) od 2016 r. dodatkowo przechodzą kurs specjalistyczny, to nie są lekarzami i mogą nie umieć prawidłowo ocenić, czy pijany jest w stanie zagrożenia życia lub zdrowia, czy nie. Osobną kwestią pozostaje wyposażenie pokoi do zatrzymania i opieka medyczna w tych placówkach. Teoretycznie, jak wynika z załącznika do rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji z 4 czerwca 2012 r. (Dz.U. z 2012 r. poz. 638 ze zm.), każdą przyjmowaną do wytrzeźwienia osobę poddaje się niezwłocznie badaniu lekarskiemu i w zależności od jego wyniku pozostawia w placówce policyjnej albo nie. W rzeczywistości mało który PdOZ ma na dyżurze lekarza, a praktyką jest przewożenie nietrzeźwego na szpitalny oddział ratunkowy. To zaś znacznie wydłuża czas, w jakim otrzymuje on pomoc. Poza tym nawet po zbadaniu przez lekarza i wydaniu przez niego pozwolenia na umieszczenie w punkcie policyjnym nie ma pewności, czy stan zatrzymanego nagle się nie pogorszy.
Stanowisko MSWiA z 25 czerwca 2018 r.
W marcu br. wiceminister Jarosław Zieliński zwrócił się do Ministerstwa Zdrowia w sprawie funkcjonowania izb wytrzeźwień. W treści pisma zaznaczano, że zapewnienie właściwej opieki osobom nietrzeźwym wiąże się z koniecznością utworzenia dostatecznej sieci izb wytrzeźwień, placówek lub podmiotów medycznych określonych w art. 40 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Wskazał również, że od kilku lat przerzuca się na policję ciężar opieki nad osobami nadużywającymi alkoholu. Niektóre z tych osób w tym czasie potrzebują opieki medycznej. Obecne rozwiązanie powinno mieć charakter doraźny i funkcjonować jedynie do czasu utworzenia w całym kraju odpowiedniej liczby wyspecjalizowanych placówek. W związku z tym wiceminister zwrócił się o podjęcie działań ukierunkowanych na wypracowanie optymalnych rozwiązań, deklarując jednocześnie wolę współpracy w zakresie spraw pozostających we właściwości resortu spraw wewnętrznych.
Krótkie resumé
Przypomnijmy: na niedostateczną opiekię nad nietrzeźwymi zwracali uwagę już dwa lata temu kontrolerzy Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (KMPT) działającego przy Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Z opublikowanego przez nich raportu, wykonanego po inspekcjach w PdOZ, wynika m.in., że odpowiedzialność za bezpieczeństwo zatrzymanych spoczywa na barkach funkcjonariuszy, którzy mogą jedynie udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej i wezwać pogotowie ratunkowe, licząc, że interwencja nastąpi szybko i będzie skuteczna (infografika). Po wizytacjach uznali, że problemem jest brak środków na sfinansowanie zatrudnienia tam lekarzy i wyposażenie tych miejsc w sprzęt medyczny. Nie ma z kolei możliwości, by pijanymi zajęły się podmioty medyczne, bo w wielu przypadkach nie wymagają oni leczenia. KMPT wskazał też na samorządy jako na te, które nie są zainteresowane utrzymaniem izb wytrzeźwień i przekształcaniem ich w wyspecjalizowane placówki. Ośrodki dysponowałyby profesjonalnie przygotowanym personelem medycznym, odpowiednim wyposażeniem i zapewniały całodobową opiekę oraz pomoc w rozpoczęciu terapii antyalkoholowej. Z uwagami wizytatorów zgodził się wiceminister MSWiA Jarosław Zieliński. W odpowiedzi do RPO napisał, że resort „prezentuje stanowisko, zgodnie z którym należy tworzyć – na poziomie samorządów – izby wytrzeźwień lub inne wyspecjalizowane instytucje, które przejęłyby od policji opiekę nad nietrzeźwymi”. Wiceminister przyznał, że stan, w którym odpowiedni standard opieki nad nimi zależy jedynie od woli organów samorządu terytorialnego, nie ma uzasadnienia. „Istniejące obecnie rozwiązanie nie ma charakteru systemowego, a ponadto zakłada niejednolite traktowanie osób nietrzeźwych przez organy władzy publicznej na obszarze kraju” – dodał Jarosław Zieliński. Już dwa lata temu mówiło się o konieczności zmian prawnych. Jednak prace, jeśli w ogóle ruszyły, to toczą się bardzo powoli, a pomysły nie wychodzą z gabinetów ministerialnych. Jak ustaliliśmy, w marcu 2018 r. wiceminister Zieliński zwrócił się w tej sprawie do Ministerstwa Zdrowia (stanowisko MSWiA). Resort zdrowia jednak żadnych prac legislacyjnych nie prowadzi. Co więcej, uważa, że nie wszyscy pijani wymagają pomocy medycznej i dlatego należałoby rozwiązać problem we współpracy policji i samorządów. To one powinny samodzielnie oceniać zasadność prowadzenia placówek o charakterze izb wytrzeźwień (stanowisko MZ).
Nieobowiązkowe – to do likwidacji
Samorządy niechętnie wydają pieniądze na zadania fakultatywne, które nie tylko nie przynoszą dochodu, ale nawet nie ma mowy o zwrocie poniesionych kosztów. A tak właśnie jest w przypadku izb wytrzeźwień. Dla przykładu, w toruńskiej placówce zatrudnieni są lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny, opiekun, depozytariusz i pedagog. Ale choć pobyt osoby nietrzeźwej jest płatny i jednorazowo wynosi 245 zł, to do wynagrodzeń musi dokładać miasto, bo ściągalność należności kształtuje się na poziomie 30 proc. Z tego m.in. powodu izbę zlikwidowano we Włocławku. – W ostatnim okresie działalności, czyli w 2012 r., utrzymanie jednostki kosztowało rocznie ponad 870 tys. zł, podczas gdy dochody z tych usług wyniosły nieco ponad 233 tys. zł, a dotacje z sąsiednich gmin – z tytułu przyjętych do placówki ich mieszkańców – 27,5 tys. zł – wylicza Bartłomiej Kucharczyk, kierownik referatu komunikacji społecznej we włocławskim urzędzie miasta. I dodaje, że gdy na samorządy nakładane są kolejne zadania zlecone, bez zapewnienia pełnego finansowania ze strony budżetu państwa, to coraz trudniej wygospodarować środki na zadania własne, a tym bardziej te nieobowiązkowe. Dlatego we Włocławku pijanymi musiała się zająć policja. – Nie są to zadania nowe lub dodatkowo zlecone przez samorząd, do wykonania których niezbędne jest zawarcie porozumienia i zapewnienie środków finansowych – tłumaczy Bartłomiej Kucharczyk. Co na to policja? – Przed likwidacją izby też musieliśmy się tymi ludźmi zajmować – mówi oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji we Włocławku sierż. Tomasz Tomaszewski. Przyznaje jednak, że czas udzielenia im pomocy się wydłuża. We włocławskim PdOZ nie ma bowiem lekarza, na zmianie pracuje dwóch policjantów.
Można się dogadać albo zmienić
Nieco inaczej stało się w Koninie, gdzie izby wytrzeźwień nie ma od ponad dwóch lat. Miasto w 2017 r. na podstawie porozumienia przekazało miejskiej komendzie 55 tys. zł na zakup wyposażenia do pomieszczenia dla osób zatrzymanych. Potem, jak wyjaśnia rzeczniczka urzędu miasta Aldona Rychlińska, kolejną umową samorząd dołożył jeszcze 1 mln zł (po 500 tys. zł w 2017 i 2018 r.) na obsługę medyczno-sanitarną osób zatrzymanych przez funkcjonariuszy.
Stanowisko MZ z 28 czerwca 2018 r.
Aktualnie nie są prowadzone prace legislacyjne mające na celu zmianę obowiązujących przepisów dotyczących postępowania w odniesieniu do osób znajdujących się w stanie nietrzeźwości. Obecnie, wyłączne kompetencje w zakresie organizacji i prowadzenia izb wytrzeźwień lub tego typu placówek należą do organów samorządu terytorialnego w miastach liczących ponad 50 tysięcy mieszkańców i organów powiatu, podejmowanie zaś współpracy lokalnych jednostek policji z ww. władzami samorządowymi może wpłynąć pozytywnie na jakość opieki sprawowanej nad osobami nietrzeźwymi.
W Kielcach po likwidacji placówki zawarte zostały porozumienia z policją i szpitalnymi oddziałami ratunkowymi. – Likwidowanie izb wytrzeźwień bez zaproponowania czegoś sensownego w zamian nie służy nikomu. Ani tym pijanym, ani policji, ani szpitalom. Konieczna jest zmiana jakościowa – przekonuje dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Kielcach Marek Scelina (rozmowa). W jego mieście osoby bez zagrożenia życia i zdrowia, które nie potrzebują dalszej diagnostyki i pomocy medycznej i które nie są podejrzewane o przestępstwo czy wykroczenie, przewozi się najtańszym szpitalnym transportem do czynnej całą dobę ogrzewalni. W zeszłym roku na działalność związaną z przeciwdziałaniem alkoholizmowi z miejskiej kasy wydano ponad 1,2 mln zł, z czego 500 tys. zł na pomoc terapeutyczną.
WAŻNE W rzeczywistości mało który PdOZ ma na dyżurze lekarza, a praktyką jest przewożenie nietrzeźwego na szpitalny oddział ratunkowy. To zaś znacznie wydłuża czas, w jakim otrzymuje on pomoc.
Modelową placówką, według koordynatora RPO do spraw ochrony zdrowia psychicznego Krzysztofa Olkowicza, jest ośrodek w Krakowie. Jednostka została utworzona 59 lat temu jako izba wytrzeźwień. W 2010 r. rozszerzono zakres jej działalności o zadania w zakresie profilaktyki uzależnień i zmieniono nazwę. Dziś jest to Miejskie Centrum Profilaktyki Uzależnień. – Nie tylko sprawujemy opiekę nad nietrzeźwymi, lecz także informujemy szeroko o szkodliwości nadużywania alkoholu, narkotyków czy środków psychotropowych, udzielamy pomocy zagrożonym uzależnieniem i ich rodzinom – mówi Marta Rzadkowska, zastępca dyrektora centrum. Placówka prowadzi też od 2011 r. jedyny w Polsce dom pomocy społecznej dla osób uzależnionych od alkoholu. Do działu, który zajmuje się tym, czym niegdyś izba wytrzeźwień, przyjmowane są osoby zarówno z Krakowa, jak i z gmin ościennych na podstawie odrębnych porozumień. Z usług korzysta każdego roku 10–12 gmin z województwa małopolskiego. Rocznie jest to ok. 10 tys. osób. Dział jest finansowany z budżetu Krakowa, w 2018 r. na ten cel przeznaczono 3 mln 377 tys. zł.
Także w Lublinie izba wytrzeźwień przekształciła się w placówkę oferującą większe wsparcie niż kilku-, kilkunastogodzinny pobyt po nadużyciu alkoholu. Działający od kwietnia 2016 r. Ośrodek Wczesnej Interwencji dla Osób z Problemem Alkoholowym i ich Rodzin prowadzi szeroką profilaktykę, zatrudnia psychologa, ma mieszkanie interwencyjne i całodobowy telefon zaufania.
Jak wygląda pomoc
Jasne finansowanie załatwi sprawę
Samorząd Włocławka zastanawia się, czy przywrócić w mieście izbę wytrzeźwień, czy też stworzyć nową placówkę. Jak mówi Bartłomiej Kucharczyk, można by pozostać przy wykonywaniu zadań przez policję, ale gdyby w PdOZ był zatrudniony lekarz, finansowany z budżetu państwa, a osoby wielokrotnie korzystające z tego miejsca były kierowane na terapię opłacaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Pogłębione programy terapeutyczne mógłby zaś finansować samorząd ze środków tzw. korkowego (rozmowa z Krzysztofem Olkowiczem). Zadanie – dodaje Kucharczyk – mógłby też przejąć samorząd, ale przy założeniu, że ma większą niż obecnie swobodę w ustalaniu zasad funkcjonowania i standardu placówki. I wsparcie finansowe państwa. ©℗
pytania do ekspertów
Niezbędna jest fachowa pomoc, a nie tylko doraźna
Marek Scelina, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Kielcach
Zlikwidowali państwo w Kielcach izbę wytrzeźwień osiem lat temu. Dlaczego?
Zanim zaproponowaliśmy radzie miasta zakończenie jej działalności, przez dwa lata szukaliśmy pomysłu, co stworzyć w zamian. Jeździliśmy w różne miejsca w Polsce, choć wówczas dobrych wzorów nie było. Naszym zdaniem izba funkcjonowała źle – zwożono tam ludzi bez ładu i składu, bez zastanowienia się, dlaczego tam właściwie trafiali. Doszliśmy do wniosku, że to bardziej element represji władzy niż sensowna pomoc. Bo po co tam wieźć człowieka, który przysnął na przystanku autobusowym, skoro można się po chwili z nim sensownie dogadać, a gdy wskaże adres, zawieźć do domu. Nam chodziło o to, by ludziom, którzy mają kłopoty z alkoholem, pomagać, oczywiście nie zapominając o bezpieczeństwie i porządku w mieście.
Co powstało zamiast izby?
W dotychczasowej siedzibie została utworzona placówka systemu pomocy społecznej Ośrodek Interwencyjno-Terapeutyczny dla Osób Bezdomnych. W jego skład wchodzą dziś Punkt Pomocy Doraźnej o charakterze ogrzewalni, czynny przez cały rok, przyjmujący osoby nietrzeźwe, Punkt Interwencji Kryzysowej i mieszkania chronione dla osób, które chcą wyjść z alkoholizmu, deklarują abstynencję i wchodzą w terapię.
I wszyscy byli zadowoleni z decyzji o zamknięciu izby? Przecież oczywiste było, że te zadania spadną na inne służby w mieście.
Nie od razu było dobrze. Zdaliśmy sobie sprawę, że największa odpowiedzialność będzie teraz spoczywała na policji i że im się pewnie pogorszy, bo do tej pory pijanych przywozili do nas – także tych, co popełnili wykroczenie czy przestępstwo. W izbie oni trzeźwieli i dopiero potem policjanci ich zabierali do izby zatrzymań. Decyzja o likwidacji izby wytrzeźwień oznaczała dla policji nie tylko zabezpieczenie tej grupy, ale też odwiezienie niektórych pijanych do domów. A to wymaga sporo zachodu, bo najpierw trzeba się z nimi dogadać, a później nie zawsze w tym domu ich oczekują. Nie bez pewnych kłopotów, ale z policją w końcu się dogadaliśmy. Wypracowaliśmy taki model: jeżeli nietrzeźwy nie jest poobijany i nie wygląda, by mu się jakaś krzywda działa, to próbujemy go zawieźć do domu. I jest to zadanie policji i straży miejskiej. Jeżeli został złapany na okradaniu np. kiosku, policja musi sobie stworzyć takie warunki, by go zatrzymać i by on za to odpowiedział. A gdy nietrzeźwy ma np. rozbitą głowę albo jest w złym stanie zdrowia, trzeba go zawieźć na szpitalny oddział ratunkowy.
Słyszałam, że lekarze protestowali…
Mówili, że miasto im zafundowało kłopot, bo wielu pijanych nie potrzebuje opieki lekarskiej, tylko czasu na odzyskanie przytomności, że zajmują miejsce pacjentom, którzy czekają na pomoc itp. Była duża burza w mediach, że na izbie przyjęć w szpitalu dzieją się dantejskie sceny, interweniowało Ministerstwo Zdrowia.
Ale miasto się nie ugięło, izba wytrzeźwień nie wróciła.
Nie pozwoliliśmy sobie wmówić takiej kolejności, że nieważne, w jakim stanie zdrowia jest pijany, to się go wiezie na izbę wytrzeźwień i ewentualnie potem wzywa pogotowie. Aż tak ryzykować ludzkim życiem nie chcieliśmy. Bo to, że człowiek jest pijany, nie zwalnia służby zdrowia z obowiązku sprawdzenia, czy nie ma zagrożenia życia. Ale po tych protestach lekarzy zaczęliśmy się zastanawiać, jak rozwiązać problem. I doszliśmy do wniosku, że lekarz musi przebadać osobę i zdiagnozować, w jakim jest stanie. Doszliśmy do porozumienia, że jeśli poza brakiem przytomności związanym z nadużyciem alkoholu nic mu nie jest, najtańszą karetką odeślą go z SOR do naszej ogrzewalni i my zapewnimy mu bezpieczne wytrzeźwienie. Umowę podpisaliśmy w 2017 r.
Czyli w pewnym sensie punkt pomocy doraźnej działa jak izba wytrzeźwień?
Nie. Nasza instytucja ma zasadniczo inne funkcję. Nam nie chodzi o to, by ci ludzie tylko wytrzeźwieli i sobie poszli. Nasze służby wchodzą z nimi w kontakt, badają sytuację rodzinną. Prowadzimy terapię, a przy ośrodku działają mieszkania chronione dla osób, które podpisują kontrakt, że wchodzą w terapię i utrzymują abstynencję. A efektem porozumienia z policją i szpitalami jest to, że osoby nietrzeźwe już nie krążą między różnymi placówkami. W naszym ośrodku przyjmujemy głównie osoby bezdomne, ale także z innych miejscowości, bo przecież służby nie będą ich tam odwoziły. Przyjmujemy ich bez problemu. Kilka razy odmówiliśmy przyjęcia kogoś ‒ raz przywieźli trzeźwego, raz powyżej 4 promili (a to zagrożenie zdrowia).
Co by pan radził innym samorządom po latach doświadczeń?
Całkowicie nieodpowiedzialne jest likwidowanie izb wytrzeźwień bez zaproponowania czegoś sensownego w zamian. To nie służy nikomu, ani tym pijanym, ani policji, ani szpitalom. Konieczna jest zamiana jakościowa. To, co było trochę szemranym, opresyjnym miejscem, powinno się przekształcić w formę pomocy. Bo alkoholizm to przecież choroba i nie wystarczy dać komuś miejsce do wytrzeźwienia na chwilę. Bez sensownego planu, co dalej, jego sytuacja się nie zmieni. ©℗
Rozmawiała Bożena Ławnicka
Placówki powinny być tworzone obowiązkowo
Krzysztof Olkowicz, główny koordynator do spraw ochrony zdrowia psychicznego w Biurze RPO
Wizytował pan zarówno izby wytrzeźwień, jak i policyjne pomieszczenia dla osób zatrzymanych. Jakie zrobiły na panu wrażenie?
Rzeczywiście byłem w obu rodzajach placówek i mam porównanie. Izby wytrzeźwień zapewniają pewien poziom opieki nad osobami, które do nich trafiają, policyjne PdOZ już nie. Nie są w ogóle przystosowane do pomocy nietrzeźwym, brakuje sprzętu, ludzi, a zwłaszcza lekarzy, którzy mieliby te osoby pod kontrolą.
Ale przecież policja nie może zatrzymać pijanego bez jego wcześniejszego zbadania?
W wielu miejscach policja ma podpisane umowy z placówkami służby zdrowia i przywozi do nich osoby nietrzeźwe na badania. Ale wygląda to naprawdę bardzo różnie, często badanie jest powierzchownie. Poza tym, nawet jak już policjanci mają zaświadczenie lekarskie pozwalające zatrzymać w PdOZ, to przecież w każdej chwili może nastąpić pogorszenie stanu zdrowia takiej osoby. Czasem wszystko dzieje się szybko i bywa, że kończy tragicznie. Wielokrotnie więcej zgonów osób nietrzeźwych notuje się w policyjnych ośrodkach dla zatrzymanych niż w izbach wytrzeźwień. W izbach na zmianie pracuje kilka osób, w tym lekarz albo, co zdarza się już znacznie rzadziej, felczer, a dodatkowo pielęgniarka czy ratownik medyczny, opieka jest więc na znacznie wyższym poziomie. Tam jest mniejsze prawdopodobieństwo, że komuś coś złego się stanie.
Jednak to tylko sala z kozetką, z której wychodzi się w sumie bez jakiejkolwiek pomocy na przyszłość. Czy nie czas na zmiany?
Wiem, że dla niektórych izba wytrzeźwień jest reliktem przeszłości, ale nietrzeźwymi trzeba się zająć. Jeśli nie będzie tego robiła specjalistyczna placówka, to będzie musiała się tym zająć policja albo szpitale. Zresztą tak właśnie się dzieje, bo w tej chwili system nie jest jednorodny. Gminy realizują zadnia na wiele sposobów, standardy opieki są różne.
Jakie widzi pan rozwiązanie?
Zdjęcie obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa pijanym z policji i niewłączanie do tego szpitali. Bo nie jest dobrym rozwiązaniem, jeżeli wśród przyjmowanych pacjentów znajdują się osoby nietrzeźwe, w asyście policji. Moim zdaniem konieczna jest zmiana prawa i obowiązkowe tworzenie przez samorządy izb wytrzeźwień o podobnym standardzie. W ten sposób zostałaby utworzona sieć podobnych ośrodków w całym kraju. Takich, które najpierw zapewnią opiekę i bezpieczny czas trzeźwienia, a potem leczenie i terapię, jeśli jest to niezbędne. Powinny one być finansowane przez gminy ze środków, które pochodzą z opłaty za zezwolenia na handel napojami alkoholowym. Niezrozumiała dla mnie jest interpretacja narzucona przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, że izby nie prowadzą działalności związanej z profilaktyką i rozwiązywaniem problemów alkoholowych, a w związku z tym nie można ich wpisywać w gminne programy profilaktyki. Jeżeli samorządy otrzymałyby wsparcie finansowe z korkowego [opłata za zezwolenia na sprzedaż alkoholu – red.], to znacznie częściej same – w przypadku dużych ośrodków lub w porozumieniach między gminami – tworzyłyby nowoczesne ośrodki zapewniające opiekę i terapię osobom zatrzymanym do wytrzeźwienia. ©℗
Rozmawiała Bożena Ławnicka
Izby są potrzebne, choć warto zmienić ich profil
Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego, pracuje również w izbie wytrzeźwień
Co się dzieje z osobą w stanie upojenia alkoholowego, jeśli w mieście nie ma izby wytrzeźwień?
Trafia na szpitalny oddział ratunkowy. Kilka lat temu w Zielonej Górze broniliśmy izby wytrzeźwień, bo miała być zlikwidowana. Wtedy zabiłoby to SOR. A jest on miejscem ratowania życia. Jego rolą nie jest zajmowanie się pijakami. Jeśli się ich tam przywozi, oddziały te są znacznie bardziej obłożone. To nie tylko kwestia liczby, ale też specyfiki pacjentów. Często są to osoby zaniedbane higienicznie, to powoduje dla innych pacjentów ryzyko zarażenia się insektami czy chorobami. Pod wpływem alkoholu bywają agresywne – nie tylko werbalnie, dochodzi też do rękoczynów, zdarzają się przypadki pobicia personelu.
Dlaczego więc tacy pacjenci trafiają na SOR?
W stanie upojenia alkoholowego sami dla siebie stanowią pewne zagrożenie. Nie można zostawić ich na ulicy. A jeśli nie ma izby, nie bardzo jest inne wyjście. Czasem trafiają do policyjnych izb zatrzymań, ale tam nie ma lekarzy, personelu medycznego, nie ma nikogo, kto oceni stan pijanego, zatem ryzyko jest znaczne. Od tego właśnie są izby, tam personel jest przeszkolony, są odpowiednie pomieszczenia, można zastosować środki przymusu bezpośredniego, jeśli są konieczne.
Ale samorządy raczej likwidują izby, niż je tworzą. Czy powinny być one we wszystkich miastach?
Utrzymanie izby wytrzeźwień kosztuje, a SOR nie jest kosztem dla samorządu, bo płaci NFZ. Ale cały czas są to pieniądze publiczne. W myśl ustawy o wychowaniu w trzeźwości dopiero miasta powyżej 50 tys. mieszkańców mogą, ale nie muszą, tworzyć izby wytrzeźwień. Jednak w naszych warunkach izby są bardzo potrzebne. Fakt, warto byłoby zmienić ich profil na ambulatoria kontrolowanego trzeźwienia. Mogłyby nawet funkcjonować przy SOR-ach. Bycie pod wpływem alkoholu nie powinno być przesłanką, żeby człowiek trafiał do szpitala. Jednak powinien być pod kontrolą medyczną. Poza tym koszty udzielenia pomocy na oddziale ratunkowym są znacznie większe niż na izbie.
W izbie wytrzeźwień pacjent jest bezpieczny?
Izba jest przystosowana do zatrzymywania osób w stanie upojenia alkoholowego. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości mówi o dozwolonych procedurach, które można wobec nich zastosować. Na SOR-ach nie ma możliwości, żeby spacyfikować agresywnego pacjenta. Choć trzeba przyznać, że w tej chwili opieka medyczna w izbach wytrzeźwień jest fikcją. Lekarze tam pracujący to na ogół lekarze bez specjalizacji, którzy są świeżo po stażach, albo emeryci w zaawansowanym wieku. Często brakuje wykwalifikowanego personelu, nie ma osób, które mogłyby prowadzić monitoring medyczny, podłączać płyny, choćby glukozę. Obsady są okrojone i w praktyce działań medycznych przy pacjencie jest jak najmniej.
Ratownicy nie chcą pracować w izbach wytrzeźwień?
Myślę, że jest spora grupa ratowników, którzy chętnie podjęliby takie zatrudnienie. Zwłaszcza tacy, którzy nie mogą już jeździć w karetkach, np. ze względu na schorzenia układu ruchowego. A ze swoją wiedzą i umiejętnościami przydaliby się tam bardziej niż felczer. Teraz personel izby składa się m.in. z lekarza lub felczera, a także pielęgniarki lub ratownika medycznego. Również ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym wskazuje izbę wytrzeźwień jako miejsce zatrudnienia ratownika. Jednak ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi nie daje ratownikowi wielu uprawnień zastrzeżonych dla lekarza i felczera. A ten drugi ma w tej chwili minimalne kompetencje, ratownik w karetce ma większe. W praktyce gdy coś się dzieje na izbie, to wzywa się zespół ratownictwa medycznego.©℗
Rozmawiała Agata Szczepańska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu