Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka komunalna

Wygodna prowizorka nad jeziorem

19 lipca 2017
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wodę bada się tylko dwa razy: na czternaście dni przed przed otwarciem sezonu i raz w jego trakcie. To wszystko, na co może liczyć większość amatorów kąpieli

W świetle obowiązujących przepisów takie środki sanitarnej ostrożności już wystarczają, by dopuścić wczasowiczów do wypoczynku w miejscach przeznaczonych do kąpieli, czyli nieformalnych kąpieliskach, które nie spełniają najbardziej restrykcyjnych standardów wyznaczonych przez UE.

A wciąż, mimo upływu lat, są one najpowszechniejszymi miejscami wypoczynku wśród urlopowiczów, którzy cenią sobie relaks nad wodą. Jak podaje Główny Inspektorat Sanitarny (GIS), takich akwenów jest w Polsce 809.

Dla porównania formalnych kąpielisk - gdzie wymagania m.in. co do jakości wody są najbardziej restrykcyjne, bo musi być ona m.in. badana pod kątem epidemiologicznym przynajmniej cztery razy w ciągu sezonu - jest tylko 200.

Tymczasowe, ale na lata

Sanepid nie pochwala tej sytuacji. I apeluje do gmin, że już czas najwyższy uregulować status zarządzanych przez siebie akwenów i przemianować je na kąpieliska. Bo - jak podkreśla Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS - wprowadzenie do polskich przepisów pojęcia miejsc wykorzystywanych do kąpieli miało mieć charakter wyjątkowy i przejściowy.

Cel był prosty: nie wykluczać tych akwenów z użytku, a jednocześnie dać gminom czas na przystosowanie ich do wymogów określonych dla kąpielisk, które wynikają z unijnej dyrektywy 2006/7/WE. A są one dużo bardziej restrykcyjne.

Ale sprawy obrały inny obrót, bo wiele gmin traktuje to rozwiązanie nie jako zastępcze i tymczasowe, tylko jako preferencyjne. I wcale nie kwapi się, żeby uregulować ich status. Dlaczego? Bo utrzymanie obecnego stanu rzeczy jest dużo prostsze i mniej kosztowne.

Potwierdzają to ustalenia Najwyższej Izby Kontroli, która wziąwszy pod lupę wybrane kąpieliska w latach 2012-2014, uznała, że wprowadzenie unijnych wymagań spowodowało, że z blisko tysiąca kąpielisk, które działały w Polsce jeszcze kilka lat temu, zostało niewiele ponad 200.

- Prowadzenie kąpieliska, poza dopełnieniem określonych formalności, wymaga obecnie większych nakładów finansowych i większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo osób kąpiących się - wskazuje NIK.

Nierówne standardy

Aby uzyskać dla fragmentu jakiegoś akwenu status kąpieliska, trzeba się nagimnastykować z formalnościami i wykonać masę papierkowej roboty.

Przygotowania trzeba zacząć już rok wcześniej. Zgodnie z art. 34a ust. 2 ustawy - Prawo wodne (Dz.U. z 2017 r. poz. 1121) organizator musi złożyć stosowny wniosek do GIS o otwarcie kąpieliska do końca każdego roku poprzedzającego sezon kąpielowy. A później, do 31 maja, rada gminy musi podjąć stosowną uchwałę, na mocy której ustanowi kąpielisko. Przy czym włodarze muszą jeszcze m.in. sporządzić np. aktualny profil wody, czyli szczegółowe dane o jej czystości i potencjalnych zagrożeniach. Potrzebne jest również ustalenie z sanepidem harmonogramu badań.

Jak to wygląda w przypadku miejsc przeznaczonych do kąpieli? Do ich utworzenia nie potrzeba żadnego wniosku. A czy wymagane jest czujne oko ratownika? Tak i to nawet dwóch. Szkopuł w tym, że - w przeciwieństwie do kąpielisk - ich liczba jest stała, niezależnie od tego, jak duży jest chroniony przez nich akwen.

Zgodnie bowiem z rozporządzeniem ministra spraw wewnętrznych z 23 stycznia 2012 r. (Dz.U. poz. 108) na każde 100 metrów linii brzegowej kąpieliska musi przypadać dwóch ratowników (jeden od strony lądu i jeden od strony wody, przebywający na łodzi lub platformie na plaży).

W przypadku miejsc przeznaczonych do kąpieli, ustawodawca nie uzależnił jednak liczby ratowników od długości linii brzegowej, a co za tym idzie, wielkości jeziora.

Jest to zaś o tyle ważne, że - jak skarżą się samorządowcy - liczba wykwalifikowanych ratowników spada, a przy okazji rosną koszty ich zatrudnienia. W niektórych przypadkach nakłady na zabezpieczenie kąpielisk wzrosły niemal dwukrotnie. Przykładem może by gmina Kościerzyna w woj. pomorskim, gdzie - jak podaje Grzegorz Świtała, zastępca wójta - samorząd na zabezpieczenie kąpielisk przeznaczył w tym roku 70 tys. zł. W ubiegłym było to 35 tys.

Szykują się zmiany

Niewykluczone, że już wkrótce gminy nie będą miały wyboru - GIS zapowiada bowiem, że pracuje nad zmianami, które miałyby zrównać wymagania dla kąpielisk i miejsc przeznaczonych do kąpieli. Ujednolicone miałyby zostać m.in. zasady dot. częstotliwości badań wody (minimum cztery badania w sezonie). Jak informuje nas Jan Bondar, nowe regulacje miałyby znaleźć się w nowelizacji prawa wodnego.

I liczy, że uda się tym sposobem zachęcić gminy, by zaczęły tworzyć kąpieliska. Bo - jak podkreśla rzecznik GIS - te już funkcjonujące stoją na naprawdę wysokim poziomie.

Ów standard potwierdza najnowszy raport Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) z maja tego roku. Po przebadaniu 1073 próbek wody z 201 rodzimych kąpielisk EEA ustaliła, że 90 proc. z nich spełnia normy unijne.

- Jestem przekonany, że przynajmniej połowa z tych ośmiuset miejsc wykorzystywanych do kąpieli również spełniałaby unijne normy, gdyby tylko samorządowcy dopełnili formalności - dodaje Bondar.

Utworzenie kąpieliska jest obwarowane wieloma formalnościami

@RY1@i02/2017/138/i02.2017.138.18300080a.801(c).jpg@RY2@

Wypoczynek nad wodą

Jakub Pawłowski

jakub.pawlowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.