Testament nie kojarzy się ze starością
Jest coraz większe zainteresowanie spisywaniem testamentów. A w bankowych okienkach coraz częściej słyszy się pytanie, jak zastrzec rachunek na wypadek śmierci. To niespodziewany skutek katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem.
- Niedawno przyszedł do mojej kancelarii młody człowiek, który miał lecieć do USA i powiedział: "Chcę zrobić testament, bo skoro taka katastrofa dotknęła wielkich, to mnie też może" - opowiada "DGP" Czesława Kołcun, prezes warszawskiej izby notarialnej. Jej zdaniem nastąpiło przełamanie psychologiczne. Wcześniej ludzie krępowali się z podjęciem takich kroków. Odkładali je na później, testament kojarzył im się ze starością. Teraz mówią, że chcą zabezpieczyć rodzinę na wszelki wypadek.
Nie ma danych statystycznych, które pokazałyby skalę tego zjawiska. Ale w ponad połowie z kilkunastu kancelarii notarialnych z Warszawy i województwa mazowieckiego usłyszeliśmy opinie o zwiększonym zainteresowaniu testamentami. Jak opowiadają ich pracownicy, klienci uzasadniali decyzję o spisaniu testamentu właśnie ostatnią katastrofą z udziałem prezydenta. Prawnicy mają nadzieję, że to nie chwilowe zjawisko, ale ludzie rzeczywiście uświadomili sobie konieczność regulowania takich formalności i nie będą odkładali tego na później. Jeden ze znanych warszawskich notariuszy opowiada (anonimowo, bo wstyd mu swojej niefrasobliwości), że kiedyś z córkami i ich rodzinami poleciał samolotem na wakacje. Kiedy uświadomili sobie, że w razie katastrofy zginęłyby trzy pokolenia ich rodziny, usiedli wszyscy wieczorem w hotelu i napisali testamenty. Bo testament nie musi być spisywany u notariusza. Zgodnie z kodeksem cywilnym wymogiem jest, by spisać go odręcznie, opatrzeć datą i podpisem. - Tyle że testament w formie aktu notarialnego trudniej podważyć pod pretekstem, że np. był sporządzony pod przymusem - zaznacza prezes Kołcun.
Brak testamentu to niejedyny problem w przypadku nieoczekiwanej śmierci. Jak się okazało, nie wszystkie żony osób tragicznie zmarłych w katastrofie prezydenckiego samolotu miały wspólne konta z mężami. Wskutek tego po ich śmierci miały problem z podjęciem pieniędzy z banku. - Ludzie pytają o możliwość zrobienia zapisu na wypadek śmierci - przyznali "DGP" pracownicy trzech oddziałów banków na warszawskim Ursynowie, do których zajrzeliśmy.
Jak powinno wyglądać takie zastrzeżenie i co się stanie, jeśli np. ktoś wyjmie pieniądze z konta tragicznie zmarłego współmałżonka?
- Jeśli rachunek jest na jedną osobę, a druga ma tylko do niego pełnomocnictwo, to w razie śmiertelnego wypadku nie może już dysponować kontem. Pełnomocnictwo wygasa z chwilą śmierci posiadacza rachunku, a posłużenie się nim jest przestępstwem - wyjaśnia Piotr Utrata, rzecznik ING Bank Śląski SA. Nielegalne jest także podjęcie pieniędzy z rachunku zmarłego np. za pomocą karty bankomatowej czy przelewem przez internet.
Zgodnie z art. 56 prawa bankowego można złożyć dyspozycję do własnego rachunku na wypadek śmierci na rzecz najbliższych członków rodziny. W innym przypadku będą musiały czekać na zakończenie postępowania spadkowego, a bank może wypłacić z tego konta wyłącznie pieniądze na koszty pogrzebu.
- Dyspozycję co do rachunku na wypadek śmierci można złożyć w każdej chwili. Musi mieć formę pisemną. Może to być formularz bankowy albo dokument z niezbędnymi danymi przygotowany przez właściciela rachunku - tłumaczy Dariusz Zieliński, dyrektor departamentu klienta indywidualnego w PKO BP.
Właśnie weszły w życie przepisy dotyczące dysponowania funduszami inwestycyjnymi na wypadek śmierci. I tu pełnomocnictwo wygasa wraz ze śmiercią właściciela. Jeżeli małżonkowie przystąpili do funduszu w ramach tzw. WRM (Wspólnego Rejestru Małżeńskiego), współmałżonek zmarłego uczestnika może odkupić połowę jednostek bez żadnych dodatkowych formalności. Jeżeli należały one tylko do jednej osoby, po jej śmierci jest to możliwe dopiero po przeprowadzeniu postępowania spadkowego i złożeniu w banku odpowiedniego oświadczenia o dziale spadku przez spadkobierców. Uczestnik funduszu może jednak na wypadek śmierci złożyć zlecenie: "dodanie osoby upoważnionej" do wypłaty tych środków. "Upoważnionych" może być nawet czterech. A co dzieje się ze środkami na rachunkach, lokatami czy funduszami inwestycyjnymi osób zmarłych, o które nie upomni się rodzina, bo np. o nich nie wie? Oficjalnie czekają one na spadkobierców. Ale jeśli rodzina się nie upomni, zostają w dyspozycji banku, a bank nadal prowadzi ten rachunek.
Anna Marszałek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu