Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo internetu i ochrony danych

Zmiany w służbach: nie ma już na co czekać

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Zmiana na stanowisku ministra spraw wewnętrznych prowokuje pytania o dalsze losy reformy służb specjalnych

W Sejmie trwają prace nad projektem ustaw o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu, które przenoszą nadzór nad tymi służbami z rąk premiera do MSW. Jednak w swoim exposé premier Ewa Kopacz nie wspomniała o reformowaniu służb. Wbrew dotychczasowym zwyczajom nie powierzyła też sprawowania w jej imieniu nadzoru nad nimi kierownikowi MSW, lecz szefowi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - Jackowi Cichockiemu. Czy to znaczy, że Platforma będzie chciała uniknąć zdecydowanych zmian w tym newralgicznym dla praw człowieka obszarze? Liczba niezałatwionych spraw zwiększa się od lat, a lipcowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący sięgania po billingi i inne dane telekomunikacyjne (sygn. akt K 23/11) przesądził sprawę. Pytanie więc brzmi nie "czy", tylko "jak" rząd, z nowo powołaną minister spraw wewnętrznych Teresą Piotrowską - która nigdy nie miała ze służbami do czynienia - zreformuje służby.

Poza kontrolą

Na rozwiązanie czeka problem przetwarzania przez służby danych osobowych. Obok kościołów i związków wyznaniowych - tylko tam nasze dane nie są w zasadzie chronione przez generalnego inspektora ochrony danych osobowych. Służby kontrolują się same. W związku z wyrokiem TK jedynie w CBA powołano instytucję pełnomocnika ds. ochrony danych osobowych, w innych służbach (np. ABW czy Służbie Kontrwywiadu Wojskowego) brakuje nawet takiego wewnętrznego nadzoru nad przetwarzaniem tych danych. Wciąż nie wykonana jest również sygnalizacja TK, który w 2010 r. zwrócił uwagę na nieprecyzyjne określenie kompetencji ABW, która zajmuje się m.in. wykrywaniem bliżej nieokreślonych przestępstw "godzących w podstawy ekonomiczne państwa". Rozwiązanie tych problemów zawiera znajdujący się w Sejmie projekt nowej ustawy o ABW. Choć ma on też fundamentalne wady - np. odebranie gwarancji ochrony prywatności osobom nieposiadającym polskiego obywatelstwa - w pewnym zakresie warto doprowadzić go do końca.

Najbardziej palący problem wiąże się jednak z retencją danych telekomunikacyjnych - billingów, danych o geolokalizacji czy o abonencie. Trybunał Konstytucyjny 30 lipca rozstrzygnął, że przepisy uprawniające policję, Straż Graniczną i służby do sięgania po takie dane naruszają konstytucję, bowiem nie przewidują zewnętrznej i niezależnej kontroli nad tymi działaniami. Zakwestionowane przepisy stracą moc obowiązującą w styczniu 2016 r. i ta data wyznacza horyzont czasowy reformy. Jeśli nie powstaną nowe przepisy, operatorzy wciąż będą zmuszeni gromadzić informacje na nasz temat, ale służby nie będą miały podstaw prawnych, by po nie sięgać.

Charty i trofea

Problem w tym, że nie wiadomo, jak ustawodawca ma zapewnić zgodność z ustawą zasadniczą dostępu organów ścigania do danych telekomunikacyjnych. Trybunał Konstytucyjny uchylił się od odpowiedzi na pytanie, w jakich sprawach dane telekomunikacyjne powinny być dostępne. Dziś są to bowiem nie tylko poważne przestępstwa, ale również np. hodowla bez zezwolenia chartów rasowych lub ich mieszańców czy wchodzenie w posiadanie bezprawnie pozyskanej tuszy i trofeów zwierząt łownych.

Wskazówki, jak zreformować dostęp do danych telekomunikacyjnych, można natomiast znaleźć w orzeczeniu innego trybunału - luksemburski Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w kwietniu uznał dyrektywę retencyjną, która stała się podstawą dla polskich przepisów, za niezgodną z Kartą Praw Podstawowych (sygn. akt C-293/12 oraz C-594/12). Zdaniem TSUE, o niezgodności dyrektywy z prawami człowieka przesądził brak uprzedniej kontroli sądu lub niezależnego organu administracyjnego, które pilnowałyby, aby udostępnianie i wykorzystywanie danych ograniczało się do przypadków, gdy jest to konieczne do realizacji zamierzonego celu. Co więcej, TSUE zwrócił uwagę, że inaczej należy traktować najprostsze dane o abonencie (imię i nazwisko, jak w książce telefonicznej), a inaczej np. dane o lokalizacji czy billingi, na podstawie których ustalić można dokładne położenie jednostki, jej zwyczaje i sieć kontaktów.

100 dni współpracy

Do wszystkich tych wyzwań rząd może podejść minimalistycznie i utworzyć niezależny organ, który wybiórczo kontrolować będzie sięganie po dane telekomunikacyjne. Jest już nawet gotowy (choć odłożony do ministerialnej zamrażarki) projekt ustawy o komisji kontroli służb specjalnych. Wybór takiego rozwiązania będzie jednak drogą na skróty i ucieczką od odpowiedzi na pytanie o inne rodzaje danych, po które sięgają służby. Co np. z danymi, które przetwarzają - coraz częściej w elektronicznej formie - na nasz temat prywatne przychodnie? A dane internetowe firm świadczących usługi drogą elektroniczną?

Związanego ze służbami od lat 90. Bartłomieja Sienkiewicza zastąpiła w MSW Teresa Piotrowska. Jej brak doświadczenia ze specsłużbami paradoksalnie mógłby być zaletą pozwalającą spojrzeć na temat z odpowiednim dystansem, bez uwikłania w dotychczasowe schematy. Jednak Piotrowska od służb się odżegnuje. Sprawowanie nadzoru nad służbami, ale też wnoszenie projektów aktów prawnych dotyczących specsłużb, Kopacz powierzyła Jackowi Cichockiemu - byłemu szefowi MSW, obecnie szefowi kancelarii premiera. Premier Kopacz zakończyła swoje exposé wezwaniem do 100 dni współpracy. Cichocki powinien wykorzystać ten czas na wypracowanie - we współpracy ze służbami, ale też przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego - propozycji kompleksowych zmian. Nie ma już na co czekać.

Wojciech Klicki

prawnik w Fundacji Panoptykon

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.