Kierowca może dostać odszkodowanie za kolizję z łosiem
Uzyskanie odszkodowania za kolizję z dzikim zwierzęciem jest możliwe, gdy kierowca udowodni zaniedbanie związku łowieckiego lub gminy. Ma ono polegać na nieprawidłowym oznakowaniu drogi.
Kolizji z łosiem, sarną lub wybiegającym z zarośli zającem udaje się uniknąć większości przytomnych kierowców, którzy nie rozwinęli zbyt dużej prędkości i w porę nacisnęli pedał hamulca. Takiego szczęścia nie mają jednak wszyscy miłośnicy czterech kółek. Brak możliwości ominięcia wbiegającego na jezdnię zwierzęcia lub zatrzymania się przed nim kończy się zderzeniem, a w ślad za tym uszkodzeniem samochodu bądź nawet uszczerbkiem na zdrowiu lub śmiercią.
W zależności od okoliczności zdarzenia i rozmiaru szkód wyrządzonych przez dzikie zwierzę kierowca musi przedsięwziąć określone działania. Jeżeli w wyniku zdarzenia doszło do obrażeń ciała któregoś z pasażerów, powinien on w pierwszej kolejności udzielić im pierwszej pomocy i wezwać na miejsce pogotowie ratunkowe oraz policję. Jeżeli zdarzenie nie jest na tyle dramatyczne i doszło jedynie do kolizji, podstawowym obowiązkiem kierowcy jest odpowiednie zabezpieczenie miejsca zdarzenia.
Jak wyjaśnia Komenda Główna Policji, w przypadku kolizji obowiązkiem uczestników jest niezwłoczne usunięcie z jezdni pojazdów biorących w nich udział. Nie wolno jednak tego robić, jeśli doszło do wypadku z ofiarami. Czasami usunięcie pojazdu nie będzie możliwe. Wtedy obowiązkiem kierowcy jest odpowiednie oznakowanie miejsca zdarzenia. Musi on - jeśli jest to możliwe - włączyć światła awaryjne, a także ustawić trójkąt ostrzegawczy.
Jeśli do zderzenia z dzikim zwierzęciem doszło na autostradzie lub drodze ekspresowej, kierowca ma obowiązek ustawić trójkąt w odległości 100 m od unieruchomionego samochodu. Na innych drogach poza obszarem zabudowanym odległość ta musi wynosić od 30 do 50 m.
Kiedy dojdzie do kolizji, kierowca nie ma obowiązku wzywania policji. Warto to jednak zrobić, gdyż spisana przez funkcjonariuszy notatka może stanowić jedyny urzędowy dowód zderzenia z dzikim zwierzem. Będzie to miało bez wątpienia znaczenie przy późniejszym dochodzeniu odszkodowania. Przybywający na miejsce zdarzenia funkcjonariusze przejmują dowodzenie nad odpowiednim zabezpieczeniem drogi. Poszkodowany musi więc dostosować się bezwzględnie do ich poleceń. W jego interesie jest jednak, aby policjanci określili odcinek drogi, na którym doszło do zdarzenia, jego przyczynę (tzn. wtargnięcie zwierzęcia na jezdnię), jak również rozmiar doznanej szkody.
Co ważne, kierowca, który zderzył się z dzikim zwierzęciem, musi pamiętać, że nie może zabierać go niezależnie od tego, czy jest ono jedynie zranione, czy martwe. Szczególnie w sytuacji, gdy jest ono żywe, nie wolno się do niego zbliżać, gdyż może ono zaatakować (przede wszystkim dzik). Nie wolno też zapominać, że zwierzęta żyjące na wolności są często zarażone wścieklizną.
Jeżeli zwierzę nie zdechło, funkcjonariusze policji mają obowiązek skontaktowania się z weterynarzem. To on zadecyduje na miejscu, czy zwierzę uśpić, czy poddać leczeniu. Zgodnie z przepisami samorządowymi usuwanie martwych zwierząt należy do obowiązków gminy.
Po zdarzeniu nadchodzi czas na likwidację szkody wyrządzonej przez dzikie zwierzę. O tym, kto wypłaci odszkodowanie i czy w ogóle je dostaniemy, decyduje wiele okoliczności związanych z kolizją. W najbardziej komfortowej sytuacji są kierowcy, którzy mają wykupione ubezpieczenie autocasco, które obejmuje także przypadki szkód wyrządzonych przez dzikie zwierzęta (warto sprawdzić, czy oferta ubezpieczyciela ma taką opcję, zanim podpiszemy z nim umowę). Jeśli nie mamy AC albo polisa zawiera wyłączenie likwidacji takich szkód, kierowca będzie musiał dokonać naprawy na własny koszt lub starać się o odszkodowanie od zarządcy drogi lub związku łowieckiego.
Dochodzenie roszczeń w tym ostatnim przypadku nie jest prostą sprawą, gdyż jasnej procedury czy zasad odpowiedzialności nie przewidują tak naprawdę żadne przepisy. W praktyce fundamentalne znaczenie ma fakt, czy odcinek drogi, na którym doszło do kolizji, jest oznaczony znakiem A-18b, który ostrzega o możliwości napotkania na drodze dzikich zwierząt. Pod nim znajduje się najczęściej tabliczka informująca o długości odcinka, na którym występuje takie niebezpieczeństwo. Jeżeli droga była oznaczona w ten sposób, w praktyce nie ma szans na odszkodowanie od zarządcy drogi lub związku łowieckiego, gdyż kierowca został zobowiązany do zachowania szczególnej ostrożności. Nie wystarczy tutaj nawet trzymać się przepisowego ograniczenia prędkości.
Szanse na odszkodowanie wzrastają diametralnie w sytuacji, gdy droga była nieoznakowana. Wtedy zadaniem poszkodowanego kierowcy będzie ewentualne ustalenie odpowiedzialności związku łowieckiego lub zarządcy drogi. Najpierw jednak trzeba sprawdzić, czy feralne zdarzenie miało miejsce na terenach chronionych i kto odpowiada za dany odcinek drogi.
Podstawową zasadę odpowiedzialności odszkodowawczej za zwierzęta wprowadza art. 431 par. 1 kodeksu cywilnego. Przewiduje on, że kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, zobowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy. Zasada ta nie przekłada się jednak wprost na zwierzęta dzikie.
Zasady dotyczące ochrony dzikich zwierząt i odpowiedzialności za nie w pewnych sytuacjach wyznacza w dużej mierze ustawa - Prawo łowieckie. Przede wszystkim stanowi, że zwierzęta łowne w stanie wolnym, jako dobro ogólnonarodowe, stanowią własność Skarbu Państwa.
Prawo łowieckie przewiduje, że dzierżawcy i zarządcy obwodów łowieckich oraz wójtowie (burmistrzowie, prezydenci miast) i nadleśniczowie Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe współdziałają w sprawach związanych z zagospodarowaniem obwodów łowieckich, w szczególności w zakresie ochrony i hodowli zwierzyny. Gospodarowanie populacjami zwierzyny wymaga w szczególności ochrony zwierzyny przed zagrożeniem przez ruch pojazdów samochodowych na drogach krajowych i wojewódzkich.
Wyraźną odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez zwierzynę wprowadza art. 46 prawa łowieckiego. Przewiduje on między innymi, że dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego obowiązany jest do wynagradzania szkód wyrządzonych przy wykonywaniu polowania. Jeśli więc myśliwi spłoszą zwierzynę lub będą ją naganiać i w tym czasie spowoduje ona kolizję z przejeżdżającym samochodem, to nie będzie miało nawet znaczenia, że odcinek drogi był oznakowany.
W pozostałych przypadkach aby dostać odszkodowanie, trzeba będzie udowodnić (najprawdopodobniej już przed sądem), że wystąpiło zaniedbanie ze strony związku łowieckiego. Polegać będzie ono na przykład na tym, że miał on informacje o wędrówkach dzikich zwierząt na danym obszarze i zaniechał zgłoszenia tego faktu zarządcy drogi. Należy pamiętać też o tym, że zarządca drogi, niezależnie od informacji uzyskiwanych od organizacji łowieckich, ma obowiązek analizować dane dotyczące zagrożeń na drogach i reagować na pojawiające się na nich zagrożenia bezpieczeństwa ruchu, m.in. poprzez prawidłowe oznakowanie.
● prawidłowego oznakowania drogi znakiem ostrzegawczym A-18b - "Uwaga! Dzikie zwierzęta"
- dzierżawca (lub zarządca) obwodu łowieckiego albo Skarb Państwa - w razie wtargnięcia zwierzyny w wyniku polowania
● braku oznakowania drogi znakiem ostrzegawczym A-18b - "Uwaga! Dzikie zwierzęta"
- zarządca drogi
- dzierżawca (lub zarządca) obwodu łowieckiego albo Skarb Państwa
● krajowej - generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad
● wojewódzkiej - zarządu województwa
● powiatowej - zarządu powiatu
● gminnej - wójta (burmistrza, prezydenta miasta)
● w granicy miasta na prawach powiatu - prezydenta miasta (oprócz autostrad i dróg ekspresowych)
Adam Makosz
adam.makosz@infor.pl
Ustawa z 13 października 1995 r. - Prawo łowieckie (Dz.U. z 2005 r. nr 175, poz. 1462 z późn. zm.).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu