Kancelarie nie lubią spraw w sądach
Zawarcie ugody oznacza zrzeczenie się dalszych roszczeń w przyszłości i tylko w wyjątkowych przypadkach można ją podważyć, przy czym jest to proces bardzo trudny, a często wręcz niewykonalny. Oznacza to, że jeśli teraz poszkodowani zgodzą się na określoną kwotę np. 40 tys. zł, a późniejsza praktyka sądowa pokaże, że w podobnych wypadkach sądy orzekają ponad 100 tys. zł zadośćuczynienia, to nie będzie można już wnosić do towarzystwa o jakiekolwiek dopłaty.
Każda tego typu sprawa jest inna i każdorazowo sąd będzie rozstrzygał o wysokości zadośćuczynienia w zależności od rozmiarów bólu i cierpienia. Na przykład zadośćuczynienie w przypadku śmierci matki dla dziecka trudno wycenić w pieniądzu, bo strata jest dramatyczna, więc sądy mogą orzekać tu wyjątkowo wysokie kwoty.
Dlatego, że im się to nie zawsze opłaca. Taka sprawa może ciągnąć się nawet kilka lat, nie wiadomo, jakie kwoty będą wypłacane, a kancelaria musi ponosić koszty prowadzenia takiego procesu. Przypuszczam, że opłaca się im skłonić klienta do szybkiej ugody, gdyż stosunkowo szybko realizują swoje wynagrodzenie.
Jednak jeśli kogoś kwota wynikająca z ugody satysfakcjonuje, to nie ma problemu. Klienci kancelarii powinni tylko uważać, bo część umów przez nie stosowanych ma niebezpieczny zapis, dający pełnomocnikowi prawo do zawarcia w imieniu klienta ugody, czasami nawet bez pytania go o zgodę. Jeśli znajdziemy taki zapis w umowie, należy zażądać jego wykreślenia.
@RY1@i02/2009/255/i02.2009.255.166.007b.001.jpg@RY2@
Krystyna Krawczyk, z Biura Rzecznika Ubezpieczonych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu