Dziennik Gazeta Prawana logo

W Polsce ryzyko walutowe przenoszono na kredytobiorcę

22 września 2015

Barbara Garlacz Jeśli Trybunał Sprawiedliwości UE uzna, że umowa kredytu denominowanego nie stanowi instrumentu finansowego, to jeszcze nie oznacza to, że tego typu umowy są ważne

W zeszłym tygodniu rzecznik generalny TSUE uznał, że kredytów denominowanych w walucie obcej nie można traktować jak instrumentów finansowych (sygn. akt C-312/14). Pani do tej opinii ma uwagi. Dlaczego?

Już samo słowo wstępne do tej opinii jest wewnętrznie sprzeczne: z jednej strony rzecznik sugeruje odmowę udzielenia odpowiedzi na pytanie z uwagi na niewystarczająco precyzyjne opisanie stanu faktycznego i prawnego sprawy zawisłej przed sądem węgierskim, a z drugiej stwierdza, że sprawa dotyka ważnego społecznie i ekonomicznie problemu w państwach członkowskich. W kolejnych akapitach przytacza sprawę Kásler and Káslerné Rábai (C 26/13), którą trybunał się zajmował i która dotyczyła tego rodzaju umów, zatem detale funkcjonowania tego typu kredytów są znane trybunałowi.

Pani zdaniem sąd węgierski zrobił wszystko, co należało?

Rzecznik wytknął sądowi węgierskiemu, że nie wskazał konkretnych zapisów umowy ani nie wskazał, w jakiej walucie denominowany jest kredyt, ani też dlaczego strony znalazły się w sporze sądowym. Tymczasem sąd węgierski opisał mechanizm przewidziany umową i zapytał TSUE, czy ten mechanizm stanowi instrument finansowy pod dyrektywą MiFID. To, w jakiej walucie jest denominowany kredyt i z jakiego powodu doszło do sporu sądowego, ma znaczenie drugorzędne, skoro oceniana jest treść umowy i mechanizmu w nią wbudowanego.

Czy opinia rzecznika może mieć znaczenie dla polskich kredytobiorców?

Rzecznik wyraźnie dwukrotnie wskazał, że kredyty denominowane pozwoliły na przeniesienie ryzyka walutowego na kredytobiorcę, co może mieć istotne znaczenie dla oceny umów kredytowych z punktu widzenia prawa polskiego, tj. zasady ekwiwalentności z 487 par. 2 kodeksu cywilnego. Zgodnie z nią umowa już u podstaw powinna być ukształtowana w sposób zapewniający równowagę. A w razie braku jej zapewnienia jest nieważna.

Na czym rzecznik TSUE oparł tezę, że umowa o kredyt denominowany nie jest instrumentem finansowym?

Rzecznik wskazał, że głównym argumentem odmawiającym takiej umowie cech instrumentu finansowego jest to, że raty kapitałowo-odsetkowe są spłacane według bieżącego kursu, a nie ustalonego na przyszłość przy podpisywaniu umowy kredytowej.

Zgadza się pani z tym?

Wydaje się, że rzecznik pominął dwie kluczowe kwestie. Po pierwsze, nie wziął pod uwagę tego, że raty kapitałowo-odsetkowe kredytu denominowanego nie są spłacane po niezależnym kursie bieżącym, ale po kursie, który ustalają banki. Co więcej, to prawo do ustalenia przyszłego kursu do spłaty rat zostało przekazane w umowach kredytowych bankom, a jednocześnie - jak wskazał w jednym z orzeczeń polski sąd ochrony konkurencji i konsumentów - nie zostało niczym ograniczone. W konsekwencji co prawda strony takiej umowy na początku nie uzgodniły, po jakim kursie sprzedaży będą spłacane raty kapitałowo-odsetkowe, jak ma to miejsce w przypadku typowego kontraktu forward, będącego instrumentem finansowym, ale uprawnienie do określenia tego kursu zostało przeniesione na bank i w istocie jest przez bank wykonywane.

A drugi błąd rzecznika?

Rzecznik zrównał mechanizm denominacji kredytu z kontraktem typu forward, pomijając to, że dyrektywa MiFID, definiując pojęcie instrumentu finansowego, nie ogranicza go do kontraktów typu forward. Za instrumenty finansowe uznaje "inne kontrakty na instrumenty pochodne odnoszące się do instrumentów dewizowych". Wynika to z tego, że rodzaje instrumentów finansowych są kształtowane przez praktykę i trudno mówić o ich zamkniętym katalogu, a raczej należy za nie uznawać konstrukcje prawne, które wykazują pewne cechy wspólne, właściwe dla instrumentów finansowych, np. oparcie na walucie.

Czy ta opinia rzecznika ma duże znaczenie dla polskich frankowiczów?

Należy zwrócić uwagę na to, że ta sprawa, w której wydano opinię, nie dotyczy kredytu indeksowanego, lecz denominowanego oraz że odnośne przepisy prawa węgierskiego są inne niż polskie. Podczas gdy prawo węgierskie, którego zapisy są bardziej ogólne, pozwoliło tamtejszemu sądowi na uznanie, że doszło do udzielenia kredytu walutowego, to prawo polskie wyraźnie stanowi, że przez umowę kredytu kredytodawca zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z tej oddanej do dyspozycji kwoty. W większości przypadków w Polsce kwotami tymi były środki w PLN.

Co z tego wynika?

Węgierski sąd dążył do ustalenia, czy umowa o kredyt denominowany ma cechy instrumentu finansowego i jeśli tak, to wyciągnąłby z tego konsekwencje prawne wynikające z prawa węgierskiego. W ocenie, której będą musiały dokonać sądy polskie, będzie chodziło nie tyle o samo ustalenie, czy jest to instrument finansowy, ale przede wszystkim o to, czy tego typu mechanizm denominacji czy klauzula indeksacyjna jest zgodna z celem/naturą kredytu. Uznanie przez TSUE, że umowa kredytu denominowanego stanowi instrument finansowy, ułatwiłoby sądom polskim tę ocenę i zdjęło z nich odpowiedzialność za uznanie, że tego typu umowy są sprzeczne z celem umowy kredytu. Jeśli natomiast TSUE uzna, że umowa kredytu denominowanego nie stanowi instrumentu finansowego, to nie oznacza to automatycznie, że tego typu umowy są ważne. Sądy polskie nadal będą musiały ocenić, czy tego typu klauzule indeksacyjne/denominacji, nie będąc instrumentami finansowymi, mieszczą się w definicji kredytu, czy też wypaczają jego naturę.

Prowadzi pani sprawy frankowiczów, w których próbuje dowieść, że od początku nie było żadnych kredytów we frankach. Na jakim etapie są obecnie te postępowania?

Złożyliśmy wezwanie do banku PKO BP SA w sprawie renegocjowania umów kredytów denominowanych w CHF. Oczekujemy na odpowiedź co do podjęcia negocjacji. Nie wyobrażam sobie, aby mógł zignorować tak dużą liczbę klientów, zwłaszcza że jest to bank z udziałem Skarbu Państwa. Ale pierwsza rozprawa w jednej z najbardziej zaawansowanych spraw odbędzie się 26 października o godz. 9.00 w sali nr 305 w Sądzie Okręgowym w Warszawie przeciwko Bankowi Millennium SA. Tu klient wyraził zgodę na ujawnienie tajemnicy bankowej. W ciągu dwóch najbliższych tygodni złożymy też pozwy kolejnych klientów. W sprawach indywidualnych podnosimy nie tylko abuzywność klauzuli indeksacyjnej, ale przede wszystkim jej nieważność. ©?

@RY1@i02/2015/184/i02.2015.184.18300060b.802.jpg@RY2@

fot. mat. prasowe

Barbara Garlacz, radca prawny z kancelarii Hervest Legal House

Rozmawiała Małgorzata Kryszkiewicz

Całość czytaj na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.