Nowym paragrafem w śledczych
Prokuratorów, którzy znajdą się w gronie podejrzanych o dopuszczenie do przecieku tajnych informacji ze śledztw, będzie można rozgryźć za pomocą wykrywacza kłamstw
Badanie wariografem, czyli swoisty test prawdomówności, polega na rejestrowaniu i analizie zmian emocjonalnych reakcji organizmu (np. pracy serca, oporu skóry i ciśnienia) na pytania dotyczące przestępstwa. Prawidłowość jego wyników to jednak kwestia bardzo kontrowersyjna. Sami specjaliści od poligrafów mówią, że ich precyzja sięga ponad 90 proc. Sceptycy twierdzą zaś, że w najlepszym wypadku można mówić o 70 proc. Natomiast zdaniem Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego nie ma w ogóle żadnych dowodów na to, że istnieje jakiś wzorzec reakcji psychofizycznych właściwych dla kłamstwa.
Bez przymusu
Choć sądy karne z dużym dystansem podchodzą do wyników badań poligraficznych, to w realiach procesowych nierzadko odwołują się do zajmujących się nimi biegłych. Dopuszczalność przeprowadzania takich testów w Polsce ostatecznie potwierdziła nowelizacja kodeksu postępowania karnego z 2003 r. (Dz.U. z 2003 r. nr 17, poz. 155). Natomiast pomysł wykorzystywania wariografów w postępowaniach dyscyplinarnych stanowi raczej novum. O tej możliwości jednoznacznie przesądzi nowy paragraf, który dodano właśnie do art. 154 prawa o prokuraturze (Dz.U. z 2016 r. poz. 178) przy okazji uchwalania ustawy o Sądzie Najwyższym. Zgodnie z wprowadzonym przepisem rzecznik dyscyplinarny będzie mógł zlecić biegłemu przebadanie poligrafem prokuratorów znajdujących się w kręgu osób podejrzewanych o upublicznienie informacji niejawnych zawartych w aktach śledztwa (chodzi o materiały objęte klauzulą "poufne", "tajne" lub "ściśle tajne").
Podstawowy warunek jest jednak taki, że śledczy mający dostęp do tajemnic postępowania karnego, które wyciekły np. do mediów, muszą wyrazić zgodę na przejście testu prawdomówności. I właśnie m.in. z tego powodu poligraf w sprawach dyscyplinarnych nie wzbudza niepokoju wśród ekspertów. Bardziej zastanawia ich, czy rzeczywiście jest potrzeba, żeby wprowadzać specjalny przepis.
Dowód pomocniczy
- Wyciek informacji z prokuratury to niewątpliwie poważna sprawa i badanie poligraficzne może być przydatne przy ustalaniu kręgu potencjalnych winnych. Jest to jednak kosztowne przedsięwzięcie, a sama metoda zawodna - uważa dr Piotr Kładoczny, karnista z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Co więcej wyniki badania wariograficznego w realiach procesowych nie stanowią żadnego dowodu. Jak podkreślił Sąd Najwyższy w postanowieniu z 2015 r. (sygn. I KZP 25/14), taki test nie daje podstaw do wyciągnięcia wniosków co do wiarygodności danej osoby, a już na pewno nie dostarcza miarodajnych materiałów świadczących o czyjejś winie. Ekspertyza wariograficzna może zatem posłużyć co najwyżej jako dowód pomocniczy, uzupełniający, który nie zastępuje dowodów samodzielnych.
Krok pod publiczkę
Dlatego obserwatorzy nie wykluczają, że dopuszczenie poligrafów w postępowaniach dyscyplinarnych ma też pierwiastek populistyczny. - Wydaje mi się, że jest to trochę działanie pod publiczkę. Można łatwo przekonywać społeczeństwo, że istnieją proste sposoby na zweryfikowanie, czy prokurator mówi prawdę, i jak wprowadzimy "wykrywacz kłamstw", to wszystko stanie się jasne. Opinia publiczna nie zna jednak mankamentów takiego badania i może nie wiedzieć, że urządzenie da się oszukać - zaznacza dr Kładoczny.
Bez względu na to sami prokuratorzy przyznają, że skuteczność ścigania osób odpowiedzialnych za wyciek informacji niejawnych jest faktycznie niewielka.
- W większości przypadków postępowania te kończą się niewykryciem sprawcy przestępstwa. Ujawnianie informacji z postępowania przygotowawczego było swego czasu dość poważnym problemem i pewnie takim pozostaje, skoro ktoś wpadł na pomysł regulacji dopuszczającej badania poligraficzne - mówi prok. Krzysztof Parchimowicz, szef stowarzyszenia Lex Super Omnia. - To może być regulacja o charakterze profilaktycznym, zniechęcającym do pewnych działań. Nie dostrzegam w niej zagrożenia dla gwarancji procesowych uczestników postępowania - dodaje oskarżyciel.
Pozostaje jednak pytanie, jak zareagują rzecznicy dyscyplinarni, jeśli prokurator będący w grupie osób podejrzewanych o dopuszczenie do wycieku informacji niejawnych nie zgodzi się poddać badaniu wariografem. - Organ prowadzący postępowanie dyscyplinarne może dojść do wniosku, że skoro odmawia, to jest ryzyko, że ma coś na sumieniu. Z drugiej strony prokuratorzy dość dobrze wiedzą, jak działa poligraf, więc nie sądzę, żeby przestraszyli się nowego przepisu - przekonuje dr Kładoczny.
@RY1@i02/2017/141/i02.2017.141.18300070b.801.jpg@RY2@
Poligraf, czyli wykrywacz kłamstw
Emilia Świętochowska
Etap legislacyjny
Ustawa przyjęta przez Sejm
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu