Taksówkarze (bez)prawnie ujęli kierowców Ubera. Teraz to nimi zajmuje się prokuratura
AKTUALNOŚCI
Niedawno taksówkarze z kilku miast, chcąc bronić własnego biznesu przed konkurencją w postaci amerykańskiej firmy parataksówkowej, chwytali "na gorącym uczynku" jej kierowców. Podstawą dla ich działania miała być instytucja ujęcia obywatelskiego. To pojęcie uregulowane przez art. 243 kodeksu postępowania karnego oraz art. 45 par. 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.
Zgodnie z nimi każdy ma prawo ująć osobę popełniającą przestępstwo lub wykroczenie i zatrzymać ją, do czasu przybycia policji. Warunki są dwa - obawa przed ukryciem się tej osoby lub niemożność ustalenia jej tożsamości.
Wydaje się to oczywiste, ale w praktyce nawet policjanci mają problem z interpretacją tego prawa. A prokuratura w Warszawie wszczęła właśnie śledztwo w sprawie nieuprawnionego ujęcia obywatelskiego dokonanego przez taksówkarzy.
Okazuje się bowiem, że wcale nie tak łatwo ustalić, kogo i za jakie działanie można obezwładnić oraz w jaki sposób to uczynić. W opisywanej sprawie trudno określić, czy kierowcy Ubera popełniali czyny zabronione. A według niektórych policjantów taksówkarze nadintepretowali przepis ujęcia obywatelskiego. Mogli przecież tylko spisać numery rejestracyjne pojazdów, a w aplikacji Ubera zdobyć zdjęcie i imię kierowcy. Te dane powinny trafić do jednostek zainteresowanych sprawą, czyli Inspektoratu Transportu Drogowego bądź policji.
Ujęcia obywatelskie zdarzają się również w innych, bardziej oczywistych okolicznościach. Przykładowo sklepikarz ma prawo powstrzymać złodzieja kradnącego towary.
Przedsiębiorca powinien jednak uważać, by nie przekroczyć granicy obrony koniecznej i nie zostać oskarżonym o pobicie lub pozbawienie wolności.
JAS
C3
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu