Merkel uratowała Opla wbrew UE
Belgowie zarzucają Angeli Merkel pogwałcenie unijnych zasad konkurencji przy wspieraniu sprzedaży Opla kanadyjskiemu producentowi części samochodowych Magna i rosyjskiemu Sbierbankowi. Jeśli zarzuty się potwierdzą, Opel będzie musiał zwrócić pomoc państwa, co w praktyce oznacza jego bankructwo.
Na dwa tygodnie przed wyborami do Bundestagu, by nie tracić poparcia, kanclerz miała doprowadzić do transakcji w zamian za obietnicę, że redukcje zatrudnienia obejmą tylko te fabryki, które znajdują się poza terytorium Niemiec.
Sprawę nagłośnili Belgowie, bo jedną z pierwszych likwidowanych filii Opla stanie się fabryka w Antwerpii, gdzie dziś pracuje prawie 6 tys. osób. Podobny los może spotkać hiszpańską Saragossę i brytyjskie Luton.
- Chcemy, aby Komisja Europejska sprawdziła, na jakich warunkach Niemcy udzieliły pomocy państwa Magnie - zapowiedział w sobotę belgijski minister finansów Didier Reynders.
Chodzi o gigantyczne środki. Angela Merkel uruchomiła dla nowego właściciela Opla aż 4,5 mld euro gwarancji rządowych. Zrezygnowała także z żądania zwrotu przeszło 1,5 mld euro doraźnej pomocy, wypłaconej kilka miesięcy temu przez Berlin Oplowi, gdy bankructwo ogłosił ówczesny właściciel firmy General Motors. Pomoc miała być jednak uzależniona od obietnicy Magny, że maksymalnie oszczędzi w planie restrukturyzacyjnym niemieckie fabryki koncernu, choć wcale nie należą one do najbardziej wydajnych.
Belgowie nie mają złudzeń: taka polityka jest sprzeczna z fundamentalnymi regułami unijnego wspólnego rynku, gdzie każde przedsiębiorstwo - przynajmniej w teorii - powinno mieć równe warunki działania.
Co na to Komisja Europejska? - Pomoc państwa nie może być powiązana z innymi niż rachunek ekonomiczny warunkami, takimi jak lokalizacja inwestycji i plany restrukturyzacji. Jeżeli zasady zostały złamane, natychmiast podejmę stosowne działania - powiedziała belgijskiemu dziennikowi "De Tijd" komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes.
- Jeśli okaże się, że pomoc udzielona przez niemieckie państwo była sprzeczna z regułami europejskimi, będziemy żądali jej zwrotu - dodaje w rozmowie z nami Jonathan Todd, rzecznik komisarz Kroes. - Dokładne informacje od Niemców mamy otrzymać w ciągu 2 - 3 tygodni - dodaje.
- Sprawa Opla będzie testem, czy reguły w UE są równe dla wszystkich - mówi nam Karel Lannoo z Centrum Studiów nad Polityką Europejską (CEPS). - Na razie trudno ocenić, w którą stronę pójdą działania Brukseli. Można się obawiać, że naciski Berlina na władze Unii okażą się skuteczne - dodaje.
Nad Renem mnożą się wątpliwości, czy w przyszłości niemieccy podatnicy nie zapłacą grubych miliardów za podtrzymywanie na kroplówce koncernu, który tak naprawdę potrzebował głębokiej restrukturyzacji.
- tyle dostanie od rządu w Berlinie nowy właściciel Opla, jeśli nie zamknie niemieckich fabryk koncernu
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu