Doktorantka nie udowodniła plagiatu swojej promotorce
Szkolnictwo wyższe
Prokuratora Rejonowa w Łodzi umorzyła dochodzenie w sprawie przywłaszczenia pracy naukowej. Taki zarzut postawiła swojej promotorce doktorantka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (UMŁ).
- Moja żona nie wyraziła zgody na publikację artykułu naukowego, którego była autorem. Mimo to profesor przekazała go wydawnictwu i dopisała do niego nazwisko swojej córki - wskazuje Arkadiusz Jasek.
Wydawnictwo potwierdziło w oficjalnym piśmie, że na publikację nie było zgody wszystkich autorów, i wycofało tekst.
- To tylko jeden z wielu dowodów, że wyniki pracy badawczej mojej żony zostały wykorzystane wbrew jej woli - mówi Arkadiusz Jasek.
- Prokurator przeprowadził szczegółowe dochodzenie. Przesłuchał świadków, przejrzał e-maile i inne dokumenty. Wysłuchał obu stron - wskazuje Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Nie zdołał jednak zebrać materiałów na potwierdzenie którejś z wersji. Dlatego spór został rozstrzygnięty na korzyść oskarżonego promotora.
Naukowcy przyznają, że pod wynikami pracy badawczej prowadzonej przez doktorantów często są podpisywane inne osoby. Jednak rzadko protestują przeciwko takim sytuacjom.
- Boją się występować przeciwko swoim promotorom. Nie chcą po prostu mieć problemów w dalszej karierze naukowej - uważa Robert Kiliańczyk, doktorant ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
Dodaje, że trudno jest też udowodnić, że doktorant ma słuszność, zarzucając profesorowi kradzież praw autorskich.
- Te sprawy są niezwykle delikatne, ponieważ dotyczą ustaleń, które mogły ulegać zmianie w trakcie prowadzenia badań naukowych - przyznaje Marta Dendys, przewodnicząca Krajowej Reprezentacji Doktorantów.
Spory dotyczące praw autorskich najczęściej są wyjaśniane przez uczelnie we własnym zakresie. - W przypadku doktorantki z UMŁ konflikt był jednak tak zacięty, że uczelnia postanowiła sama go nie rozstrzygać i zgłosiła sprawę do prokuratury - mówi Marta Dendys.
Dodaje, że po postanowieniu łódzkiej prokuratury naukowcy, których wyniki pracy zostały bezprawnie wykorzystane przez promotorów, tym bardziej nie będą zgłaszać takich przypadków.
- Sprawy dotyczące kradzieży własności intelektualnej są trudne do udowodnienia. Często to słowo przeciwko słowu i brakuje twardych dowodów, tak jak w tym przypadku - uważa Robert Kiliańczyk.
Poszkodowana doktorantka odwołała się od postanowienia prokuratury.
Urszula Mirowska-Łoskot
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu