Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

To rewolucja, a nie reforma

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Reformę samorządowcom zafundował rząd. Ma ona być odpowiedzią na problem dzikich wysypisk i rosnący udział niesegregowanych resztek w strumieniu odpadów

Powodzenie zmian zależy od lokalnych władz. Według nowych zasad opisanych w ustawie z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach już 1 lipca 2013 r. jednostki samorządu terytorialnego przejmują odpowiedzialność za wywóz śmieci, także jeśli chodzi o finansowanie całego przedsięwzięcia. W tym celu od właścicieli nieruchomości będą pobierać opłatę. W zamian mają zagwarantować regularny odbiór odpadów z nieruchomości. Nowe rozwiązania zastąpią dotychczasowy system, w którym każdy na własną rękę musiał zapewnić sobie przedsiębiorstwo odbierające od niego śmieci. I wiele ich trafiało nie na wysypisko, ale do lasu.

Zmiany są rewolucyjne, dlatego samorządy miały na przystosowanie się do nich aż 18 miesięcy. Jednak i tak wiele z nich zostawiło realizację niezbędnych działań na ostatnią chwilę, a zaniedbania ujawniają się na kolejnych etapach. Być może niechęć do szybszego i bardziej zdecydowanego wdrażania nowych mechanizmów brała się z obserwowania problemów praktycznych, jakie napotykali ci samorządowcy, którzy zdecydowali się jako pierwsi przebrnąć wszystkie etapy wdrażania reformy. Wiadomo już, że w terminie nie zdąży np. Warszawa.

Wiele zapisów ustawowych budzi wątpliwości interpretacyjne, np. te dotyczące sposobu naliczania, rozliczania opłat za śmieci w spółdzielniach i wspólnotach mieszkaniowych, a także kontroli segregowania śmieci w tym zakresie. Radni dyskutowali też: mają być kubły czy worki i w jakich kolorach, jak często wywozić odpady i jak je segregować. Wciąż do końca nie wiemy, czy jeśli grupa mieszkańców nie będzie przestrzegać reguł selektywnej zbiórki, to konsekwencje w postaci wyżej stawki powinna ponieść cała spółdzielnia.

Problematyczna jest również kwestia nowych regulaminów utrzymania czystości i porządku w gminach. Jak bardzo sobie z tym nie radziły w ostatnich miesiącach, pokazuje spora liczba rozstrzygnięć nadzorczych wojewodów, którzy stwierdzali nieważność uchwał. Najczęściej wytykali im zbyt szerokie lub zbyt wąskie podejście do problematyki ujętej w regulaminach.

Do dziś sen z powiek włodarzom spędzają przetargi mające wyłonić firmę odpowiedzialną za odbieranie odpadów od mieszkańców. Część samorządowców się buntuje, że nie może powierzyć zamówienia swoim spółkom. Jest grupa gmin, która mimo wyjaśnień resortu środowiska nie rozpisała postępowań. Inne jednostki nie wiedzą, jak ustalić warunki zamówienia, by sobie zagwarantować jak najbardziej korzystną cenę za usługę, a mieszkańcom terminową i bezproblemową możliwość pozbywania się śmieci. Teraz, gdy 1 lipca zacznie obowiązywać nowy system, niektóre samorządy wciąż nie poradziły sobie ze wspomnianym dylematem.

Pewne jest to, że reforma rusza bez testów czy okresów próbnych. Mówienie o rewolucji, a nie stopniowej reformie, jest więc uzasadnione. Wszystkie zaniedbania i niedociągnięcia wyjdą w praktyce. To rzeczywistość pokaże skuteczność zaprojektowanych przez legislatorów rozwiązań. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy się obawiają, czy odpady nie będą zalegały w przydomowych śmietnikach, czy nie będzie w Polsce drugiego Neapolu, w którym w związku z brakiem efektywnego systemu gospodarowania odpadami śmieci zalegały w ogromnych ilościach na ulicach. W związku z problemami pojawiły się postulaty, by przesunąć termin wejścia zmian w życie. - Nie ma jednak na to szans - słyszymy w resorcie. - Samorządowcy powinni oswoić się z nowym systemem. Planu B nie będzie - ucina spekulacje Piotr Woźniak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska.

(Piotr Pieńkosz)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.