Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy budżet dopłaci do suplementów diety

28 czerwca 2018

Komisja Europejska zarzuca nam ograniczanie dostępu do rynku producentom witamin. Grozi Trybunałem Sprawiedliwości

Zarzuty Komisji Europejskiej dotyczą procedury importu i wprowadzania do sprzedaży na terenie Polski suplementów żywieniowych, czyli dodatków do codziennej diety, które sprzedawane są bez recepty i mają poprawiać nasze zdrowie, samopoczucie, kondycję czy potencję.

Nasze prawo zobowiązuje producentów takich produktów do informowania o zamiarze ich sprzedaży Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Jeśli skład któregoś produktu budzi wątpliwości GIS, to producent proszony jest o przedstawienie zaświadczenia, że towar spełnia kryteria żywności, a nie jest np. lekiem. Takie zaświadczenie można uzyskać w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych lub w jednostce zajmującej się badaniami w tym zakresie, np. w Instytucie Żywności i Żywienia. Oczywiście za badanie producent musi zapłacić. I właśnie to wypomina nam Komisja Europejska. Jej zdaniem ewentualna konieczność wykonania takich badań i ich koszty powinny leżeć po stronie państwa, a nie producenta. Bruksela żąda, abyśmy zmienili niekorzystne z punktu widzenia producentów suplementów przepisy do końca kwietnia. A jeżeli nie, to grozi nam postawieniem przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości.

GIS ma zastrzeżenia do składu ok. 20 proc. spośród 3 tys. produktów, jakie co roku zgłaszają mu producenci suplementów. - Wysuwamy je zwłaszcza w przypadku produktów pogranicza, czyli substancji, które do niedawna były zarejestrowane jako leki, ze wszystkimi tego konsekwencjami, tj. miały przeciwwskazania, efekty uboczne, działania niepożądane - tłumaczy Jarosław Bodnar, rzecznik prasowy GIS. Dodaje, że dotyczy to przede wszystkim substancji pochodzenia ziołowego.

W przypadku takich podejrzanych suplementów producent lub importer występuje o opinię z URPL, że jego produkt nie ma właściwości produktu leczniczego. Taka opinia, którą wystawia komisja ds. produktów z pogranicza, kosztuje 2,7 tys. zł, ale ostateczna decyzja odnośnie do kwalifikacji produktu i tak należy do GIS.

Bruksela uważa, że te procedury blokują swobodę przepływu towarów wewnątrz Unii oraz są niezgodne z unijnym prawem w tym zakresie, które zakłada, że produkt wyprodukowany lub wprowadzony do obrotu w jednym państwie członkowskim, z automatu powinien zostać uznany za bezpieczny także w pozostałych 26 państwach. GIS zapewnia, że jest w trakcie "wyjaśniania sprawy z Brukselą".

Inspektorat niedługo zaproponuje nowelizację ustawy o bezpieczeństwie żywności, która usunie zarzuty Komisji, ale nie zostawi konsumentów bez ochrony. Proponuje, aby producent za powiadomienie GIS uiszczał opłatę podobną do tej, jaką uiszcza się w innych krajach Unii, czyli kilkaset euro. Z tych pieniędzy inspektorat mógłby finansować badania, jeśli zaszłaby taka potrzeba, a ona w odniesieniu do suplementów wciąż istnieje. - W ubiegłym roku w ramach wyrywkowej kontroli sprawdziliśmy suplementy wspomagające odchudzanie i potencję. W efekcie kilka specyfików trzeba było wycofać z rynku, bo były zanieczyszczone lekiem - mówi Bodnar. Inspektorat ma również bardzo często zastrzeżenia do treści etykiet, które podają skład produktu nie zawsze zgodny z rzeczywistością.

@RY1@i02/2013/049/i02.2013.049.00000030b.802.jpg@RY2@

Ile Polacy wydają na leki bez recepty

Jakub Kapiszewski

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.