Dziennik Gazeta Prawana logo

Dłużnicy ciągną polskie miasta w kierunku dna

20 stycznia 2016

Akcje abolicyjne, możliwość odpracowania zaległości, rozkładanie ich na raty - władze lokalne szukają skutecznych metod ściągnięcia czynszów. Mimo to zadłużenie lokatorów mieszkań komunalnych z roku na rok rośnie

Metropolie mają narastający problem z opanowaniem zwiększającej się kwoty niespłaconych czynszów za mieszkania komunalne. W Warszawie w ciągu zaledwie czterech lat (2010--2014) zadłużenie wzrosło z 200 do ponad 286 mln zł. I to mimo zmniejszającej się liczby dłużników - o 3108, czyli ponad 14 proc. Miasto mimo wszystko dostrzega pozytywy. - Ogólna kwota zadłużenia wprawdzie wzrasta, ale w ostatnich latach tempo jej wzrostu uległo zahamowaniu - przekonuje Konrad Klimczak z wydziału prasowego stołecznego ratusza.

Albo czynsz, albo leki

Katowice zakończyły ubiegły rok z kwotą zadłużenia w wysokości ponad 118 mln zł (stan na koniec listopada 2015 r.), podczas gdy jeszcze w 2010 r. było to niemal 83,5 mln zł. Jeszcze gorzej jest w Krakowie. W identycznym okresie zaległości czynszowe wzrosły z ponad 153 mln zł do prawie 250 mln zł. Urzędnicy starają się jednak wykazywać zrozumienie. - Znaczna część osób korzystających z lokali komunalnych, ze względu na trudną sytuację ekonomiczno-finansową, każdego miesiąca zmuszona jest do podejmowania decyzji, czy ograniczone środki, którymi dysponują, przeznaczyć na zakup jedzenia i lekarstw, czy też na uregulowanie opłat za korzystanie z lokalu mieszkalnego - zwraca uwagę Katarzyna Zapał, dyrektor Zarządu Budynków Komunalnych w Krakowie.

Wrocław z kolei twierdzi, że zadłużenie lokatorów przekracza 100 mln zł i od kilku lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Liczba niepłacących mieszkańców również utrzymuje się na tym samym poziomie, tzn. 10-11 tys. osób.

Samorządy zmagające się z problemem braku terminowych opłat czynszu sięgają po różne sposoby. W ostatnich dniach władze Bytomia ogłosiły, że eksperyment w postaci abolicji czynszowej odniósł sukces. W mieście najemcy lokali mieszkalnych, użytkowych i garaży są zadłużeni na ok. 170 mln zł. Dzięki uchwale abolicyjnej podpisano ugody z niemal 1,2 tys. osób. Do kasy miasta z końcem roku wpłynęło 3 mln zł zaległych wpłat. Jeśli lokatorzy spłacą 30 proc. swoich długów i będą płacić regularnie czynsz do końca 2016 r., wówczas w styczniu 2017 r. Bytom umorzy im pozostałe 70 proc. zaległości.

Dwie możliwości

Podobny plan na kolejne lata (2015-2019) przyjęła Warszawa. Co prawda nie nazywa tego abolicją, lecz "restrukturyzacją długów", ale sposób działania jest podobny. Lokatorom proponowane będą dwa warianty spłacenia zaległości. Zgodnie z pierwszym, jeśli spłacą 30 proc. zadłużenia w ciągu 3 miesięcy, umorzone zostanie pozostałe 70 proc. Drugi wariant zakłada spłatę 50 proc. zadłużenia w miesięcznych ratach (nie później niż do 30 września 2019 r.). Jeśli to się uda, pozostała połowa długu zostanie umorzona.

Nie wszystkie samorządy są jednak przekonane do skuteczności programów abolicyjnych, w których długi - po spełnieniu pewnych kryteriów - są mieszkańcom darowane. - Umarzanie długów faktycznie przyczyniłoby się do strat. Część dłużników zaprzestałaby spłacania zaległości, a ponadto osoby dotychczas regularnie dokonujące opłat mogłyby zaprzestać opłacania. Podzielamy opinię, że systemowe umorzenia zaległości spowodowałoby zmniejszenie poczucia odpowiedzialności za opłacanie należności mieszkaniowych - odpowiadają nam przedstawiciele Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych w Rzeszowie.

Nieco mniej krytycznie do tematu podchodzą samorządowcy z Olsztyna. - Z naszego doświadczenia wynika, że są tacy lokatorzy, którzy po umorzeniu starają się, i to z powodzeniem, regulować na bieżąco należności. Nie brakuje jednak takich, którzy mimo wyciągniętej do nich ręki nie chcą wywiązywać się z obowiązków - twierdzi Patryk Pulikowski z olsztyńskiego urzędu miasta.

Dług do umorzenia?

Z tych powodów Katowice czy Wrocław stawiają na indywidualne traktowanie wszystkich spraw, w których analizowana jest m.in. sytuacja finansowa dłużnika. Nie znaczy to, że programy abolicyjne są im zupełnie obce. Przykładowo stolica Dolnego Śląska już w marcu 2011 r. wprowadziła program umorzenia długów. Wartość podpisanych 171 porozumień wyniosła 2,4 mln zł, z czego miasto umorzyło 1,6 mln. Wygląda na to, że interes dla miasta okazał się średni, bo jego władze na razie nie zamierzają programu reaktywować.

Dość częstą praktyką jest odpracowanie długów. W Krakowie odbywa się to w ramach programu "Oddłużenie". Dłużnicy są zatrudniani w ramach robót publicznych w miejskim ośrodku pomocy społecznej, wykonują prace porządkowe i gospodarcze. W programie po przejściu procesu rekrutacyjnego zobowiązania wobec Krakowa odpracowało już 194 dłużników. Ale sama spłacona kwota - ponad 492 tys. zł - to zaledwie kropla w morzu potrzeb.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Na mapie Polski są jednak pozytywne wyjątki. Władzom Białegostoku w okresie 2010-2015 udało się zmniejszyć kwotę zaległych czynszów z 17,7 mln zł (3527 dłużników) do 8,3 mln zł (2087). I to mimo że miasto nie stosowało jakichś niestandardowych metod. Przykładowo od maja 2014 r. istnieje tam możliwość spłaty długu w postaci świadczeń rzeczowych (sprzątanie terenów wokół budynków, malowanie głazów wygradzających wjazd na trawnik, sprzątanie lokali mieszkalnych przeznaczonych do dalszego wynajmu, malowanie urządzeń zabawowych na placach zabaw itp.). W program zaangażowało się 140 dłużników, którzy odpracowali niemal 300 tys. zł.

Dłużnicy są zatrudniani w ramach robót publicznych

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.