Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wywiad z naukowcem, który nigdy nie istniał

26 czerwca 2018

W materiałach promujących w internecie suplementy diety wykorzystuje się zdjęcia zagranicznych lekarzy, którzy nic o tym nie wiedzą. Trudno mówić o przestępstwie, ale o nieuczciwej konkurencji już jak najbardziej

 "Worki pod oczami? Zanieczyszczony organizm? To może być wina pasożytów" - głosi reklama suplementu diety. Po kliknięciu na nią otwiera się długi wywiad z "dr. Michałem Pietruszewskim, specjalistą medycyny", który roztacza apokaliptyczną wizję tego, co nam grozi ze strony pasożytów, po to by na końcu zarekomendować zażywanie środka, który ocali nam życie. Przy tekście zdjęcie mężczyzny w białym kitlu.

Jedna z naszych czytelniczek zadała sobie trud i sprawdziła, że zdjęcie nie przedstawia dr. Michała Pietruszewskiego, tylko prof. Didiera Pitteta, szwajcarskiego epidemiologa. Rzeczywiście ma coś wspólnego ze zwalczaniem pasożytów, gdyż z ramienia Światowej Organizacji Zdrowia kieruje programem higieny rąk w warunkach szpitalnych. Z samym suplementem nic go jednak oczywiście nie łączy.

Nie ma przestępstwa

Mamy do czynienia z wykorzystaniem bez zgody cudzego wizerunku, po to by nakłonić internautów do kupowania "cudownego" środka za sporą sumę. To zresztą niejedyny środek w ten sposób promowany, choć ten w sposób wyjątkowo skandaliczny, bo wykorzystujący zdjęcie prawdziwego autorytetu, a nie statystę przebranego za lekarza.

Bez wątpienia można mówić o swego rodzaju kradzieży tożsamości. Od 2011 r. mamy w polskim prawie karnym przepis, który uznaje to za przestępstwo. Chodzi o art. 190a par. 2 kodeksu karnego, zgodnie z którym za podszywanie się pod inną osobę poprzez wykorzystanie jej wizerunku lub innych danych osobowych grozi do trzech lat więzienia. Sprawca musi jednak działać w celu wyrządzenia jej szkody. A tę w opisanej sytuacji trudno byłoby wykazać. Osoba, która zamieściła zdjęcie szwajcarskiego naukowca, nie działała bowiem po to, by jemu wyrządzić krzywdę, tylko by zwiększyć sprzedaż suplementu. Podobną wykładnię możemy znaleźć w orzecznictwie polskich sądów. W jednej ze spraw rozstrzygał on o winie kobiety, która - by sprawdzić preferencje seksualne swego konkubenta - założyła fikcyjne konto w serwisie randkowym dla gejów. Posłużyła się przy tym zdjęciem przypadkowej osoby. Sąd uznał, że nie działała ona jednak z zamiarem wyrządzenia mu krzywdy. W uzasadnieniu podkreślono, że sprawca musi działać w zamiarze bezpośrednim kierunkowym. W grę nie wchodzi więc nawet zamiar ewentualny. Mężczyzna, którego zdjęciami się posłużono, był niejako przypadkową ofiarą (wyrok Sądu Rejonowego w Olsztynie z 21 lipca 2015 r., sygn. akt II K 497/15).

W grę raczej nie wchodzi więc odpowiedzialność karna. Cywilna (choćby o naruszenie dóbr osobistych) już jednak tak.

- Rozpowszechnianie wizerunku, zwłaszcza dla celów komercyjnych - a takim jest reklama - wymaga zezwolenia osoby przedstawionej na zdjęciu. Jeżeli zagraniczni lekarze nie udzielali takiej zgody polskiemu reklamodawcy, zwłaszcza gdy dochodzi do tego podpisywanie ich wizerunku nieprawdziwym imieniem i nazwiskiem, mogą domagać się od takiego reklamodawcy m.in. zaprzestania publikacji reklamy czy zapłaty zadośćuczynienia - wyjaśnia Michał Sałajczyk, adwokat w zespole prawa własności intelektualnej i ochrony danych osobowych Bird & Bird.

Nieuczciwe praktyki

Nawet jednak bez udziału osoby, której zdjęcie wykorzystała firma, może ona mieć kłopoty.

- W ostatnim czasie można zauważyć aktywność Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczynającego postępowania o naruszenie zbiorowych interesów konsumentów w związku z reklamami suplementów diety wprowadzającymi w błąd. Posługiwanie się w reklamie wizerunkiem fikcyjnego lekarza może zostać uznane właśnie za takie działanie. Analogiczny zarzut w przypadku produktów spożywczych może postawić inspekcja sanitarna - zauważa Tomasz Kaczyński, radca prawny w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Zapytaliśmy UOKiK, czy w opisanej przez nas praktyce dostrzega naruszenie przepisów. Niestety nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

W przeciwieństwie do leków regulacje dotyczące suplementów diety nie zakazują używania w reklamie wizerunku lekarzy. Tu jednak problemem nie jest samo zdjęcie mężczyzny w białym kitlu, tylko to, że wykorzystano je bez zgody.

- Reklamę, która ma formę wywiadu z nieistniejącą osobą albo wykorzystuje zdjęcie lekarza czy nawet zdjęcie modela, który nie ma nic wspólnego z praktyką lekarską, podpisane imieniem i nazwiskiem innego, fikcyjnego lekarza - można moim zdaniem uznać za wprowadzającą w błąd. Taka reklama stanowi czyn nieuczciwej konkurencji, a także tzw. nieuczciwą praktykę rynkową - uważa Michał Sałajczyk.

Branża suplementów diety próbuje poprzez autoregulacje ucywilizować ich reklamę. Cztery największe organizacje (Krajowa Rada Suplementów i Odżywek, Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty, Związek Producentów i Dystrybutorów "Suplementy Polska" oraz Polska Izba Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych) zrzeszające większość działających na polskim rynku producentów i dystrybutorów suplementów wypracowały pod koniec roku specjalny kodeks dobrych praktyk.

- Jego art. 6 mówi o zakazie upubliczniania wizerunku lekarza w reklamie suplementu diety. Kodeks ten stanowi jednak autoregulację i adresowany jest wyłącznie do podmiotów działających na rynku suplementów, którzy dobrowolnie do niego przystąpili - mówi Tomasz Kaczyński.

Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby przedstawionej na zdjęciu

@RY1@i02/2017/075/i02.2017.075.18300060b.801(c).jpg@RY2@

Coraz więcej spraw o podszywanie się w sieci

Sławomir Wikariak

slawomir.wikariak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.