Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Bruksela znów kładzie rękę na papierosach. Elektronicznych

30 czerwca 2018

Unijna dyrektywa spowolni rozwój szybko rosnącego dziś rynku

Nowy projekt dyrektywy tytoniowej przewiduje wprowadzenie restrykcyjnego prawa uderzającego w producentów e-papierosów. Wciąż nie zbadano bowiem w pełni wpływu tego produktu na ludzkie zdrowie.

Obecnie w tym zakresie panuje wolnoamerykanka: każde państwo członkowskie prowadzi inną politykę, Polska zaś należy do tych krajów, które nie mają żadnych regulacji. Unijne przepisy miałyby wprowadzić jasne zasady produkcji i sprzedaży elektronicznego dymka. W zależności od zawartości nikotyny e-papieros uzyskiwałby status albo produktu leczniczego, albo zwykłego papierosa. Te zawierające nikotynę w dawce niższej niż 4 mg/ml mogłyby być swobodnie wprowadzane do obrotu, zaopatrzone jedynie w ostrzeżenia zdrowotne. W razie przekroczenia progu na sprzedaż e-papierosów trzeba będzie uzyskać takie samo zezwolenie jak na handel produktami leczniczymi, np. służącymi do nikotynowej terapii zastępczej.

Jak tłumaczy w rozmowie z DGP przedstawiciel Komisji Europejskiej, nowe przepisy mają chronić konsumentów i wprowadzić przejrzyste reguły co do reklamy produktów. - Nawet jeśli e-papierosy nie są tak szkodliwe jak normalne, to powinny być kontrolowane, bowiem zawierają substancje, które są uzależniające i mogą być wprowadzeniem do palenia normalnych papierosów - mówi nam z kolei Łukasz Balwicki z Polskiego Towarzystwa Programów Zdrowotnych.

Obecną lukę prawną wykorzystują dziś nawet uczniowie. Nauczyciele skarżą się, że młodzi coraz częściej palą e-papierosy w szkołach i nikt im tego nie może zakazać, bo nie ma ku temu podstaw prawnych. Nie istnieją również ograniczenia w sprzedaży elektronicznych papierosów. Duża część handlu nimi odbywa się przez internet.

Tymczasem ich wpływ na zdrowie nie jest jeszcze znany. Z badań przeprowadzonych przez dr. Macieja Goniewicza z brytyjskiego Queen Mary University of London wynika, że dawki nikotyny pobierane przez użytkowników e-papierosów nie są wyższe niż dawki wdychane z dymem papierosów konwencjonalnych. Co więcej, ilość substancji toksycznych w porównaniu z papierosami jest znikoma. Jednak w badaniach wyszło też, że producenci nie zawsze uczciwie podają zawartość substancji znajdujących się w tego typu produktach.

Gdyby Komisja Europejska przyjęła dyrektywę, mogłoby to oznaczać, że szybko rozwijający się rynek e-papierosów zostałby przyhamowany. Wśród ich producentów dominują małe i średnie firmy, których nie będzie stać na poniesienie dodatkowych kosztów związanych z uzyskiwaniem zezwoleń na sprzedaż i wprowadzeniem ostrzeżeń zdrowotnych.

Obecnie rynek e-papierosów szybko rośnie, w przeciwieństwie do tradycyjnego. Ten ostatni w 2012 r. skurczył się o prawie 8 proc. Sprzedawcy papierosów elektronicznych deklarują natomiast 10-, 20-proc. wzrosty sprzedaży swoich wyrobów. Research and Markets szacuje wielkość światowego rynku e-papierosów na 400 mln dol. Do 2015 r. ma on wzrosnąć pięciokrotnie. Z kolei Euromonitor International utrzymuje, że wartość rynku już dziś przekroczyła 2 mld dol.

Skąd te rozbieżności? - Rynek podlega dużym wahaniom, część klientów po pewnym czasie rezygnuje z korzystania z e-papierosów. Dlatego niezwykle trudno jest ustalić faktyczny przyrost w liczbie użytkowników - tłumaczy nam przedstawiciel sklepu E-Smoke z Limanowej, dystrybutor produktów Volish, Mild i Provouge.

@RY1@i02/2013/003/i02.2013.003.00000030h.802.jpg@RY2@

Klara Klinger

Patrycja Otto

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.