Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Śmierć Olewnika bez daty

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W tym tygodniu ekshumowane zostaną zwłoki z grobu Krzysztofa Olewnika. O ile na pewno rozwieje to wątpliwości, czy to jego ciało, o tyle według biegłych nie ma już szans na ustalenie, kiedy naprawdę zginął.

Śledczy z gdańskiej prokuratury apelacyjnej liczyli, że przy okazji ekshumacji uda się potwierdzić datę śmierci syna przedsiębiorcy z Drobina. Jeden z wątków śledztwa zakłada, że porywacze nie udusili Krzysztofa Olewnika 5 września 2003 roku, czyli dwa lata po porwaniu. Mógł on zostać zamordowany rok wcześniej. A przez okres do lipca 2003 roku, gdy Olewnikowie przekazali 300 tys. euro okupu, przestępcy mamili rodzinę wcześniejszymi nagraniami ich syna.

Ale biegli, którzy wstępnie rozwiali z gdańskimi prokuratorami rozwiali nadzieje oskarżycieli: po tylu latach nie uda się już stwierdzić, kiedy nastąpił zgon. Prokuratorzy poproszą jednak o oficjalną opinię. Wszystko przez skandaliczne błędy popełnione w październiku 2006 roku. Wtedy w lesie koło Różana pod Warszawą Sławomir Kościuk wskazał prokuratorom z Olsztyna miejsce kaźni Krzysztofa. Ale prokuratorzy nie pobrali próbek gleby. Tylko badając ją, można było zweryfikować datę śmierci. - Obawiam się, że już nigdy nie będziemy mieli wiarygodnych informacji, kiedy tak naprawdę nastąpił zgon. I zostaniemy tylko przy wersji sprzedanej przez mordercę Krzysztofa - uważa Marek Biernacki z PO, szef komisji śledczej.

Sławomirowi Kościukowi uwierzyli w 2006 roku prokuratorzy z Olsztyna. Zbigniew Kozłowski, wówczas wiceszef tamtejszej prokuratury, zeznał przed komisją śledczą, że wysłał prokuratora prowadzącego śledztwo do rodziny Olewników z informacją o odnalezieniu Krzysztofa. Ale zrobił to, zanim przeprowadzono jakiekolwiek badanie, które potwierdziłoby, że Kościuk rzeczywiście wskazał jego zwłoki, a nie czyjeś inne.

Kozłowski wysłał prokuratora Piotra Jasińskiego w sobotę 28 października 2006 roku do Drobina, gdzie mieszkają Olewnikowie. A dopiero w niedzielę badanie DNA przeprowadzone przez olsztyńską policję potwierdziło, że to faktycznie szczątki Krzysztofa.

Teraz okazuje się, że to badanie mogło zostać sfałszowane pod tezę. Gdańscy oskarżyciele sprawdzają, czy prokuratorzy nie chcieli wywrzeć presji na Olewnikach, by ci uwierzyli, że to szczątki Krzysztofa. Tym bardziej że rodzinie nie pozwolono wziąć udziału w sekcji. - Wątpliwości prokuratury są bardzo pogłębione. To także zeznania wiarygodnych świadków. Olsztyńscy prokuratorzy ponoszą odpowiedzialność za te wszystkie nieprawidłowości. Jeżeli po ekshumacji się okaże, że w Płocku nie pochowano Krzysztofa, to rzeczywiście rację miał jeden z zabójców - Robert Pazik. W trakcie procesu odezwał się tylko raz i powiedział, że "to wszystko nie tak" - mówi Andrzej Dera z PiS, jeden z członków sejmowej komisji.

maciej.duda@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.