Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd

Samorządowa walka na epitety i pozwy

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

WYZYWANIE SIĘ OD TALIBÓW, groźby, oczerniające SMS-y, przepychanki na sądowych wokandach - tak kandydaci na burmistrzów, wójtów i radnych zabiegają o głosy wyborców. Dziś o fotele w samorządach trzeba walczyć równie bezpardonowo i ostro jak o miejsca w Sejmie

Ogień politycznej wojny między PO a PiS przenosi się do samorządów. Gra toczy się o dzielenie unijnych dotacji i pieniędzy na inwestycje, ale też o wynik w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych i polityczną mapę następnego Sejmu. To dlatego nawet w małych gminach tegoroczna kampania samorządowa przypomina wojnę. Czasem - jak w Katowicach - totalną, a czasem - jak w Ozorkowie - podjazdową.

"Precz z McDonaldem i PO. Tylko w PiS są prawdziwi Polacy jak Jarosław Kaczyński" - tej treści SMS-y rozesłano do mieszkańców Ozorkowa (Łódzkie). Padły też sugestie, że głosujący na PiS opowiada się za ustanowieniem w mieście ulicy Lecha Kaczyńskiego. PiS powiadomiło o sprawie policję, twierdząc, że nie ma z nią nic wspólnego. - Ktoś się pod nas podszywa, żeby skompromitować naszych kandydatów i obrzydzić ich wyborcom - mówi Ryszard Kałużny, lider PiS w Ozorkowie.

Tymczasem w Katowicach kandydat na prezydenta miasta z ramienia PO w wojnie o zwycięstwo występuje z odsłoniętą przyłbicą. Złożył pozew przeciwko urzędującemu prezydentowi Piotrowi Uszokowi i domaga się w nim zakazania emisji spotu wyborczego, w którym Uszok chwali się remontem dworca. Bo miasto - zdaniem PO - nie miało z tym nic wspólnego. W dodatku obecny prezydent wykorzystał w spocie materiały nagrane za publiczne pieniądze.

- Każdy, kto chce zdobyć władzę w samorządach, musi atakować ostro. Przez ostatnie lata władze, korzystając z unijnych pieniędzy, mogły się wykazać dużymi inwestycjami. Trudno więc pokonać je merytorycznie, znacznie łatwiej emocjami - mówi Wiesław Gałązka, specjalista od marketingu politycznego.

Sądowe batalie toczą się we Wrocławiu (dziś dowiemy się, czy Platforma będzie musiała przeprosić za sformułowanie: "głosując na Rafała Dutkiewicza (...) oddajesz władzę w ręce PiS") i w dziesiątku innych mniejszych miejscowości.

W Kazimierzy Wielkiej, mieście powiatowym w woj. świętokrzyskim, Komitet Wyborczy Porozumienie Samorządowe 2010 - z którego startuje obecny burmistrz Adam Bodzioch - pozwał do sądu kandydata Polskiego Stronnictwa Ludowego za to, że obecnych włodarzy miasta nazwał talibami. Sąd Okręgowy w Kielcach protest oddalił. Burmistrz nie wyklucza procesu cywilnego.

Wójt gminy Ełk Antoni Polkowski pozwał kontrkandydata, starostę Krzysztofa Piłata - ponoć ten zamieścił w swoich ulotkach nieprawdziwe informacje dotyczące gminy i jej władz. W Szczawnicy kandydat do fotela burmistrza Witold Zawadzki zarzuca konkurentom z komitetu Odnowa i Rozwój Szczawnicy, że na materiałach wyborczo-reklamowych nie umieścili informacji o źródle ich finansowania.

- Pozew sądowy to potężna broń. Pozytywna decyzja sądu może zaważyć na wyniku wyborów - mówi Eryk Mistewicz, specjalista od wizerunku. Ale w przypadku przegranej skarżący może się skompromitować w oczach wyborców: to byłby znak, że taka osoba jest awanturnikiem, a to najgorsza cecha każdego samorządowca.

Dlatego wielu kandydatów unika sądowej sali, odwołując się do werdyktu wyborców. Patryk Wild, startujący do fotela prezydenta Wałbrzycha, zaprezentował materiał filmowy, który demaskuje nieczyste zagrywki konkurencji: do sklepu jego kolegi z tej samej listy wchodzi mężczyzna i żąda, aby wywiesić plakat wyborczy konkurenta Wilda z listy Lewicy. - Jak się nie zgodzisz, masz prze...e - grozi. Lewica twierdzi, że to podła prowokacja.

Jarosław Olechowski

jaroslaw.olechowski@infor.pl

Jeżeli rozpowszechniane materiały wyborcze, a w szczególności plakaty, ulotki, hasła i wypowiedzi, lub inne formy agitacji prowadzonej w okresie kampanii wyborczej zawierają informacje nieprawdziwe, wymiar sprawiedliwości ma obowiązek rozpatrzyć sprawę w trybie przyspieszonym.

Aby jednak tak się stało, obrażony, a więc sam kandydat lub pełnomocnik wyborczy zainteresowanego komitetu wyborczego, ma prawo wnieść do sądu okręgowego wniosek o m.in.: zakaz rozpowszechniania takich informacji, przepadek materiałów wyborczych zawierających takie informacje, nakaz sprostowania lub nakaz przeproszenia osoby, której dobra osobiste naruszono. Sąd okręgowy rozpoznaje wniosek w ciągu 24 godzin, nawet w przypadku usprawiedliwionej nieobecności wnioskodawcy lub uczestnika postępowania. Od postanowienia sądu okręgowego w terminie 24 godzin od jego wydania można złożyć odwołanie do sądu apelacyjnego, który rozpozna je także w 24 godziny.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.