Prawa autorskie kontra wybory
Z wokandy
Dziś przed Sądem Okręgowym w Warszawie rusza proces z powództwa Dominika "Donia" Grabowskiego, członka grupy Ascetoholix, przeciw Dariuszowi Dolczewskiemu.
Sprawa ma związek z wykorzystaniem przez byłego kandydata na posła do Sejmu, a obecnie doradcę ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego, w trakcie kampanii wyborczej refrenu piosenki "Suczki" w filmiku umieszczonym na Facebooku. Jego bohaterkami były młode kandydatki PiS do Sejmu. Sprawa wypłynęła pod koniec września 2011 roku i była szeroko komentowana przez media, a sporny film wielokrotnie udostępniany.
- Pozew dotyczy naruszenia autorskich praw majątkowych polegających na wykorzystaniu przez pana Dolczewskiego bez zgody oraz wynagrodzenia dla twórców fragmentu utworu muzycznego - wyjaśnia adwokat Zbigniew Krüger z Kancelarii Krüger & Partnerzy Adwokaci i Radcy Prawni, pełnomocnik Grabowskiego.Dodaje, że doszło również do naruszenia autorskich praw osobistych do utworu.
- Twórca ma prawo decydować, w jakim kontekście społecznym jego utwór może zostać wykorzystany. Tutaj twórca jednoznacznie odcinał się od jakichkolwiek powiązań politycznych, nie chciał, by jego utwór był wykorzystywany w takim kontekście - wskazuje mecenas Krüger.
Jego zdaniem udostępniony przez pozwanego spot wyborczy z wykorzystaniem utworu pt. "Suczki" miał charakter obraźliwy i jego mocodawca nigdy nie zgodziłby się na wykorzystanie piosenki z takim wydźwiękiem. "Doniu" domaga się prócz przeprosin 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia oraz 21 tys. jako odszkodowanie. "Zespół (...) nie będzie biernie przyglądać się hipokryzji, bezkarności polityków, promujących bezczelne wykorzystywanie cudzej pracy i własności intelektualnej" - podkreśla w swoim oświadczeniu Dominik "Doniu" Grabowski.
Zdaniem prawników jego roszczenia są zasadne.
- Wykorzystanie fragmentu utworu w kampanii do parlamentu czy innej akcji politycznej nie wyłącza naruszenia prawa autorskiego. To nie jest bowiem posłużenie się utworem w celu dozwolonego cytatu, czy w celu edukacyjnym, lecz wykorzystanie w celu uzyskania konkretnej korzyści. Moim zdaniem w opisywanej sytuacji nie ma żadnego argumentu, który by uchylał to naruszenie - zauważa adwokat Andrzej Michałowski z Kancelarii Michałowski Stefański.
Innego zdania jest jednak pozwany.
- Nie naruszyłem praw autorskich, ponieważ nie wykorzystałem w żaden sposób utworu - tłumaczył nam wczoraj Dariusz Dolczewski.
Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu