Dziennik Gazeta Prawana logo

Sieć modyfikuje prawo autorskie

29 czerwca 2018

GRZEGORZ LEŚNIEWSKI Można wyobrazić sobie dalsze spory co do tego, czy linkowanie w formie embedowania stanowi np. rozpowszechnianie, cytowanie czy przedruk. I czy nieprawidłowo zrealizowane - naruszy osobiste lub majątkowe prawa twórcy

Czwartkowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (sygn. akt C466/12) dotyczący linków wywołał duże poruszenie. Dlaczego jest on taki ważny?

Orzeczenie to w sposób bardzo wyraźny interpretuje pojęcie "publicznego udostępniania utworu" w rozumieniu prawa autorskiego w kontekście linkowania. Trybunał stanął na stanowisku, że odsyłanie do już opublikowanego w internecie utworu nie stanowi jego publicznego udostępniania, nawet jeżeli po kliknięciu na sporny link ukazuje się utwór stwarzając wrażenie, że jest wyświetlany ze strony, na której znajduje się ten link, podczas gdy w rzeczywistości pochodzi on z innej strony (embedowanie). Czysto ludzko, z punktu widzenia ochrony interesów twórców - może to zaskakiwać zwłaszcza w sytuacjach, gdy np. linkowanie generuje zysk linkującego.

Wyroki trybunału mają istotny wpływ na kreowanie linii orzeczniczej w państwach członkowskich UE - sądy krajowe często sięgają do ich uzasadnień czy tez, wydając własne rozstrzygnięcia. Dodatkowo, z uwagi na niedostosowanie prawa autorskiego do realiów internetu, każde orzeczenie pomagające łączyć pojęcia takie jak "link", "embedowanie", "streaming" etc. z przepisami wzbudza duże zainteresowanie.

Wyrok dotyczy utworów, które zostały legalnie rozpowszechnione. Czy można go rozciągnąć także na pirackie pliki? Mówiąc wprost - czy link do takich plików może naruszać prawa autorskie?

Wyrok trybunału opiera się między innymi na założeniu, że określony utwór, do którego następuje linkowanie, został wcześniej udostępniony przez uprawniony do tego podmiot publiczności, na którą składają się wszyscy internauci. Przez to linkowanie do takich plików nie oznacza udostępnienia go nowej publiczności (zakres potencjalnych odbiorców legalnie rozpowszechnionego utworu pozostaje taki sam). W przypadku linkowania do plików, które nie zostały udostępnione zgodnie z prawem, wyrok nie znajdzie zastosowania wprost. Ewentualnie można by argumentować, że wzmacnia on stanowisko, zgodnie z którym linkowanie jako takie nie stanowi publicznego udostępniania, co potencjalnie ogranicza katalog sytuacji, w których linkowanie do nielegalnych treści może być uznane za naruszające prawo autorskie. Ze względu jednak na występowanie w prawie autorskim innych, szerokich zakresowo pojęć (np. "rozpowszechnianie"), aby odpowiedzieć na to pytanie, nadal trzeba sięgać do dotychczasowej praktyki i sposobu interpretowania przepisów - a te nie są jednoznaczne ani w kontekście odpowiedzialności cywilnej, ani karnej, i nadal wywoują dyskusje.

Znam wyroki polskich sądów stwierdzające, że sam link może naruszać prawo autorskie. Czy orzeczenie TSUE powinno zmienić to podejście?

Chociaż wyrok wydaje się odpowiadać na tak postawione pytanie twierdząco - niekoniecznie. Prawo autorskie niestety nie jest łatwe do interpretowania w kontekście internetu. Chociaż trybunał na tym etapie ocenił, że linkowanie nie jest publicznym udostępnianiem, nadal można wyobrazić sobie spory co do tego, czy linkowanie w formie embedowania stanowi np. rozpowszechnianie, cytowanie czy przedruk i nieprawidłowo zrealizowane naruszy osobiste lub majątkowe prawa twórcy. Należy pamiętać, że trybunał nie wydawał ogólnego wyroku w konkretnej sprawie. Nie stwierdził, że postępowanie pozwanych w sprawie przed szwedzkim sądem było zgodne czy niezgodne z prawem, a jedynie odpowiedział na zadane teoretyczne pytanie dotyczące interpretacji bardzo konkretnego przepisu. Oznacza to, że trybunał nie oceniał postępowania polegającego na linkowaniu czy embedowaniu cudzych utworów w sieci z perspektywy innych ograniczeń, jakie mogą istnieć w związku z takim działaniem. Tym samym sądy krajowe nadal mają dużą swobodę w intepretowaniu podobnych sytuacji.

Jakie znaczenie ma ten wyrok dla e-biznesu, w tym również polskiego?

Potencjalnie sugeruje rozważanie szerszego wdrażania modeli biznesowych, które w sposób bardziej swobodny będą korzystać z treści już rozpowszechnionych w internecie, bez konieczności uzyskiwania odrębnej zgody twórców, a może nawet zapłaty wynagrodzenia. Takie korzystanie w określonych przypadkach potencjalnie będzie mogło być wizualnie bardziej zintegrowane z witryną wykorzystującą cudze utwory (embedowanie). Przy czym wszystkie nowe plany należy snuć bardzo ostrożnie, pamiętając, że wyrok nie rozwiewa wielu istniejących wątpliwości, wynikających nie tylko z prawa autorskiego.

Niedawno DGP opisywał wyrok stwierdzający, że sam link może naruszać dobra osobiste. Czy należy odróżnić tę kwestię od prawa autorskiego?

Zdecydowanie tak. Ochrona prawna wynikająca z przepisów dotyczących dóbr osobistych jest co do zasady konkurencyjna względem ochrony, jaka wynika z praw autorskich. Osoba, która broni się przed określonym działaniem czy żąda naprawienia skutków naruszenia jej interesów w związku z utworami, których jest autorem, w większości przypadków może opierać swoje roszczenia na wybranej przez siebie podstawie. Ochrona dóbr osobistych wynika z przepisów kodeksu cywilnego, który pozwala na szerokie jej stosowanie w zależności od kontekstu. Tak więc nawet jeśli przyjmiemy, że linkowanie w określonej sytuacji nie będzie naruszać praw autorskich twórcy, to może naruszać dobre osobiste jego albo osób trzecich. W takim przypadku osobie, której dobra osobiste naruszono, przysługuje wiele narzędzi - może żądać zaniechania bezprawnego działania, a także usunięcia skutków działania czy zaniechania, złożenia stosownego oświadczenia, zapłaty zadośćuczynienia lub odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny lub dochodzić odszkodowania na zasadach ogólnych (w tym celu będzie jednak musiała udowodnić, że faktycznie poniosła szkodę).

@RY1@i02/2014/032/i02.2014.032.18300070c.802.jpg@RY2@

FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Grzegorz Leśniewski, starszy konsultant w zespole prawa mediów elektronicznych Kancelarii Olesiński & Wspólnicy

Rozmawiał Sławomir Wikariak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.