Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Romeo i Julia w poprawczaku, czyli dwie ofiary i dwoje sprawców jednocześnie

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 17 minut

Wczesna inicjacja seksualna nie jest pożądana z punktu widzenia rozwoju psychofizycznego dzieci. Ale się zdarza i nie należy w takim przypadku wytaczać tak ciężkiej armaty jak kodeks karny

Dowiadując się z mediów o przypadkach seksualnego wykorzystywania dzieci (często mówi się wtedy o problemie pedofilii i przestępstwach o charakterze pedofilskim, chociaż nie jest to całkiem ścisłe, bo nie zawsze sprawcy takich przestępstw są pedofilami, tj. osobami o patologicznie ukierunkowanym popędzie seksualnym, ale to można uznać za nieszkodliwe uproszczenie, już zaakceptowane w języku potocznym), wielu z nas zastanawia się, co takiego się stało, że zjawisko to od pewnego czasu uważane jest za dużo poważniejsze zagrożenie, niż sądzono jeszcze 20 czy 30 lat temu. Odpowiednio do zmiany spojrzenia na ten problem nastąpiła i jest kontynuowana również radykalizacja działań praktycznych, m.in. przy tworzeniu przepisów karnych, które coraz szerzej zakreślają katalog przestępstw w tej sferze i są coraz bardziej surowe.

Większa wrażliwość

Zasadnicze pytanie, które musi sobie postawić każdy, kto chce zrozumieć przyczyny obecnej sytuacji, jest takie: czy zaszły jakieś negatywne zmiany w psychice, mentalności, a może wręcz zmiany organiczne u większej grupy ludzi, powodujące statystyczny wzrost tego typu przestępstw? Czy też po prostu staliśmy się bardziej wrażliwi na krzywdy wyrządzane dzieciom poprzez angażowanie ich w działania seksualne, a w konsekwencji poświęcamy też więcej uwagi tej problematyce, zarówno w sensie obserwacji rzeczywistości, jak i przy tworzeniu przepisów karnych?

Myślę, że raczej trafna jest ta ostatnia hipoteza. Trzeba tu jednocześnie zauważyć, że tego typu podejście zaobserwować można nie tylko w Polsce. Przeciwnie, ma ono charakter coraz bardziej globalny, a w każdym razie daje się bez wątpienia zauważyć w Europie, przede wszystkim w regulacjach prawnych tworzonych w ramach Rady Europy i Unii Europejskiej. Już 22 grudnia 2003 r. Rada Unii Europejskiej wydała obszerną decyzję ramową 2004/68/WSiSW dotyczącą zwalczania seksualnego wykorzystywania dzieci i pornografii dziecięcej ( Dz.U. U.E. L.13 ), która obecnie zastąpiona została dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady z 13grudnia 2011 r. w sprawie zwalczania niegodziwego traktowania w celach seksualnych i wykorzystywania seksualnego dzieci oraz pornografii dziecięcej (Dz.U. UE. L.335 ). Z kolei w ramach Rady Europy opracowano w 2007 r. konwencję o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych, zwaną w skrócie od miejsca jej uchwalenia konwencją z Lanzarote.

To, że generalnie słuszne jest zaostrzanie przepisów dotyczących przestępstw seksualnych przeciwko dzieciom nie oznacza, że powinniśmy na odnoszące się do tej problematyki przepisy karne, na ich interpretację i na propozycje nowych uregulowań prawnych w tej sferze patrzeć zupełnie bezkrytycznie. Dlatego nie podoba mi się fragment argumentacji użytej przez jednego z senatorów RP, wzywającego na swoim blogu do ratyfikacji Konwencji z Lanzarote i do zaostrzenia przepisów karnych, m.in. przez wprowadzenie do kodeksu karnego zasady, że przestępstwa seksualne przeciwko małoletnim nie ulegają przedawnieniu. Pisze on mianowicie: "Nie chciałbym stawiać tezy, że środowisko pedofilskie jest tak mocne w naszym kraju i blokuje proces oczekiwanych i pożądanych zmian w tym zakresie". Jest to - sformułowane może trochę zawile, ale jednak w sumie dość wyraźne - podejrzenie, że jeśli ktoś propozycji senatora nie akceptuje, to może po prostu jest pedofilem i chce chronić samego siebie przed odpowiedzialnością karną. A przecież każdy przepis karny powinien być najpierw przemyślany, następnie starannie formułowany, później zaś poddany rozsądnej interpretacji i krytycznej analizie na podstawie doświadczeń wynikających z jego stosowania w praktyce.

Obawy starszych panów

Posłużę się przykładem art. 200 k.k., który przewiduje karę od 2 do 12 lat pozbawienia wolności za, mówiąc w skrócie, uprawianie seksu z dzieckiem do lat 15. Ta granica wieku została ustalona już w kodeksie karnym z 1932 r. i przetrwała aż do czasów obecnych. Gdy pracowano nad projektem k.k. z 1932 r., proponowano początkowo, by wynosiła ona 17 lat. Ale wyśmiał ten pomysł w jednym z felietonów Tadeusz Boy-Żeleński, pisząc coś o starszych panach (miał na myśli szacowne grono profesorów zasiadających w komisji kodyfikacyjnej prawa karnego), którzy są trochę oderwani od rzeczywistości, bo każdy, kto przejdzie się po jakiejś wsi w letnią noc, mógłby uzbierać z tysiąc lat więzienia. Zapewne pod wpływem tej krytyki, ale pewnie też pod wpływem wzorów zaczerpniętych z innych ustawodawstw europejskich, zgodzono się na ustalenie granicy lat 15.

Przepis wydaje się obecnie, co do określenia wieku ofiary, bardzo klarowny, ale nie ma przepisów stuprocentowo jasnych i niebudzących wątpliwości. Napisałem kiedyś w podręczniku dla studentów, że art. 200 k.k. ma chronić dzieci przed nadużyciem seksualnym, nie jest więc przestępstwem z tego artykułu dobrowolny stosunek seksualny dwojga czternastolatków. Ku memu zaskoczeniu spotkałem się jednak z krytyką ze strony znanego profesora prawa karnego. Napisał on w komentarzu do kodeksu karnego, że w takiej sytuacji, jak podana w moim przykładzie, to, że obie strony nie ukończyły 15 lat, nie pozbawia zdarzenia cechy społecznej szkodliwości. A zatem, jego zdaniem, należy rozważyć odpowiedzialność obojga małoletnich na gruncie ustawy z 1982 r. o postępowaniu w sprawach nieletnich.

Krótko mówiąc, ów komentator uważał, że nie można wykluczyć zastosowania wobec nich środków wychowawczych, a może nawet umieszczenia w zakładzie poprawczym. Stąd tytuł tego felietonu, bo z analizy dramatu Williama Szekspira wynika, że Julia miała około 13 lat, a Romeo około 16, a może nawet mniej. Zapewne bardzo wczesna inicjacja seksualna nie jest pożądana z punktu widzenia rozwoju psychofizycznego dzieci. Ale się zdarza wcale nie tak rzadko, i nie należy, moim zdaniem, wytaczać tu tak ciężkiej armaty jak kodeks karny i ustawa o postępowaniu w sprawach nieletnich.

Wiek sprawcy, wiek ofiary

Nie twierdzę również, że 14-latek nie może nigdy być potraktowany jak sprawca przestępstwa seksualnego przeciwko dziecku. Na przykład gdyby dopuszczał się czynności seksualnych z dzieckiem 10-letnim. Ale dwoje 14-latków? Dwie ofiary i dwoje sprawców jednocześnie?

Zresztą w prawie karnym niektórych krajów znaleziono sposób rozwiązania tego problemu. W szwajcarskim kodeksie karnym istnieje przestępstwo (art. 187) polegające na podejmowaniu czynności seksualnych z dzieckiem do lat 16. Ale w ust. 2 tego artykułu pisze się, że czyn taki nie jest karalny, gdy różnica wieku między uczestnikami czynności nie przekracza 3 lat. W Stanach Zjednoczonych w opracowanym w 1962 r. wzorcowym kodeksie karnym (Model Penal Code), który wprawdzie nie jest żadnym prawdziwym kodeksem, a tylko dziełem naukowców z American Law Institute, na którym wzoruje się wiele ustawodawstw stanowych - proponuje się, by różnica wieku między sprawcą a ofiarą wynosiła co najmniej 4 lata. Może powinniśmy skorzystać z tych wzorców, a przynajmniej się nad tym zastanowić.

To, że generalnie słuszne jest zaostrzanie przepisów o przestępstwach seksualnych przeciwko dzieciom, nie oznacza, że na nowe propozycje uregulowań powinniśmy patrzeć zupełnie bezkrytycznie

@RY1@i02/2013/198/i02.2013.198.07000020a.803.jpg@RY2@

materiały prasowe

prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

prof. Lech Gardocki,

pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.