Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rachunkowa łamigłówka śmieciowa utrudni życie samorządom

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Resort środowiska proponuje coraz bardziej skomplikowane sposoby obliczania przez gminy poziomu biodegradowalnych odpadów. Eksperci twierdzą, że prawidłowe dane znają tylko ich przetwórcy

Papier, obierki, drewno itd. - nie więcej niż 35 proc. tych odpadów powinno lądować na wysypiskach od 2020 r. Polska krok po kroku zbliża się do osiągnięcia unijnego celu. Na razie zakładane poziomy składowanych odpadów biodegradowalnych udaje nam się uzyskać.

Dążąc do wypełnienia unijnych wymogów, samorządowcy skarżą się na skomplikowane przepisy, na podstawie których powinni wyliczać, jaki poziom udało im się osiągnąć w poprzednim roku. Dodatkowo sprawę skomplikuje zmiana rozporządzenia w sprawie poziomów ograniczenia składowania masy odpadów komunalnych ulegających biodegradacji, nad którą pracuje Ministerstwo Środowiska.

Bardzo skomplikowany wzór na sposób wyliczenia poziomu zawiera załącznik do tego aktu. Na dodatek eksperci twierdzą, że wskaźniki, na których się on opiera, budzą wątpliwości, a rzeczywiste dane są praktycznie niemożliwe do pozyskania.

Projekt brnie w kolejne szczegóły, tymczasem zdaniem ekspertów cały system już dziś postawiony jest na głowie i od jego zmiany należałoby zacząć. To regionalne instalacje przetwarzania odpadów komunalnych najlepiej wiedzą, co się stało z odpadami. Zatem to one powinny przesyłać te informacje do urzędów marszałkowskich, a nie gminy.

- RIPOK gromadzi odpady przywożone z różnych gmin. Potem przetwarza strumień odpadów, który łącznie trafia na instalację. Nie dzieli się poszczególnych partii odpadów według gmin, z jakich odpady te przyjechały - wyjaśnia Hanna Marliere, dyrektor zarządzająca w Green Management Group, specjalistka z zakresu gospodarki odpadami (jak jej zdaniem powinien wyglądać system - patrz infografika obok). - Tym samym RIPOK dysponuje informacją zbiorczą. Przekazanie przez RIPOK zwrotnie do gmin informacji o ilości odpadów, jakie faktycznie zostały zeskładowane, jest niemożliwe. RIPOK może jedynie matematycznie podzielić ogólne dane. Tylko po co?

Eksperci uważają, że to nie gminy, ale RIPOK-i powinny składać sprawozdania na temat odpadów biodegradowalnych. Zdaniem niektórych specjalistów warto byłoby też ujednolicić system w całej UE.

- Zasady obliczania poziomu ograniczania składowania masy odpadów komunalnych ulegających biodegradacji nie są ujednolicone na poziomie europejskim. Nie wiadomo więc, czy wprowadzane obecnie w Polsce zasady wpiszą się w przyszłe regulacje unijne - mówi Andrzej Gawłowski, dyrektor Związku Celowego Gmin MG-6 w Gorzowie Wielkopolskim. Jego zdaniem ujednolicenie tych zasad jest konieczne i powinno to stanowić element całości systemu sprawozdawczego podmiotów dokonujących odbioru, przetwarzania i składowania odpadów. - Takiego systemu nadal nie mamy. Krokiem w tę stronę ma być baza danych o odpadach, jednak trudno liczyć na wiarygodne dane z niej pochodzące, skoro cały system gospodarowania odpadami jest niespójny. Choćby w zakresie listy obowiązujących kodów odpadów. Definicje wielu z nich są bowiem nieostre, powodują rozbieżności interpretacyjne - twierdzi Gawłowski.

Obserwując to, co robi Ministerstwo Środowiska, aby spełnić unijne normy, trudno nie odnieść wrażania, że propozycje resortu ograniczają się do matematycznej przekładanki. Warto, by zastanowił się chwilę i odpowiedział sobie na podstawowe pytanie: po co to całe zamieszanie z obniżaniem poziomu składowanych odpadów? Nie po to przecież, aby wszystko ładnie wyglądało na papierze. Chodzi o to, aby za parę lat Polski nie zalała lawina śmieci.

@RY1@i02/2017/148/i02.2017.148.08800010c.801.jpg@RY2@

Odpady biodegradowalne - twardy orzech do zgryzienia

Urszula Mirowska-Łoskot

C3

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.