Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Prokurator wyjaśni krakowski spór

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Prokuratura szuka winnego zaniedbań, których efektem było przerwanie wału przeciwpowodziowego w Krakowie. Pod wodą znalazła się wtedy niemal cała ulica Nowohucka. Odpowiedzialnością za dziurę w wale przerzucali się wojewoda małopolski z prezydentem miasta.

Oficjalnie zawiadomienie w tej sprawie złożyli do prokuratury mieszkańcy ulicy Nowohuckiej. Pod doniesieniem podpisało się 100 osób, których majątek został zniszczony. - Śledztwo zostało wszczęte w sprawie sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób i mieniu w wielkich rozmiarach, w postaci zalania rejonu ulicy Nowohuckiej i niedopełnieniu tym samym obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych - wyjaśnia rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska.

Śledczy podejrzewają, że niedopełnienie obowiązków miało polegać na zaniechaniu monitorowania i zabezpieczania wałów przeciwpowodziowych, czego efektem było właśnie ich przerwanie. Wyrwa powstała w nocy z 18 na 19 maja przy basenie portu przy ul. Na Zakolu Wisły, miała długość dziesięciu metrów. Zalanych zostało kilka firm, ogródki działkowe, a także wojewódzka baza przeciwpowodziowa. Woda dostała się też na ul. Nowohucką, która została zamknięta. Po dramatycznej, kilkunastogodzinnej akcji z udziałem strażaków i żołnierzy udało się odbudować przerwany wał.

Po tym zdarzeniu wojewoda małopolski Stanisław Kracik zarzucił publicznie prezydentowi Krakowa Jackowi Majchrowskiemu poważne zaniedbania. Zapowiedział pilne rozliczenie władz miasta. Prezydent nie pozostał mu dłużny - szybko odparł, że "bardziej zajmuje się poziomem wody, a nie poziomem dyskusji".

To kolejne, drugie już, śledztwo w Małopolsce dotyczące domniemanych zaniedbań podczas majowej powodzi. Pod koniec czerwca krakowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wypuszczania wody ze zbiornika retencyjnego na rzece Rabie w Dobczycach. Zawiadomienie wysłał do prokuratury wójt gminy Bochnia Jerzy Lysy, według którego w wyniku spustów wody zalany został znaczny obszar jego gminy. - Jest bardzo dużo wątpliwości. Dlatego wystąpiłem o zbadanie dwóch kwestii: po pierwsze zasadności spustów wody w takiej ilości, które spowodowały, że Raba wyszła z koryta, oraz po drugie kwestii systemu informowania o zrzutach wody, bo straty byłyby mniejsze, gdybyśmy o nich wiedzieli - tłumaczy wójt.

Jak dodał, władze gminy mają też wątpliwości, czy zbiornik dobczycki był dobrze przygotowany na przyjęcie wody. Według samorządu wstępne straty w mieniu komunalnym i prywatnym wyniosły około 30 mln zł. Zalanych i podtopionych zostało około 1,5 tysiąca gospodarstw.

Robert Zieliński, pap

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.