Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Grzywna królową kar

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Czy we współczesnej Polsce społeczeństwo osiągnęło stopień zamożności umożliwiający powszechne stosowanie kar majątkowych wobec sprawców przestępstw?

Mamy właśnie początek lipca, a więc za rok wejdzie w życie wielka nowelizacja kodeksu postępowania karnego (ustawa z 27 września 2013 r., Dz.U. z 2013 r., poz. 1247), która ma całkowicie zmienić model polskiego procesu karnego, nadając mu charakter kontradyktoryjny. Czy jego kształt będzie dokładnie taki, jaki nadano mu pierwotnie? Tego jeszcze nie wiemy, ponieważ w Sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy - kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 2393). Przewiduje zaś on zarówno zmiany w przepisach obowiązującego kodeksu postępowania karnego, jak i zmiany we wspomnianej ustawie nowelizującej. Tworzy to w sumie dość skomplikowaną sytuację, ale mamy przecież jeszcze rok na to, by stworzyć z tego jakąś spójną całość.

Ważniejsze jest oczywiście, czy ta całościowa zmiana będzie funkcjonować w sposób nadający się do społecznej akceptacji. Przedstawiałem już moje wątpliwości na ten temat (zob. "Jak na amerykańskim filmie", Prawnik nr 51 z 14 marca 2014 r. oraz "Eksperyment na ludziach", Prawnik nr 89 z 9 maja 2014 r.), nie będę więc ich powtarzał. Chciałbym się natomiast zająć proponowanym zmianom na polu prawa karnego, w szczególności zmianom w kodeksie karnym. Wspomniany wyżej projekt rządowy różni się w tym zakresie znacznie od projektu Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. Zrezygnowano w nim słusznie z proponowanych przez komisję rewolucyjnych zmian w części szczególnej, zwłaszcza tych regulujących kwestię aborcji i przestępstw gospodarczych. Skoncentrowano się natomiast na zmianach w części ogólnej, m.in. odnoszących się do kar, środków karnych i środków zabezpieczających.

Definicja występku...

Jeśli pozostawiono w tekście projektu pewne propozycje komisji kodyfikacyjnej, to nie zawsze chyba w sposób przemyślany i nieraz bez uwzględnienia wszystkich ich bliższych i dalszych konsekwencji. Przykładem może tu być propozycja zmiany definicji występku, zawartej w art. 7 par. 3 k.k. Przepis ten stwierdza w obecnym swym kształcie, że występkiem jest "czyn zabroniony zagrożony grzywną powyżej 30 stawek dziennych, karą ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności przekraczającą miesiąc". Twórcy kodeksu karnego z 1997 r. byli przekonani, że ta definicja wystarczy dla odróżnienia występków od wykroczeń. Nie przewidzieli jednak pewnej nonszalancji ustawodawcy, który, zamieszczając w różnych nowotworzonych ustawach przepisy karne, przewidywał w nich zagrożenie grzywną określoną nie przez wskazanie liczby stawek dziennych, lecz w sposób kwotowy. Często przy tym ustalano wysokość grożącej grzywny przez podanie kwoty wyższej niż maksymalna grzywna przewidziana za wykroczenie w kodeksie wykroczeń (5000 zł). Jednocześnie zaś przesądzano, że czyn jest wykroczeniem, wskazując, że postępowanie toczyć się ma w trybie kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

W będącym przedmiotem prac sejmowych projekcie nowelizacji kodeksu karnego postanowiono więc temu zaradzić przez zamieszczenie w art. 7 par. 3 nowej definicji, według której występkiem jest "czyn zabroniony zagrożony grzywną powyżej 30 stawek dziennych albo powyżej 5000 zł, karą ograniczenia wolności przekraczającą miesiąc albo karą pozbawienia wolności przekraczającą miesiąc".

Na pozór wygląda to na wyjaśnienie sytuacji, jednak przy bliższej analizie okazuje się, że stwarza to nowe problemy interpretacyjne. Pojawia się bowiem pytanie, jak traktować wspomniane przepisy pozakodeksowego prawa karnego, które przewidują za wykroczenie zagrożenie grzywną wyższą niż maksymalna grzywna wskazana w nowej definicji. Czy traktować je jako przepisy szczególne, które stanowią wyjątek od ogólnej zasady z art. 7 par. 3 kodeksu karnego?

...i wykroczenia

Gdyby tak było, to zmiana definicji występku nie miałaby praktycznego znaczenia. Należy więc zapewne przyjąć, że wykroczenia zagrożone grzywną wyższą niż 5000 zł staną się z mocy nowego art. 7 par. 3 występkami. To pociąga jednak za sobą nie tylko poważne konsekwencje procesowe, lecz także prawnomaterialne. Sprawca takiego czynu będzie przestępcą. Skazanie go musi być odnotowane w Rejestrze Karnym. Z drugiej strony nastąpiłaby zmiana zakresu penalizacji pewnych czynów. Wykroczenie może być bowiem popełnione umyślnie lub nieumyślnie, chyba że ustawa wyraźnie wymaga popełnienia umyślnego. Występek natomiast co do zasady może być popełniony tylko umyślnie, chyba że ustawa przewiduje także odpowiedzialność za popełnienie go nieumyślnie.

Co w tej sytuacji należałoby zrobić? Sądzę, że przede wszystkim konieczne jest przejrzenie wszystkich przepisów ustaw dodatkowych zawierających wykroczenia zagrożone grzywną wyższą niż 5000 zł i wyrobić sobie jasny pogląd, czy chcemy, żeby pozostały one wykroczeniami, czy też mają one stać się występkami. W pierwszym przypadku należy zagrożenie grzywną obniżyć, w drugim można je pozostawić bez zmian, skreślając jednocześnie przepis o trybie postępowania, wiadomo bowiem, że w sprawach o występki zastosowanie ma kodeks postępowania karnego.

"Uatrakcyjnianie" kar

Wróćmy jednak do zasadniczego wątku wskazanego w tytule tego felietonu. W projekcie zmian kodeksu karnego widać wyraźną tendencję do ograniczenia stosowania kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania, połączoną z jednoczesnym lansowaniem szerszego stosowania grzywny i kary ograniczenia wolności. Rozczarowanie praktyką stosowania warunkowego zawieszenia kary pozbawienia wolności wynika z tego, że sięga się po nie zbyt często (w ok. 60 proc. wyroków skazujących), zbyt często następuje też odwieszenie. W rezultacie niemal połowę odbywających karę pozbawienia wolności stanowią ci, którzy w założeniu mieli nie trafić do zakładu karnego. W projekcie ogranicza się więc stosowanie warunkowego zawieszenia do kary pozbawienia wolności orzeczonej w wymiarze nieprzekraczającym roku, a sprawca w czasie popełnienia przestępstwa nie był skazany na karę pozbawienia wolności (z zawieszeniem lub bez zawieszenia).

Zakłada się przy tym, że taka regulacja nie spowoduje częstszego orzekania przez sądy kary pozbawienia wolności bez zawieszenia, lecz skłoni je do szerszego stosowania kary ograniczenia wolności bądź grzywny. W tym celu w projekcie zawarto wiele przepisów "uatrakcyjniających" obie te kary. Kara ograniczenia wolności ma występować w kilku wariantach, przy czym niektóre z nich są dosyć łagodne, np. może polegać na obowiązku poddania się leczeniu odwykowemu lub powstrzymania się od przebywania w określonych środowiskach lub miejscach. Zatarcie skazania na grzywnę lub karę ograniczenia wolności następować ma z mocy prawa z upływem 6 miesięcy od wykonania lub darowania kary albo od przedawnienia jej wykonania. Ułatwić sądom karanie grzywną ma zawarta w projekcie propozycja uchylenia art. 58 par. 2 k.k. Przepis ten zakazuje orzekania grzywny, jeżeli sytuacja majątkowa sprawcy uzasadnia przekonanie, że jej nie zapłaci i nie będzie można jej ściągnąć w drodze egzekucji.

Taka zasada unikania nierealnych grzywien brzmi wprawdzie bardzo racjonalnie, ale w praktyce się nie sprawdza. Możliwości ustalania przez sąd rzeczywistej sytuacji majątkowej oskarżonego są bowiem ograniczone. Stąd częste nadużycia, polegające na tym, że nawet faktycznie zamożny sprawca może formalnie udowodnić, że żyje z niewielkiej renty, a elegancki samochód, którym jeździ, nie należy do niego. Podstawowe znaczenie ma tu jednak proponowany w projekcie art. 37a k.k. o następującym brzmieniu: "Jeżeli ustawa przewiduje zagrożenie karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat, można zamiast tej kary orzec grzywnę albo karę ograniczenia wolności". Przepis ten, jeśli wejdzie w życie, w istocie zasadniczo i bez jakichś szczególnych warunków zmieni zagrożenia karą za wiele poważnych przestępstw i chyba jednak jest to krok zbyt radykalny.

Generalnie odnoszę wrażenie, że projektodawcy stawiają na szerokie wymierzanie kary grzywny. Odpowiedniki naszej kary ograniczenia wolności w żadnym kraju nie są stosowane na masową skalę. Natomiast grzywna samoistna, po którą w Polsce sięga się w przypadku nieco ponad 20 proc. skazań wymierzana jest w wielu państwach zachodnioeuropejskich (np. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Belgii) kilkakrotnie częściej. I jest tak od dłuższego czasu. Pamiętam jak w latach 70. przyjechał na Uniwersytet Warszawski holenderski kryminolog prof. Louk Hulsman. Był on radykalnym abolicjonistą, przeciwnym istnieniu prawa karnego. Karanie ludzi uważał za coś złego i niepotrzebnego, co w przyszłości zostanie zaniechane. Za krok w tym kierunku uważał zaś powszechne stosowanie w Holandii kary grzywny. Słuchaliśmy go zafascynowani, ale gdy po wykładzie zapytałem go, co zrobić z tymi, którzy nie mają pieniędzy na zapłacenie grzywny, profesor z pogodnym uśmiechem odpowiedział: "Wie pan, ja żyję w kraju, w którym każdy coś tam ma".

Wykupienie się

I tu dochodzimy do sedna problemu. Czy we współczesnej Polsce społeczeństwo osiągnęło stopień zamożności umożliwiający jak najczęstsze posługiwanie się grzywną wobec sprawców przestępstw? Myślę, że w jakimś stopniu takie rozszerzenie jest możliwe, ale na pewno nie w takim, jaki obserwujemy w bogatych krajach zachodniej Europy. Innym problemem jest to, czy takie przestawienie polityki karania będzie zaakceptowane przez opinię publiczną, która w wielu przypadkach może sprzeciwiać się karaniu grzywną, uważając ją za wykupienie się od odpowiedzialności karnej. Musimy tu więc unikać rozwiązań zbyt radykalnych. Za takie uważam chociażby propozycję zatarcia skazania na grzywnę już po 6 miesiącach od jej wykonania. Oznacza to bowiem, że np. skazany za oszustwo na grzywnę, który uiści ją w maju, będzie mógł w grudniu powiedzieć: "Między nami nic nie było", i prawnie uchodzić za osobę nigdy nie karaną.

Możliwości ustalania przez sąd rzeczywistej sytuacji majątkowej oskarżonego są ograniczone. Stąd nawet zamożny sprawca może formalnie udowodnić, że żyje z niewielkiej renty, a elegancki samochód, którym jeździ, nie należy do niego

@RY1@i02/2014/133/i02.2014.133.070000200.803.jpg@RY2@

prof. Lech Gardocki pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

prof. Lech Gardocki

pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.