Bohater kryzysu przed sądem
Societe Generale żąda od byłego maklera zwrotu 4,9 mld euro, które bank stracił na jego ryzykownych transakcjach
Przed sądem w Paryżu rozpoczął się wczoraj proces Jerome’a Kerviela. 33-letni dziś były makler ryzykownymi transakcjami o mało nie doprowadził do upadku francuskiego banku Societe Generale.
Ubrany w ciemny garnitur, białą koszulę i krawat w paski milczał i zachował kamienną twarz podczas odczytywania aktu oskarżenia. Kerviel, który w SG pracował od 2000 r., jest oskarżony o nadużycie zaufania, fałszerstwa i nieautoryzowane użycie bankowego systemu komputerowego, wskutek czego bank stracił 4,9 miliarda euro.
Bohater całej afery wcale się nie wypiera spekulacyjnych transakcji, ale twierdzi, że były one prowadzone za przyzwoleniem szefostwa, a on sam jest kozłem ofiarnym luk w systemie zabezpieczeń. Faktem jest, iż ryzykowne zabawy Kerviela trwały ponad dwa lata. W czwartym kwartale 2007 r. jego nieautoryzowane operacje przyniosły bankowi 1,4 mld euro zysku. Później, gdy karta się odwróciła, próbował ukryć straty fikcyjnymi zleceniami. Gdy w styczniu 2008 r. zostały one wykryte, bank miał otwarte pozycje na sumę 50 mld euro, co stanowiło 25 proc. jego wartości rynkowej. Na ich zamknięciu Societe Generale straciło 4,9 miliarda. Kilku szefów banku z prezesem Danielem Boutonem na czele, pożegnało się z pracą, choć poza Kervielem nikomu zarzutów karnych nie postawiono.
Swoją linię obrony Kerviel wyłożył jeszcze przed rozpoczęciem procesu w wydanej w maju książce "L’engrenage: memoires d’un trader" (Spirala. Wspomnienia maklera). "W wielkiej bankowej orgii maklerzy mają takie poważanie jak uliczna prostytutka. Są dobrzy, dopóki przynoszą dochody" - napisał. I podkreśla, że nie ryzykował dla własnego zarobku, lecz dla banku, któremu zresztą przez ostatnie lata poświęcał po 15 godzin dziennie.
Taka taktyka ma zresztą szanse powodzenia - przynajmniej w oczach opinii publicznej, która winą za kryzys obarcza banki, a samego Jerome’a "5 miliardów" Kerviela postrzega jako ludowego bohatera.
Sprawę Kerviela, która w styczniu 2008 r. zachwiała rynkami finansowymi, przyćmiły jeszcze w tym samym roku następne - upadek Lehman Brothers w USA i wykrycie finansowej piramidy Bernarda Madoffa - ale problem pozostał. Politycy do dziś mówią o potrzebie zaostrzenia procedur w sektorze bankowym, lecz jak na razie konkretnych rozwiązań nie ma.
Kervielowi grozi do pięciu lat więzienia i grzywna w wysokości do 375 tysięcy euro. Jak ujawnił gazecie "Le Journal du Dimanche" Jean Veil, prawnik Societe Generale, bank się będzie domagał zwrotu od swojego byłego maklera całej kwoty, czyli 4,9 miliarda euro, choć ma świadomość, że nie ma szans, by Kerviel kiedykolwiek ją spłacił. Zresztą nawet zarobienie na samą grzywnę zajmie mu sporo czasu. Obecnie pracuje jako konsultant do spraw bezpieczeństwa sieciowego w małej firmie na przedmieściach Paryża i zarabia niecałe 28 tysięcy euro rocznie.
@RY1@i02/2010/110/i02.2010.110.000.024a.001.jpg@RY2@
Fot.Reuters/Forum
"Byłem prostytutką na bankowej orgii" - napisał we wspomnieniach Jerome Kerviel
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu