W walce ze śniegiem konieczna jest zmiana sposobu myślenia
Z pewnym zażenowaniem, jako pracownik samorządowy, muszę powiedzieć, że komunalizacja obowiązku uprzątnięcia śniegu przynieść może pogorszenie sytuacji. Zarówno w moim, mieście jak i w innych widoczne jest to dość wyraźnie. Po stanie chodnika, po tym, czy jest sprzątnięty, poznać można formę własności sąsiedztwa. Najlepiej sytuacja wygląda przed prywatnymi lokalami handlowymi i usługowymi; troska o dostępność dla klientów wymusza dbałość o stan chodnika. Najgorsza sytuacja jest tam, gdzie własność i odpowiedzialność nie jest jednoznacznie ustalona.
Ustawa o utrzymaniu porządku i czystości w gminie jasno dzieli kompetencje. Właściciel nieruchomości odgarnia śnieg z chodnika na brzeg drogi publicznej (art. 5 ust. 1 pkt 4), stamtąd powinien śnieg odbierać i wywozić zarządca drogi publicznej (art. 5 ust. 4 pkt 3). Właściciel nie jest obowiązany do sprzątania śniegu, jeżeli przylegający do jego nieruchomości chodnik jest przeznaczony do parkowania samochodów.
Ten podział obowiązków jest zasadniczo jasny i logiczny. Problem polega na tym, że gminy nie są w stanie wywiązać się ze swoich obowiązków, wymuszając na zarządcach dróg wywożenie zgromadzonego śniegu. I to też można zrozumieć, przy dużych opadach każde miasto boleśnie zderzy się z barierą braku środków i mocy organizacyjnych.
Ta sama bariera stanie się powodem usprawiedliwień w przypadku, gdy w całości skomunalizowany zostanie obowiązek sprzątania śniegu. Pamiętać też warto, że z gminą nie zawieramy kontraktu na określoną usługę. Możemy, poprzez referendum, wyrazić zgodę na samoopodatkowanie związane z nowym zadaniem. Ale dysponentem tych środków będzie rada gminy. Radni w zależności od potrzeb mogą zwiększać lub zmniejszać środki na odśnieżanie; mogą zrezygnować z realizacji tej usługi, by oszczędzić pieniądze na wiosenne łatanie dziur w nawierzchni.
Myślę więc, że skuteczniejszą formą byłaby współpraca właścicieli nieruchomości z pominięciem organu samorządowego, wspólne zawarcie umowy z profesjonalną firmą.
Obowiązki samorządu nie ograniczają się tylko do dbałości o własne tereny. Potrzebne jest tworzenie lokalnych regulacji i skuteczna ich egzekucja. Dotyczy to także wskazania miejsc, gdzie sprzątnięty śnieg powinien być składowany. Przepisy prawne nie pozwalają stosować najprostszych rozwiązań - zrzucać śniegu wprost do rzek. Powierzchnia centrum miasta jest zbyt cenna, by mogła być blokowana śniegiem. W średniej wielkości mieście straty z tytułu braku opłat ze strefy płatnego postoju sięgają zimą do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Dlatego też z maniackim uporem próbuję przekonać wszystkich do zmiany sposobu myślenia o projektowaniu ulic. Rozumiem potrzebę zwiększania miejsc umożliwiających parkowanie samochodów. Ale mimo to nie rezygnujmy z pasa trawników oddzielających jezdnie od chodnika. Ten pas niezabetonowanej ziemi to miejsce gromadzenia śniegu, to miejsce wchłaniające wodę z opadów, to naturalna i niezbędna forma retencji. Taniej i korzystniej dla wszystkich jest, by odgarnięty z jezdni i chodników śnieg stopniowo topniał na trawnikach, niż był wywożony i zrzucany na wielkie hałdy, a po stopieniu i spłynięciu kanałami deszczowymi tworzył przybór wód Wisły, Warty czy Odry. Potrzebna jest odrobina wyobraźni, byśmy w pogoni za wygodą życia nie pogarszali swojej sytuacji: betonowali i asfaltowali wszystko, a potem kłócili się, kto ten beton ma sprzątać.
@RY1@i02/2011/007/i02.2011.007.207.002a.001.jpg@RY2@
Jarosław Kapsa, Urząd Miasta Częstochowa,
ŁS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu