Mali przymusowo kredytują wielkich
Jeżeli kontrahent po 30 dniach od dostarczenia towaru nie zapłaci, dostawcy należą się odsetki. Tyle że prawie żadna z dużych sieci tego przepisu nie przestrzega
Naczelną zasadą regulującą stosunki między przedsiębiorcami jest zasada swobody umów. Na nią składa się m.in. swoboda w kształtowaniu treści kontraktu. Tyle tylko że ustawodawca, zdając sobie sprawę, iż niektóre podmioty biorące udział w obrocie gospodarczym są niewspółmiernie silniejsze od swoich kontrahentów, uchwalił m.in. ustawę o terminach zapłaty w transakcjach handlowych (Dz.U. z 2013 r. poz. 403).
Długie terminy
Są w niej zapisane mechanizmy, które mają chronić słabszą stronę od praktyk polegających na nadmiernym wydłużaniu terminu zapłaty za dostarczone towary czy świadczone usługi.
- Ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych nie zabrania stosowania terminów płatności powyżej 30 dni. Ustawodawca przewidział jednak, że po 30 dniach od otrzymania towaru/faktury dostawcy należne są odsetki. Co istotne, z tych odsetek nie można zrezygnować. Art. 13 ustawy wprost zabrania takich czynności - tłumaczy Dustin Du Cane, radca prawny prowadzący kancelarię w Warszawie.
Tyle teoria. W praktyce jednak wygląda to zupełnie inaczej. Jak mówi nam jeden z producentów elektronarzędzi, który dostarcza towary do niemal wszystkich sklepów wielkopowierzchniowych oraz dyskontów, jego kontrahenci w ogóle nie biorą pod uwagę przepisów regulujących zasady płatności za dostarczone produkty.
- Podczas negocjacji kwestia ta nie jest w ogóle poruszana. Dopiero po ustaleniu szczegółów dotyczących samych produktów i zasad ich dostarczania otrzymujemy projekt umowy. I dowiadujemy się, jak długo będziemy musieli czekać na pieniądze. A możliwość renegocjacji takiego projektu to fikcja - opowiada przedsiębiorca.
Twierdzi, że żadna z sieci, z którą współpracuje lub współpracował w przeszłości, nie określa terminu płatności na 30 dni od daty dostarczenia towaru. - Co roku zresztą te terminy się wydłużają. Rekordzistą jest jedna z sieci budowlano-wnętrzarskich, która ustaliła termin płatności na 120 dni od dostarczenia towaru - opowiada przedsiębiorca.
Odsetki do wygrania
Teoretycznie więc w takiej sytuacji dostawcy należą się odsetki. Sieci handlowe jednak nie chcą nawet o tym słyszeć.
- Niektóre z nich wpisują do umów nieważne z mocy prawa postanowienia o zrzeczeniu się praw do odsetek. Najczęściej jednak stosują najprostszą i najgroźniejszą metodę wobec dostawców - ten, który domaga się odsetek, jest wykluczany z obiegu - opowiada mec. Du Cane.
Część przemilcza ten temat.
- Szokujące jest dla mnie, że klienci i ich księgowi najczęściej łapią się za głowę, gdy wyjaśniam im, że odsetki są należne po 30 dniach, niezależnie od terminów płatności. Dziwią się: "Jak to? Przecież taki termin jest w umowie!". Tłumaczę im wówczas, że w tej części umowa jest nieważna - mówi Dustin Du Cane.
Takie praktyki potwierdza nasz rozmówca, który od piętnastu lat współpracuje z wielkimi sieciami handlowymi.
- Kiedy próbowałem podnosić temat zaległych odsetek, to słyszałem, że powinienem zgłosić się do działu prawnego, który wyjaśni mi, jakie to będzie miało dla mnie konsekwencje. Dlatego też o należne mi pieniądze zwracam się dopiero po zerwaniu współpracy. Do tej pory wygrałem siedem spraw. Zasądzane kwoty oscylują w granicach 50-70 tys. zł - opowiada przedsiębiorca.
Mecenas Du Cane tłumaczy, że takie sprawy są bardzo proste pod względem prawnym. Zaznacza jednak, że wymagają ogromnego wkładu pracy prawnika. Pozew o zapłatę np. 50 tys. zł może bowiem wymagać złożenia w sądzie 10 tys. dokumentów.
Dlatego też radzi dostawcom: - Każdą fakturę wysyłamy za potwierdzeniem odbioru, a na potwierdzeniu odbioru wpisujemy numer faktury (faktur). Ułatwi to - ale nie zagwarantuje - otrzymanie nakazu zapłaty w sądzie.
Z pozycji siły
Jak tłumaczą prawnicy, sieci handlowe czują swoją przewagę nad słabszymi kontrahentami.
- To przejaw nadużywania pozycji rynkowej. Przyczyna jest prosta - dzięki temu odbiorcy mają darmowy kredyt u dostawcy. A dostawca w tym czasie musi zapłacić pracownikom, ZUS, VAT i PIT - podkreśla mec. Du Cane.
Postępowanie dużych sieci piętnuje również adwokat Andrzej Jakubiak, wykładowca w Katedrze Prawa Gospodarczego Uniwersytetu Łódzkiego.
- Tego typu praktyki są oczywiście niedopuszczalne z prawnego punktu widzenia. Problem stanowi po pierwsze to, że często drobni przedsiębiorcy wolą zrzec się tych uprawnień i mieć cokolwiek, niż korzystać ze swoich praw i stracić kluczowego kontrahenta. Drugim problemem jest to, że aby wyegzekwować swoje prawa, dostawca musi najpierw wygrać sprawę w sądzie. Bo choć sądy najczęściej w tego typu przypadkach stają po stronie pokrzywdzonych przedsiębiorców, to jednak w polskich warunkach uzyskanie takiego rozstrzygnięcia zajmuje bardzo wiele czasu - zaznacza mec. Jakubiec.
Dlatego też jego zdaniem prawo, mimo że w tym aspekcie jasne, nie daje wystarczającej ochrony dostawcom.
- Dopóki sądy będą takie sprawy rozpoznawać latami, a nie tygodniami, uprawnienia drobnych przedsiębiorców pozostaną niemalże fikcją - kwituje Andrzej Jakubiec.
Co na to same sieci handlowe? Żadna z tych, do których zwróciliśmy się z pytaniem, czy stosują opisane powyżej praktyki, nie odpowiedziała. Stanowiska nie udało nam się uzyskać również od Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, która zrzesza największe firmy detaliczne i dystrybucyjne (jej członkami są m.in. Auchan, Carrefour, Selgros).
- Niestety, osoba upoważniona do kontaktów z mediami (pan Maria Andrzej Faliński, dyrektor generalny) przebywa poza biurem, dlatego nie możemy podjąć się komentarza - usłyszeliśmy.
@RY1@i02/2014/188/i02.2014.188.18300060a.101.gif@RY2@
Zasady regulowania należności za dostarczone towary lub usługi
Małgorzata Kryszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu