Jest demokracja, no to zwołamy referendum
Za niezbudowanie drogi, brak inwestycji, drogie przedszkola, likwidację szkoły. I arogancję w stosunku do obywateli. To tylko część argumentów mieszkańców, którzy chcą odwoływać lokalne władze
- Odwołanie władz lokalnych przed końcem kadencji to porażka demokracji. Mówienie, że to sukces, to rozumienie rodem z PRL, kiedy władza była narzucona, a państwo w odbiorze obywateli "nie było nasze" - twardo twierdzi prof. Jerzy Regulski, szef Funduszu Rozwoju Demokracji Lokalnej. Przypomina też o kosztach związanych z referendum, nie tylko tych wymiernych finansowych, lecz także tych wynikających z zaniechań w podejmowaniu decyzji. W czasie całej akcji referendalnej zarówno władze gminy, jak i urzędnicy boją się je wydawać, co prowadzi do naturalnego zahamowania rozwoju gminy.
Partie sondują
Najgłośniej jest obecnie o referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Mieszkańcy stolicy pójdą do urn 13 października. Czy pójdą, jednak nie do końca wiadomo. Zwolennicy i przeciwnicy pani prezydent wzajemnie oskarżają się z jednej strony o upolitycznienie sporu, a z drugiej o arogancję władzy, nieliczenie się z potrzebami mieszkańców bałagan i zastój w rozwoju Warszawy. W spór zaangażowali się zarówno premier, jak i prezydent kraju, popierając szefową stolicy i zachęcając do absencji w głosowaniu.
Im większe miasto, tym referenda bardziej polityczne. Do Elbląga przed rozstrzygnięciem sprawy odwołania prezydenta zjechali się najważniejsi politycy niemal wszystkich partii. Nikt nie ukrywa, że referenda w dużych jednostkach samorządu terytorialnego traktowane są jako sprawdzian sympatii politycznych.
Zbyt duże oczekiwania
W małych gminach powody, dla których mieszkańcy chcą odwołać wójta czy burmistrza, najczęściej mogą wydawać się banalne. Przykładem może być budowa chodnika nie w tym miejscu, które preferuje grupka mieszkańców. To samo może dotyczyć wyborów lokalnych inwestycji, np. biblioteki, punktu przedszkolnego, przystanka autobusowego.
- Najbardziej przykre jest to, że wielu mieszkańców ma postawy roszczeniowe. Chcieliby, żeby urząd zrobił wszystko i od razu. A najlepiej, żeby nawet urzędnicy wzięli miotły i przed domami posprzątali - mówi Jan Kafel, sekretarz gminy Rytro, w której 22 września odbędzie się referendum w sprawie odwołania wójta. Dodaje, że zwolennicy referendum nie rozumieją, że potrzeby są duże, pieniędzy mało i trzeba nimi racjonalnie gospodarować. - Czy nie lepiej, zamiast organizować referendum, postawić na wspólne rozwiązywanie sporów, działanie na rzecz rozwoju gminy. To byłoby bardzie racjonalne niż nawoływanie do pójścia do urn. Przecież i tak już za rok wybory samorządowe - mówi rozgoryczony sekretarz gminy Rytro.
W Trąbkach Wielkich zbierają podpisy
Ta pomorska gmina liczy ok. 10 tys. mieszkańców. Główny zarzut to sprzyjanie przez władze budowie elektrowni wiatrowych.
- Grupie inicjatywnej patronuje mieszkaniec związany ze stowarzyszeniem ekologicznym - mówi Krystyna Stębniewska z Urzędu Gminy w Trąbkach Wielkich. - No ale jest demokracja i nie ma co się na nią obrażać. Tylko że do tych wiatraków to droga jeszcze daleka. Będą możliwości odwołań, kolejne głosowania gminnych samorządowców.
Jak pokazuje statystyka dotycząca referendów w sprawie odwołania władz gminy, frekwencja jest mizerna, co skutkuje ich nieważnością.
- Ludzie nie idą, bo nie wierzą w skuteczność referendów. I koło się zamyka - mówi dr Sławomir Nurek, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. I dodaje, że jest to forma demokracji mało u nas jeszcze zadomowiona. - Może to kwestia czasu albo wyjaśniania obywatelom zasadności i skuteczności różnych bezpośrednich wyborów.
Doktor Nurek wskazuje inne korzyści płynące z referendów, nawet tych nieskutecznych.
- Jest sygnał dla urzędujących włodarzy, że mają na swoim terenie ludzi aktywnych, zainteresowanych sprawami gminy, bo tacy są zazwyczaj wnioskodawcy referendum. To cenni obywatele i może warto, by władza wsłuchała się w ich głos, uwzględniła pomysły, zagospodarowała ich w lokalnych strukturach - mówi Sławomir Nurek. - Nasze lokalne władze często są wyalienowane, nie mają tzw. społecznego słuchu. Referendum to forma monitoringu nastrojów i potrzeb w gminie.
Konieczne zmiany
W Kancelarii Prezydenta RP przygotowywane są zmiany ustawy samorządowej dotyczące m.in. referendów gminnych.
- Niepokojące jest to, że coraz mniej jest w Polsce referendów merytorycznych dotyczących kierunku rozwoju gminy, które są bardzo ważne i trzeba do nich zachęcać, a coraz więcej tych, które zmierzają do odwołania wójta czy burmistrza - mówi prof. Regulski. - Przeprowadziliśmy ankietę w dziesięciu gminach, gdzie odbywają się referenda odwoławcze. Tylko w jednym przypadku wnioskodawcy podali powód merytoryczny. W pozostałych respondenci mówili ogólnie o arogancji władzy.
WAŻNE
W Polsce jest coraz mniej referendów merytorycznych dotyczących kierunku rozwoju gminy, które są bardzo ważne i trzeba do nich zachęcać, a coraz więcej tych, które zmierzają do odwołania wójta czy burmistrza
Głosujemy dużo, choć nieskutecznie
W tej kadencji samorządu, do końca sierpnia tego roku, było 85 referendów, z tego 26 w sprawie odwołania zarówno wójta, jak i rady. Ważne, w których odwołano oba te organy, były cztery. W pozostałych 56, gdy była próba odwołania wójta (burmistrza i prezydenta miasta), ważnych było 6, i 3 w sprawie odwołania rady. Za każdym razem, gdy w obecnej kadencji referendum było ważne, czyli osiągnięto wymaganą frekwencje, było też skuteczne i organ był odwoływany.
W kadencji 1998-2002 były 182 referenda, w latach 2002-2006 w analogicznym okresie, czyli do września trzeciego roku kadencji, było 80 referendów, w latach 2006-2010 było 55 referendów. W jednym przypadku, prezydenta Sopotu, organ nie został odwołany, mimo wymaganej frekwencji - połowa zagłosowała za pozostawieniem prezydenta na stanowisku.
W tym roku będzie jeszcze co najmniej 11 referendów.
Źródło: Zespół Prawny i Organizacji Wyborów Krajowego Biura Wyborczego
Monika Gorecka-Czuryłło
TRZY PYTANIA
Polityka jest wszędzie
Czy to prawda, że im większe miasto, tym referenda o odwołaniu władz gminy są bardziej upolitycznione?
To nie do końca prawdziwa teza. Oczywiście głośna sprawa referendum w Warszawie czy poprzednia w Elblągu rzeczywiście wskazują, że zaangażowanie partii politycznych jest ogromne. Ale i mniejsze ośrodki są tego przykładem. Nawet jak informacje o referendach nie trafiają na pierwsze strony gazet, to lokalni działacze partyjni walczą między sobą. A potem, w zależności od wyniku, tzw. partyjne góry z jednej czy drugiej opcji politycznej ogłaszają zdobycie kolejnego przyczółka.
Ale przecież w małych gminach często nie ma partyjnych struktur...
Polityka dotyczy nie tylko wielkich partii. W małych ośrodkach ma ona inny wymiar. Tam walczą o swojego wójta lokalne stowarzyszenia, zorganizowane grupki mieszkańców, często niewielkie organizacje. To też jest polityka.
To upolitycznienie samorządowych referendów jest nieuchronne.
Tak, ale w szerokim rozumieniu tego pojęcia jako sporu różnych opcji, pomysłu na funkcjonowanie gminy. To przecież jest porównywalne z programami partyjnymi.
@RY1@i02/2013/176/i02.2013.176.08800090h.803.jpg@RY2@
Agnieszka Durska politolog SWPS
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu